Dzisiaj:
Środa, 16 października 2019 roku
Ambroży, Aurelia, Dionizy, Florentyna, Galla, Gallina, Gaweł, Gerard, Gerarda, Gerhard, Grzegorz, Radzisław

HISTORIA: HUFIEC BUDOWLANY „ŚWIT” W SZCZUCINIE

8 października 2019 | 1 komentarz

Indoktrynacja ideologiczna młodzieży oraz inwigilacja byłych żołnierzy Armii Krajowej w pierwszych latach po II wojnie światowej.

Przedmiotem niniejszego opracowania jest funkcjonowanie Hufca Budowlanego [dalej: HB] „Świt” w gminie Szczucin w pierwszych latach po II wojnie światowej. W krótkie dzieje tej instytucji wpisuje się indoktrynacja ideologiczna prowadzona przez komunistów za pośrednictwem organizacji młodzieżowych oraz mechanizm niszczenia przeciwników politycznych przez nową władzę. To ostatnie zagadnienie przedstawiono na przykładzie członka Armii Krajowej sierż. Stanisława Świerzba z Dąbrowy Tarnowskiej, który pełnił w HB „Świt” funkcję wychowawcy.

Do głównych źródeł należy zaliczyć wspomnienia i zdjęcia rodziny Świerzbów z Dąbrowy Tarnowskiej przesłane autorowi przez Alicję Morawiec z domu Świerzb [obecnie w USA], córkę jednego z głównych bohaterów artykułu1. Wykorzystano także nieliczne artykuły prasowe oraz dokumenty znajdujące się w zasobach tarnowskiego Oddziału Archiwum Narodowego w Krakowie2.  Spora liczba dokumentacji znajduje się w Archiwum Państwowym w Kielcach w zespole Hufce Budowlane „Świt”, ale ze względu na ograniczenia objętościowe opracowania nie była przeglądana.

Jednym z ważniejszych elementów polityki władz komunistycznych w okresie walki o swój „byt polityczny” w latach 1946-1948, były zagadnienia dotyczące wychowania młodego pokolenia. Młodzież była – w jej przekonaniu – tą częścią społeczeństwa, która stanowiła najtrudniejszy odcinek „walki o socjalizm” i od której zależała przyszłość oraz trwałość nowego ustroju nie cieszącego się powszechnym uznaniem społeczeństwa. Dużą wagę zatem przywiązywano do polityki oświatowej. Zamierzano w ten sposób gruntownie przewartościować osobowość młodych ludzi oraz wyznawane przezeń zasady ideowe i moralne, nabyte przez wychowanie w domu rodzinnym3. Dawało to liczne korzyści, chociażby ograniczało wpływ uznanych za wrogie organizacji poakowskich, kościelnych czy politycznych, co w efekcie ułatwiało osiągnięcie ostatecznego celu, jakim była chęć objęcia młodzieży swoimi wpływami i ideologią. W dłuższej perspektywie prowadziło to do uzyskania pełnej kontroli nad społeczeństwem. Poza tym z uwagi na konieczność odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych system oświaty miał też umożliwić, „szybkie szkolenie sił fachowych dla gospodarki narodowej”4.

Jeśli wierzyć przesłanemu do starostwa wykazowi z dn. 7 IV 1946 r. sporządzonemu przez wójta Gminy Szczucin Michała Fortunę, we wszystkich gromadach funkcjonował Związek Młodzieży Wiejskiej [ZMW] „Wici”, a w Słupcu dodatkowo „Kółko Młodzieży” (prawdopodobnie chodzi tu o reaktywowane przedwojenne Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży). Podobnie było w sąsiedniej gminie Mędrzechów, w skład której wchodziły gromady: Skrzynka, Radwan, Delastowice, Odmęt, Wójcina i Wólka Mędrzechowska, przynależne wówczas do parafii szczucińskiej5.

Wykaz organizacji młodzieżowych na terenie gminy Szczucin w dn. 2 IV 1946 r. [ANT]

Powstanie kół ZMW „Wici” przełamywało monopol duchowieństwa w wychowaniu młodzieży wiejskiej. Chociaż ich część nie przejawiała żadnej aktywności, a inne ograniczały swe poczynania do sporadycznie odbywanych zebrań, już sam fakt istnienia koła opowiadającego się w swych założeniach programowych za przemianami społeczno-ustrojowymi posiadał znaczenie polityczne. Takie koła funkcjonowały w gminie Szczucin do końca 1947 r., chociaż brak jakichkolwiek sygnałów o ich osiągnięciach.

Gdy po sfałszowanych wyborach ze stycznia 1947 r., komuniści umocnili się u władzy, rozpoczęli proces systematycznej likwidacji wcześniej działających, cieszących się dotąd częściową autonomią i samodzielnością organizacji, w tym ZMW „Wici”. Sygnałem do rozpoczęcia nagonki na sympatyków PSL, był Zjazd PPR powiatu dąbrowskiego w marcu 1947 r., na którym skrytykowano dotychczasowy samorząd gminny i powiatowy.

Obszerny referat polityczny, omawiający całokształt zagadnień państwa i zadań, stojących przed czołową organizacją Narodu, jaką jest Partia – wygłasza Łabuz. Sprawozdanie z rocznej działalności Partii, z jej sukcesów i braków, składa tow. Pachołek. Mimo trudności, wynikających z biedy i zacofania zrujnowanego powiatu, mimo przeszkód stawianych przez niepoprawnych wójtów, sołtysów i radnych PSL-owskich, którzy w czasie rządów byłego starosty, Zarzyki, usadowili się w samorządzie i spółdzielczości – Partia postępowych robotników, chłopów, rzemieślników i nauczycieli rozwija się widocznie i sposobi się do ujęcia steru życia gospodarczego i samorządowego w powiecie. Z około 300 członków przed wyborami zdołała Partia podwoić swoje szeregi i ilość kół w ciągu pierwszych miesięcy 1947 roku. Zdołała objąć gminy i gromady, gdzie dotąd nie było członków. W ożywionej dyskusji zabierają jeden po drugim głos delegaci z Mędrzechowa, Szczucina, Radgoszczy, Otwinowa z całego powiatu. Padają słowa troski, słowa krytyki i rady z doświadczeń organizacyjnych6.

Odnośnie wymienionego w czasie obrad starosty Stanisława Zarzyki, członka PSL, to w czasie posiedzenia PRN 28 marca 1945 r. podał do publicznej wiadomości, że doszły go słuchy, jakoby PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej katował ludzi przy przesłuchaniach, przy czym odbywa się łamanie kości, żeber oraz wybijanie zębów. Poszkodowani mają też surowo zakazane ujawnianie tych faktów. Zacny, ale naiwny starosta zasugerował, że trzeba powołać komisję sejmową dla przeprowadzenia kontroli w tamtejszym PUBP. Potwierdził te pogłoski Wojciech Witaszek z Załuża, członek PSL, podając nazwiska dwóch torturowanych osób. Równocześnie ujawniono akty szantażu i pozyskiwania do współpracy. Michał Kądzielawa, sekretarz ZP PSL, powiedział, że darowano karę, a nawet zwrócono znaleziony nielegalnie pędzony samogon pewnej osobie, pod warunkiem, że zostanie konfidentem UB. Po ujawnieniu tego faktu w oficjalnym meldunku zażądano wyjaśnienia sprawy przez szefa WUBP mjr. Jana Bieleckiego. Nic dziwnego, że postępowanie nowej władzy wzbudzało niechęć i sprzeciw, które wyrażały się m. in. bojkotowaniem święta 1-maja i uroczystym obchodzeniem 3-maja. Jak pisze M. Żychowska, w 1946 r. „uroczyste obchody 3 Maja przebiegły najgłośniej w Szczucinie, gdzie chłopi wyra­żali niezadowolenie, iż tak dalej być nie może i domagali się zmian. Wyrazem bun­tu były przygotowywania do wspomnianych obchodów święta ludowego 12 maja, na które WUBP nie wyraził zgody, ale zezwolił na nie kpt. Lew Sobolew, „sowietnik” tarnowski”7.

W 1948 r. nastąpiło wcielanie organizacji młodzieżowych do tymczasowej struktury, tj. Powiatowego Komitetu Jedności Organizacji Młodzieżowych w Dąbrowie Tarnowskiej. Z protokołu Gminnej Rady Narodowej [GRN] w Szczucinie wiadomo, że w dn. 28 II 1948 r. wójt W. Kularz odczytał od tej organizacji pismo, w którym prosi o udzielenie subwencji na swą działalność. Przyznano na ten cel 10 000 zł, a już sam ten fakt świadczy o poparciu władz dla ruchu zjednoczeniowego8.  Na bazie tej organizacji podczas Kongresu Jedności Młodzieży we Wrocławiu 21 lipca 1948 r. utworzono Związek Młodzieży Polskiej [ZMP]. Połączenie owo było skutkiem administracyjnej presji władz komunistycznych (wspieranych szykanami funkcjonariuszy MO i MBP), które dążyły do utworzenia jednej, centralnie sterowanej i bezpośrednio im podporządkowanej organizacji młodzieżowej. Już tydzień później 26 lipca 1948 r., na posiedzeniu GRN, sekretarz gminy odczytał pismo ZMP w sprawie wprowadzenia przedstawiciela związku do Rady. Na wniosek wójta Rada przyjęła w poczet swoich członków Edwarda Gomułę, który 18 XI wszedł w skład komisji przesiedleńczej. Od tego czasu członkowie Związku mogli zabierać głos w sprawach społeczno-gospodarczych i politycznych, uzyskali też większą możliwość pozyskiwania środków finansowych z budżetu gmin. Przykładem może być tu pismo przewodniczącego Zarządu Koła ZMP w Odmęcie Władysława Zawady  z dn. 11 IV 1949 r. skierowane do Komisji Oświatowej przy GRN w Mędrzechowie, w którym prosi o przyznanie środków finansowych na urządzenie świetlicy w baraku9.

Pismo Zarządu Koła ZMP w Odmęcie [ANT]

Więcej wiadomo na temat działalności Kół w szkołach średnich. Z początkiem 1949 r. dyrektor Samorządowego Gimnazjum Spółdzielczości Tadeusz Niedośpiał (później Państwowe Liceum Administracyjno-Handlowe) w Bukowcu, w trakcie posiedzenia rady pedagogicznej w dn. 11 stycznia t.r. przedstawił informacje przekazane przez Kuratorium na zjeździe dyrektorów szkół zawodowych z dn. 18 XII 1948 r. odnośnie funkcjonowania ZMP w oświacie: „Organizacja ZMP jest naczelną organizacją młodzieży na terenie szkoły. Przy jej organizowaniu należy zwrócić uwagę na jakość kandydatów, a przede wszystkim na ich pilność i wyrobienie społeczne. Do ZHP może należeć młodzież tylko do 16 lat, a o ile nie pełni żadnych funkcji., przechodzi do ZMP. Obowiązkowa jest prenumerata czasopisma Razem 1 egzemplarz na 2 uczniów10. Wysiłki ZMP koncentrowały się głównie na odcinku indoktrynacji politycznej poprzez inicjowanie różnego rodzaju przedsięwzięć. O tym, że młodzież w coraz większym stopniu stawała się podatna na wpływy komunistyczne, świadczy pośrednio sposób zwracania się niektórych uczniów do nauczycieli. Otóż na konferencji rady pedagogicznej w dn. 13 VI 1949 r. nauczycielka Bogusława Nowakowa zapytała się, „czy wolno uczniom zwracać się do profesorów przez obywatelu profesorze. Przewodniczący odpowiedział, że tego młodzieży zabronić nie można11. Skądinąd wiadomo, że zetempowców z gimnazjum wciągnięto do akcji zwalczania analfabetyzmu. Powierzono im m.in. zadanie organizowania i prowadzenia kursów czytania i pisania.

W 1949 r. dla uczczenia święta 22 lipca ZMP zorganizował szeroko opisywane w prasie propagandowe biegi sztafetowe.

Wyruszą z 10 krańców Polski sztafety Związku Młodzieży Polskiej. Zawodnicy pokonają łącznie około 4 300 km, mijając w sumie 56 punkt etapowych. Na wszystkich trasach trwają już gorączkowe przygotowania do przeprowadzenia tej imprezy. Pomiędzy poszczególnymi województwami Istnieje współzawodnictwo co do ilości startujących zawodników, jak również co do należytej organizacji. Ogólna cyfra uczestników wynosi około 100 tys. osób. Ilość ta zostanie prawdopodobnie znacznie przekroczona. Impreza ma zapewnioną opiekę ze strony czynników państwowych. Pomocy sanitarnej udzieli wzdłuż całej trasy Polski Czerwony Krzyż. Trasa nr. 6 przebiegać będzie z Zakopanego przez Kraków Sztafeta przybędzie do naszego miasta w dniu 18 bm., gdzie na Rynku Głównym po godz. 18 połączy się ze sztafetami powiatowymi. W następnym dniu o godz. 10 przed południem odbędzie się z Rynku Głównego start do następnego etapu Kraków-Miechów-Jędrzejów. Niezależnie od tras głównych, młodzież ZMP przebiegnie również trasami pomocniczymi na terenie każdego województwa, przy czym w województwie krakowskim udział młodzieży oblicza się na 10 000. Sztafety pomocnicze będą biegły następującymi trasami: Szczucin-Dąbrowa-Tarnów-Brzesko-Bochnia-Niepołomnice-Wieliczka-Kraków; start w Szczucinie 18 bm. o godz. 7.45. […]. W związku z biegiem sztafetowym odbywają się w kołach ZMP, hufcach SP i drużynach ZHP zebrania, na których podsumowuje się dotychczasowy dorobek pracy i sporządza się meldunki oraz typuje się uczestników sztafety, którzy meldunki te przeniosą do sztafety głównej” – donosiło „Echo Krakowa” z dn. 13 VII 1949 r.12.

Jednym z sukcesów szczucińskiego oddziału ZMP, było też uruchomienie w 1950 r. stałego kina, jako jednego z pierwszych w województwie krakowskim. W tym celu wydzierżawiono i przystosowano salę w Domu Parafialnym. Znajdowało się na niej 13 rzędów krzeseł i 200 miejsc.

Wzorami do naśladowania dla młodzieży mieli być lansowani przez prasę nauczyciele sprzyjający nowej władzy. Przykładowo w 1953 r. Brązowy Krzyż Zasługi otrzymała Maria Stolarska, nauczycielka z Borek. „Za działalność społeczną i agitację w kampanii wyborczej, odznaczona była dyplomami uznania przez Zarząd Powiatowej. Ligi  Kobiet oraz Powiatowego  Komitetu Frontu Narodowego. Oddana pracy społecznej i zawodowej jest również aktywną członkinią Koła Gospodyń, doskonalą agitatorką, prowadzi szeroką akcję uświadamiającą wśród kobiet wiejskich. Opiekując się Kołem Gospodyń, przyczyniła się do przedterminowego wykonania planu przez gromadę. Sama jest również wzorową gospodynią: ze swego małego gospodarstwa oddała w roku ubiegłym 6 bekonów i 20 warchlaków” – wymieniało jej zasługi13.

Jak się okazało, pomimo dużego wysiłku i propagandy, efekty działań ZMP dalekie były od spodziewanych oczekiwań, przebiegały też zdecydowanie za wolno i nie były w stanie objąć całego młodego pokolenia, na czym władzy komunistycznej najbardziej zależało. Wobec braku możliwości trzymania „młodych” w koszarach, jak trafnie zauważył to K. Lesiakowski, zaistniała potrzeba powołania organizacji o charakterze powszechnym, która byłaby w stanie skupić w swoich szeregach całą młodzież14.  Taką organizacją była powołana ustawą sejmową z lutego 1948 r. Powszechna Organizacja „Służba Polsce” [PO „SP”]. Miała ona być w założeniu narzędziem polityki oświatowej, umożliwiającym zwiększenie intensyfikacji oraz efektywności działań na tzw. „odcinku młodzieżowym”. Wspomniana wyżej ustawa nakładała na młodzież obojga płci w wieku 16-21 lat oraz osoby do lat 30-stu, które nie odbyły służby wojskowej, obowiązek obejmujący: naukę, wychowanie fizyczne, szkolenie wojskowe oraz wykonanie pracy dorywczej i okresowej. Praca okresowa nie mogła przekraczać 6 miesięcy w stosunku do młodzieży w wieku przedpoborowym, a w stosunku do osób w wieku poborowym i starszym – okresu trwania zasadniczej służby wojskowej, natomiast czas pracy dorywczej nie mógł przekraczać trzech dni w miesiącu. Uchylanie się od służby w PO „SP” zagrożone było sankcjami karnymi. Ustawa precyzowała ponadto przywileje związane ze służbą w PO „SP” oraz kryteria, na podstawie których dana osoba mogła zostać z niej zwolniona15..

Niewiele zachowało się informacji dotyczących działalności PO „SP” na terenie gminy Szczucin. Wiadomo jednak, że młodzież w zdecydowanej większości niechętnie uczestniczyła w jej pracach nawet na terenach własnych gmin. Obawy co do służby (szczególnie dziewcząt) w SP wykazywali też rodzice: „Musimy wspomnieć, że pracę naszą utrudniali rodzice młodzieży podlegającej SP, nie pozwalając im uczęszczać na zajęcia i szkolenia, jak również do prac społecznych tłumacząc się tym, że nie ma ubrania i obuwia. Młodzież jest trudna do uchwycenia. Drugim utrudniającym naszą pracę powodem to rozciągłość terenu, brak komunikacji. Dlatego komisja powiatowa winna postarać się o przydzielenie nam przynajmniej jednego roweru służbowego16 – pisano w sprawozdaniu a pracy „SP” na terenie gminy.

Junacy SP mieli obowiązek uczestniczenia w pracy tej organizacji w miejscu zamieszkania, ale podlegali także obowiązkowi wyjazdu do brygad, by budować socjalistyczną rzeczywistość także w innych częściach Polski. Większości młodzieży to nie odpowiadało, szczególnie dotyczyło to dziewcząt, które po powrocie z brygad traktowane były co najmniej dwuznacznie przez lokalne społeczności, z uwagi na złą reputację samych brygad, często uznawanych z miejsca demoralizacji młodzieży. Stąd nawet jeżeli już doszło do wysłania junaka bądź junaczki do brygady, to nierzadkimi były ich ucieczki z tych jednostek. Trudno powiedzieć, jakie były powody dezercji u każdego z junaków z osobna. Zapewne była to przede wszystkim niechęć do przymusowej pracy, na jaką byli skazani ci młodzi ludzie. Istotną rolę odgrywały także relacje, jakie miały miejsce w brygadach między samymi junakami, a także junakami a kadrą. Ciężka praca w brygadach, wypadkowość oraz nierzadko, brutalny stosunek kadry do junaków powodowały, że wielu z nich uciekało z brygad, co władze, posługując się wojskowym językiem, określały jako dezercje.  W lipcu 1948 r. powrócili z Brygad Pracy I Turnusu „SP” pierwsi junacy z powiatu dąbrowskiego. Wydarzeniu temu nadano wielce uroczystą oprawę, a Komendant Powiatowy PO „SP” w Dąbrowie Tarnowskiej zarządził zbiórkę na dzień 21 VII 1948 r.: „Junacy mają zjawić się w mundurach junackich i ze wszystkimi legitymacjami i odznakami. Sołtysi natychmiast powiadomią wszystkich junaków, którzy należą do hufców SP, aby dostarczyli do Komendanta Gminnego po 20 zł, od junaka na zaświadczenie I stopnia Przysposobienia Wojskowego”- czytamy w piśmie skierowanym do gmin17.

Podobnie jak ZMP, także SP funkcjonowała w szkołach średnich na terenie Szczucina. Z protokołu rady pedagogicznej P.L. Adm.-Handl. z dn.11 stycznia 1949 r. dowiadujemy się, że w szkole funkcjonowały 2 hufce (uczniów łącznie 159). Opiekę nad hufcem żeńskim sprawowała Zofia Szczerbakówna, a nad męskim Tadeusz Kopacz. Ich zwierzchnikiem był plutonowy M. Golonka z Dąbrowy Tarnowskiej. Zabierając głos na wspomnianej konferencji omówił m. in. „Plan Pracy jednodniówek SP”, nawoływał do współzawodnictwa pracy, zalecił przygotować na święto SP rys historyczny internatu w Bukowcu, „jak było dawniej, a jak jest dziś”, a także przygotowania do ogniska, Zwrócił także uwagę na zachowanie i postawę junaków oraz oznajmił, że pełne umundurowanie powinno być dostarczone do 1 V 1949 r. Szkoła prenumerowała propagandowy miesięcznik „Służba Polsce” oraz dysponowała radioodbiornikiem [były nawet plany radiofonizacji szkoły]. Odnośnie postawy uczniów wobec przełożonych ustalono, że „uczniowie z SP muszą, czy to meldując się u przełożonego, czy załatwiając sprawę ustnie, stać na baczność. Odnośnie innych uczniów postanowiono przyzwyczaić ich do trzymania postawy wobec przełożonych”18.

Według informacji zamieszczonej w „Echu Krakowa” z dnia 1 IX 1949 r. [nr 237], hufiec szczuciński należał do przodujących w powiecie dąbrowskim: „Najlepsze wyniki w ramach prac 3-dniowych osiągnął Hufiec SP gm. Radogoszcz, Wykonując 7 443 dniówki. Dzięki współzawodnictwu zespołowemu, junacy tego hufca osiągnęli 137 proc, normy. W ramach tych prac junacy wykopali 2000 m. rowów melioracyjnych, oczyścili i zniwelowali plac pod magazyn spółdzielni, o powierzchni 10.000 m2, odchwaścili 450 ha pól i wytępili. stonkę ziemniaczaną, na powierzchni 600 ha. Drugie miejsce .zajął Hufiec SP gm. Bolesław; wykonując 2 650 junakodniówek Na trzecie miejsce wysunął się Hufiec SP gm. Szczucin, który  wykonał 1950 dniówek, co stanowi 50 proc, rocznego planu19.

Uczniowie szkoły w Lubaszu (przed dworem Boguszów). W środku dyrektor Antoni Bigda [ANT]

Działające na terenie gimnazjum w Bukowcu ZMP i SP podejmowały najczęściej wspólne działania. Nawiązały także współpracę ze Szkołą Rolniczą w Lubaszu. Razem organizowano różnorodne akcje, np. zbiórki pieniężne na odbudowę Warszawy, czy obchody „Tygodnia Rewolucji Październikowej”. Dla uczczenia święta 1-maja, 22-lipca [Święto Odrodzenia Polski], czy bieżących ważnych z punktu widzenia komunistów wydarzeń, zetempowcy przyjmowali uroczyste zobowiązania, z których później składano meldunki. Przykładowo, „na cześć II Zjazdu Partii”,  uczniowie i grono pedagogiczne Zasadniczej Szkoły Metalowej w Szczucinie zobowiązało się:

  1. Wykonać roczny plan produkcji warsztatowej do 80% do końca czerwca 1954 r.
  2. Podnieść jakość produkcji i jakość szkolenia w warsztacie przez rozwinięte współzawodnictwo.
  3. Podnieść i wzmocnić poziom nauki teoretycznej, tak by z końcem roku szkolnego blisko 100% uczniów uzyskało promocję.
  4. Wyremontować narzędzia rolnicze we wsi Słupiec20.

Zobowiązania uczniów i nauczycieli Szkoły Metalowej w Szczucinie [ANT]

Charakterystyczną cechą większości przyjmowanych zobowiązań, była ich ogólnikowość, by później można było łatwo sporządzić meldunek z wykonania. Przykładowo, Ochotnicza Straż Pożarna w Szczucinie.

Meldunek OSP w Szczucinie [ANT]

Na ogólnym zebraniu w dniu 7 VII 1953 r. podjęła zobowiązanie w związku z 10 rocznicą utworzenia Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego oraz 1 rocznicy uchwalenia przez Sejm Konstytucji  PRL, rozpoczęcia z dniem 20 VII 1953 r. pogotowia przeciwpożarowego, jako akcji żniwno-omłotowej, doprowadzenia sprzętu pożarniczego do stanu gotowości bojowej oraz oczyszczenie placu wokół remizy. Z meldunku przesłanego przez Komendanta Władysława Grzesiaka i zastępcy Komendanta do spraw Kulturalno-Oświatowych dowiadujemy się, że zobowiązania zostały wykonane, a „nadto OSP zobowiązała się brać czynny udział w poszukiwaniu stonki ziemniaczanej mając na uwadze jakim szkodnikiem jest stonka na odcinku gospodarczym”. Ścisła współpraca pomiędzy ZMP i SP funkcjonowała wszędzie tam, gdzie istniały te organizacje. Przykładowo w dn. 26 IV 1950 r. Prezydium GRN w Szczucinie poinformowało Powiatową Radę Narodową, że w skład Gminnego Komitetu do wykonania „Czynu Melioracyjnego” weszli Michał Gądek z ZMP i Roman Chwałek z SP21.

Skład Gminnego Komitetu do wykonania „Czynu Melioracyjnego” w Szczucinie [ANT]

Podobnie było także w mniejszych wsiach. Przykładem może być tu artykuł zamieszczony w „Piaście” pt.: „Czego dokonało Koło ZMP w Odmęcie?”, w którym autor Antoni Koścień, zachwala zjednoczenie organizacji młodzieżowych działających na terenie wsi.

W małej wiosce Odmęt powiatu dąbrowskiego w woj. krakowskim istniały po wojnie dwa koła młodzieżowe: Wici i ZWM. Panowała między nimi niezbyt przyjazna atmosfera. Przed zjednoczeniem organizacji młodzieżowych powstał komitet jedności, który potrafił stan ten zmienić na lepsze. Jeszcze przed zjednoczeniem Wiciarze wspólnie z ZWM-owcami odegrali sztukę teatralną, z czego dochód przeznaczyli na kupno sprzętu sportowego. Po zjednoczeniu wyłoniony zarząd koła ZMP zabrał się energicznie do pracy. W ramach czynu kongresowego przed zjednoczeniem Partii Robotniczych zetempowcy wspólnie ze starszymi wybudowali 1 km drogi przez wieś, w samym zaś dniu kongresu urządzili uroczystą akademię. Junacy SP, również zetempowcy, uporządkowali boisko sportowe oraz wyrobili kilkanaście dniówek przy budowie szkoły w Delastowicach. W czasie zimy prowadzono szkolenie o charakterze ideologiczno-politycznym oraz lekcje tańców ludowych i śpiewu. Siedmiu członków koła było na wczaso-kursie w Zakopanem, jeden zaś na kursie weterynaryjnym. Dla uczczenia Święta Ludowego nawieziono żwirem dalszy odcinek drogi oraz urządzono sobótki na wale wiślanym. Młodzież z zapałem uprawia sport, szczególnie siatkówkę i lekkoatletykę. Członkowie koła brali udział w sztafecie ZMP. Koło posiada swoich przedstawicieli w GRN oraz GS SCh. Obecnie koło planuje urządzić świetlicę w baraku gromadzkim oraz powiększyć bibliotekę tak, aby mogła z niej korzystać cała wieś22.

Z kolei według protokołu GRN z dn. 24 IV 1951 r. praca ZMP w gminie Szczucin była nieodpowiednia. „Zaniedbanym odcinkiem pracy ze strony komisji Oświaty to sprawa świetlic. Ponoszą tu również winę organizacje, które otrzymują świetlice i które na wezwanie do składania sprawozdań i działalności świetlic nie odpowiadają” – czytamy w protokole. Jak mówił jeden z radnych,w Słupcu są siły reakcji i faktycznie świetlica przedstawia obraz nędzy i rozpaczy i dlatego winien się ktoś zawiadywać i zarządzać i być odpowiedzialnym, gdyż bardzo często odbywają się tam pijatyki i należałoby położyć temu kres. To samo dotyczy szkoły, która jest zaniedbana23. Z kolei wójt W. Kularz stwierdził, że „świetlica w Słupcu jest rozbita, zniszczona, obraz nędzy i rozpaczy. Że w roku 1949 i 1950 był na zebraniu gromadzkim w Słupcu i proponował budowę baraku na świetlicę, to ludność oświadczyła, że budowała dom ludowy na sklep spółdzielczy i świetlicę. Później byłem w Słupcu to stwierdziłem, że portrety były poniszczone i poprzekreślane [można się jedynie domyślać kto znajdował się na tych portretach] na krzyż, a oczy wyłupane. A gdy pojechałem jeszcze raz, to stwierdziłem, że ani portretów już nie było, ani transparentów, a okna były zdjęte24.

Władze oświatowe w kraju prawdopodobnie ze względów taktycznych nie wypowiadały się za ograniczaniem, czy usunięciem religii ze szkół. W takim duchu wypowiadał się np. na zjeździe łódzkim minister oświaty Stanisław Skrzeszewski, uspakajając opinię publiczną. Mówił on, że stosunek władz do nauczania religii w szkołach nie ulegnie zmianie. Praktyka najbliższych miesięcy i lat wykazała właściwe zamiary władz w tej kwestii. Unieważnienie konkordatu między Polską a Stolicą Apostolską przez władze, szykanowanie i niechęć do instytucji prowadzących szkoły prywatne, w tym głównie zgromadzeń zakonnych Kościoła rzymskokatolickiego, już w okresie walki o władzę komunistów z legalną opozycją polityczną zapowiadały generalną zmianę polityki władz. Lata 50. potwierdziły te obawy. Wśród bogatego arsenału środków stosowanych przez władze komunistyczne w celu przebudowy ideologicznej szkoły polskiej, znalazły się nowe treści programowe i towarzyszące im zmiany podręczników szkolnych. Wycofywano dotychczasowe opracowania zastępując je nowymi, zachęcając do ich opracowania autorów uległych wobec nowego porządku lub bezkrytycznie akceptujących politykę władz. Coraz częściej wiedza przekazywana w szkołach stała w jawnej sprzeczności z utrwalonymi w tradycji narodowej wartościami. Należy wspomnieć, że gdy w 1951 r. zorganizowano Kółko Marksistowskie w gimnazjum w Bukowcu Antoni Szwałko, nauczyciel tej szkoły, porucznik armii Andersa usiłował je rozwiązać, a ponieważ wywierał presję na uczniów, by uczęszczali na religię, trafił do aresztu25.

Nadzieja rozbudzona w społeczeństwie przez Powstanie Poznańskie 1956 r., stwarzała możliwości upomnienia się o sprawę przywrócenia nauki religii w szkołach. Dnia 30 września 1956 r. w Grądach, odbyło się zebranie gromadzkie, którego celem było dokonania wyboru ławników oraz członków Komitetu Frontu Narodowego [KFN]. Gdy zaproponowano kandydaturę kierowniczki szkoły Józefy Ligas, sprzeciwił się temu Bronisław Arabik twierdząc, że wymieniona nie chce powrotu nauki religii do szkół. Poparło go kilka osób głośno skandując: My chcemy religii w szkole. Po dokonanym wyborze do KFN, B. Arabik oświadczył, że jeżeli nauka religii nie wróci do szkoły, to mieszkańcy tej gromady nie pójdą do wyborów. O powyższym powiadomiono I sekretarza KP PZPR, a miejscowy PUBP rozpoczął dochodzenia. Wieczorem tegoż dnia duża ilość ulotek z „Wolnej Europy”, w języku polskim i czeskim, naniesionych balonami, spadła na tereny powiatów: krakowskiego, tarnowskiego i dąbrowskiego. Treścią tych ulotek było przemówienie Nikity Chruszczowa na tajnym zebraniu XX Zjazdu KPZR, jednokartkowa ulotka z fragmentem tejże oraz broszura omawiająca wypadki poznańskie. Zebrano 160 ulotek w języku polskim, w języku czeskim i 3 balony. Oprócz tych ulotek z balonów, były i inne, miejscowe, pisane na kartkach z zeszytów a domagające się powrotu nauki religii. Autorów bezskutecznie usiłowano odnaleźć. W dniu 17 września 1956 r. do Wydziału Oświaty w Dąbrowie Tarnowskiej przyszło około 200 ludzi, domagających się przywrócenia nauki religii w szkołach. Rozmawiał z nimi Przewodniczący PRN. UB poszukiwał inspiratorów. Meldunek o tych zajściach w Dąbrowie WUdsBP przesłał aż do Szefa Informacji w Warszawie. Kolejne delegacje przyszły w październiku.  W dniu 22.10.1956 r., do Wydziału Oświaty PRN w Dąbrowie Tarnowskiej, przybyły delegacje z kilku gromad, w sumie 20 osób, głównie kobiet, celem „interweniowania, aby przywróć naukę religii w szkołach”. Kobiety z delegacji oświadczyły, iż „będą walczyć o przywrócenie nauki religii a szczególnie obecnie przed wyborami”. Jeżeli nie uzyskają realizacji przez siebie żądanych postulatów, to nie pójdą głosować. Kobiety z Małca oświadczyły również, że przyjdzie ich nie tylko 7 osób, ale jest ich około 300, tylko, że wszyscy nie chcą przychodzić. Z wymienioną delegacją rozmawiał Przewodniczący PRN. Od własnej agentury UB otrzymał dane, że na terenie gr. Małec, w której również nie ma nauki religii w szkole, krążą wersje, że manifestacja kobiet, która odbyła się w Dąbrowie Tarnowskiej w dniu 17.09.1956 r., przyczyniła się do przywrócenia religii w szkołach na terenie Dąbrowy Tarnowskiej. W szkołach tych nie ma dotychczas religii. W związku z tym krążą jednak pogłoski, że w Podmałcu w ten sposób miano przywrócić naukę religii przez rezolucję i strajk szkolny. Na terenie Dąbrowa Tarnowskiej, przed manifestacją 16.09.1956 r., ukazały się wrogie ulotki w związku z przywróceniem nauki religii w szkołach i obecnie, wśród osób, które brały udział w manifestacji, krążą wersje, że ulotki były prowokacją. Daje się zauważyć nasilenie wrogich wypowiedzi”26. Właściwie, nie wiadomo jak zakończyła się cała akcja, ostatecznie nauczanie religii zostało usunięte ze szkół w roku 1961. Sejm PRL 15 lipca tegoż roku uchwalił ustawę o rozwoju systemu oświaty i wychowania, w której w art. 2 zadekretowano, że szkoły i inne placówki oświatowo-wychowawcze są instytucjami świeckimi.

Znany jest epizod ściągania krzyży w Wólce Mędrzechowskiej we wrześniu 1958 r., gdzie akcja miała niezwykle dramatyczny przebieg, a kilka osób było wzywanych do Urzędu Powiatowego w Dąbrowie.

Na pierwszym posiedzeniu Rady Pedagogicznej zjawił się Inspektor Szkolny w sprawie usunięcia krzyży z klas. Z relacji świadków, które potwierdzają kroniki (szkolna i parafialna) wynika, że akcja ta miała we wsi przebieg dramatyczny. 8 września po południu przybył wizytator z komendantem milicji i nakłaniali kierowniczkę do zdjęcia krzyży. Zebrało się kilka kobiet protestując i prosząc – lecz krzyże pomimo niechęci kierowniczki szkoły i mieszkańców wsi zostały zdjęte w dwóch salach. Rano okazało się, że krzyże są znowu na swoim miejscu. Ze względu na zarządzenie władz lekcje nie mogły się odbyć w klasach z krzyżami, więc nie chcąc ich sama ściągać kierowniczka zarządziła lekcje na polu. Następnego dnia 12 osób otrzymało wezwania na przesłuchania do powiatu (Urząd Bezpieczeństwa) – czytamy w  Kronice Parafialnej z Woli Mędrzechowskiej27.

Akcja ściągania krzyży odbiła się niekorzystnie na relacjach pomiędzy wsią a szkołą, a przez to spadł wśród nauczycieli zapał do pracy. Z grona odszedł T. Wójcik, który objął posadę w Delastowicach, a na jego miejsce przyjęto starszą już nauczycielkę Janinę Mayer z Mędrzechowa. Objęła ona również zastępstwo za chorą i przebywającą w szpitalu G. Dadej, która niedługo po tym fakcie zmarła i została pochowana na cmentarzu w Szczucinie w obecności rodziny, uczniów, nauczycieli z pobliskich szkół oraz mieszkańców wsi. Tymczasem nadal postępowała laicyzacja szkoły i wprowadzanie w życie indoktrynacji politycznej młodzieży. Działania wychowawcze musiały być zgodne z ówczesną sytuacją polityczną i wytycznymi władz. W tej sytuacji nauczyciel-nawet najlepszy został ubezwłasnowolniony. Lepiej było nic nie robić, niż zrobić coś co było niezgodne z wytycznymi z góry, np. najważniejszym wydarzeniem godnym zapisania w Kronice Szkolnej w 1961 r., był lot Jurija Gagarina w kosmos28. Pomijając wagę wydarzenia- choć wydaje się, że dla szkoły i wsi było ono raczej obojętne na uwagę zasługuje język notatki przejęty prosto z broszury partyjnej, gdy tymczasem umknęło jej inne wydarzenie, jakim była powódź i usuwanie jej skutków.

Wśród różnych organizacji angażowanych do odbudowy kraju po II wojnie światowej, jednymi z pierwszych, były młodzieżowe HB „Świt”. Utworzone zostały z początkiem 1946 roku w Kielcach z inicjatywy ówczesnego tamtejszego wojewody mjr. Eugeniusza Wiślicz-Iwańczyka (w czasie okupacji dowodził oddziałami partyzanckimi, noszącymi tą samą nazwę), który został Komendantem Głównym. Organizacja HB „Świt” była popierana i finansowana przez Ministerstwo Odbudowy, a Komenda Główna składała się z 4 wydziałów – ogólnego, intendentury, oświaty i propagandy oraz technicznego. Miały skupiać młodzież w wieku od 16 do 20 lat na zasadach zaciągu ochotniczego (przynajmniej w teorii), gdzie w ciągu 3 lat uzupełniała wykształcenie obejmujące rozszerzony zakres 7-klasowej szkoły powszechnej, przechodziła przeszkolenie w zakresie przysposobienia wojskowego i wychowania fizycznego. Młodzież zdobywała też kwalifikacje rzemieślnicze, ucząc się zawodów budowlanych, tj. murarstwa, betoniarstwa, ciesielstwa, stolarstwa, hydrauliki, instalatorstwa elektrycznego i in. Po ukończeniu nauki junak otrzymywał tytuł czeladnika  W krótkim czasie HB powstały w kolejnych województwach., w tym 2 kompanie w ówczesnym województwie krakowskim, tj. w Dobrej i Szczucinie.

Osoba wicewoj. inż. Bronisława Kuleszy, jako komendanta Okręgu Hufców Budowlanych Nr. 3. zapewnia poparcie władz, a wytężona praca kadry z szefem sztabu rtm. Śmiałkiem  i dowódcami kompanii kpt. Kulczyckim [Szczucin – przyp. KS] i kpt. Pyrdem [Dobra – przyp. KS] realizuje idee i pokonuje szereg trudności i nieufności w terenie. Sformowana w lutym pierwsza kompania w Szczucinie może pochlubić się już odbudową trzech wzorowych domów rodzinnych dla gospodarzy, odbudową jednego domu od fundamentów, rozpoczętą budową szkoły powszechnej oraz budową czterech prowizorycznych baraków szkolnych. Propagandę rzeczową szerzą obydwie kompanie przez sprzedawanie odbudowującym się okolicznym mieszkańcom wyrabianej przez siebie dachówki” – pisał z początkiem sierpnia 1947 r. redaktor „Dziennika Polskiego” Kazimierz Zimnał i dodawał: „Jeszcze niedawno, gdyby mnie kto zapytał, co to jest „Świt”, dałbym na pewno zbywającą odpowiedź – no wie pan, to są młodzieżowe hufce budowlane – i po kilku ogólnikowych zdaniach, że potrzebne i pożyteczne, że pracują i coś pisano już o nich, przeszedłbym na bardziej znany mi temat. Dopiero bezpośrednie zetknięcie się z „świtowcami”, poznanie ich hasła pracą zdobędziesz wszystko, wywarło głębsze wrażenie a potem wniosek, że jednak społeczeństwo, które albo nic, albo niewiele wie, o tej świeżej organizacji – powinno- ją poznać29.

Fotografia zamieszczona w „Dzienniku Polskim”.

Z dostępnych źródeł wiadomo, że działalność kompanii HB „Świt” w Szczucinie w istotny sposób wpłynęła na dalsze życie wielu młodych ludzi. W 25 rocznicę założenia szkoły spotkali się i ufundowali pamiątkową tablicę. Wiadomo też, że zostało wtedy wykonane zdjęcie grupowe wychowanków i nauczycieli, którzy przybyli na uroczystość, ale jak na razie, autorowi nie udało się dotrzeć do tego źródła.

Cały kompleks budynków szkoły znajdował się na ulicy Kościuszki, w pobliżu stacji kolejowej [tereny byłej betoniarni], gdzie postawiono baraki. Oprócz prac budowlanych wykonywanych na terenie gminy Szczucin, junacy wytwarzali dachówkę, którą sprzedawano okolicznej ludności. Być może część produkcji odbywała się w szczucińskiej cegielni, gdyż wiadomo, że ze Szczucina dowożono tam dla junaków chleb.  Gdy w 1948 r. hufiec przeniesiono ze Szczucina do Bochni, urządzenia do produkcji dachówki i gąsiorów nie były wykorzystywane aż do końca 1953 r.: „Istnieje w cegielni maszyneria do produkcji dachówki i gąsiorów […] Zarządzenie w cegielni Szczucin natychmiastowej produkcji dachówki, gąsiorów, gdyż te urządzenia są i leżą bezużytecznie, a gmina odczuwa brak tego materiału i niepozwolenia zabrania tych urządzeń, tj. dachówszczarka i gąsiorówki do Żabna” – czytamy w protokole GRN w Szczucinie z dn. 19 XII 1953 r.30.

Cegielnia w Łęce Szczucińskiej i kompleks budynków gospodarczych w 1944 r. Niemieckie zdjęcie lotnicze [foropolska].

Hufiec uczestniczył też w przetargach organizowanych przez gminę na budowę baraków szkolnych, jak np. według protokołu z zebrania Zarządu Gminy Szczucin z dn. 5 IX 1947 r., na budowę 4- izbowego baraku szkolnego w Maniowie. Wniesiono wtedy 2 oferty, tj.  Stanisława Chrabąszcza na budowę i kompletne ukończenie baraku i właśnie HB „Świt”, jedynie na zestawienie baraku. Przyjęto wtedy ofertę S. Chrabąszcza za kwotę 160 000 zł, z tym, że robociznę niefachową oraz wszelkie dowozy miała dostarczyć gromada Maniów, zaś potrzebne materiały gmina Szczucin31.

Kompania szczucińska na wycieczce w Wieliczce – 7 VII 1947 r. [DRŚ]

Z podanych wyżej informacji w „Dzienniku Polskim” wiadomo, że kompania do lata 1947 r. odbudowała 3 domy jednorodzinne, 1 dom wybudowała od fundamentów, zmontowała 4 prowizoryczne baraki szkolne oraz rozpoczęła budowę szkoły powszechnej, przy czym nie podano, w której wsi. Funkcjonowanie kompanii „Świt” miało spore znaczenie dla gospodarki zniszczonego Szczucina. Z informacji podawanych w Księdze Bierczej Gromady Szczucin wiadomo, że „Świt” kupował chleb w miasteczku, który dowoził tam furmanką Jan Furgał, za co inkasował 150 zł miesięcznie32. Poza tym usługi dla Hufca świadczyli miejscowi krawcy i szewcy. Prawdopodobnie również płody rolne kupowano od okolicznych rolników.

Plan baraków szkolnych montowanych przez „Świt” w gminie Szczucin [ANT]

Wnętrze baraku w Szczucinie. S. Świerzb w trakcie lekcji z najmłodszymi junakami. Ta sala była także sypialnią [DRŚ].

Jednym z nauczycieli i wychowawców szkoły był st. sierż. Stanisław Świerzb, zaraz po wojnie, komendant Posterunku Miejskiego MO w Dąbrowie Tarnowskiej, w rzeczywistości zakonspirowany żołnierz AK ps. „Wyspa”. „Po wkroczeniu wojsk

S. Świerzb na służbowym motorze.
W głębi szczucińska cegielnia [DRŚ].

sowieckich i zajęciu przez nich całej Polski i aresztowaniu przywódców, wyszedł rozkaz o rozwiązaniu szeregów Armii Krajowej gdyż nie było sensu dalszego oporu. Zachowanie Rosjan nie różniło się niczym od zachowania Niemców. Nastąpiły aresztowania a więźniów, którzy zapełnili więzienia wywozili do Rosji oraz wydawali rozkazy rozstrzeliwania. Z samej Dąbrowy Tarnowskiej wywieźli na początku około 100 akowców, którzy więcej nie wrócili. W tym samym czasie miałem zamiar uciekać za granice jednak mój zamiar został pokrzyżowany. Dostałem rozkaz wstąpić do milicji, do której potrzebowali powiatowego komendanta. Dowództwo AK wytłumaczyło mi, że aresztują akowców i że ja mogę pomóc w ich uwolnieniu wiec się poświeciłem” – wspominał po latach. Przekazywał hasła, które na każdą noc były ustalane przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego [PUBP] i poufnie do Powiatowego Komitetu Milicji Obywatelskiej [PKMO] oraz meldunki o stanie liczebnym, uzbrojeniu UB, MO i wojska, straży więziennej, częstotliwości i składzie patroli nocnych itp. Dzięki temu m.in. w nocy z 9 na 10 maja 1945 r. oddział złożony z żołnierzy AK placówek „Stanisława”, ,,Danuta” i „Malwina”, przeprowadził udany atak na Urząd Bezpieczeństwa w Dąbrowie Tarnowskiej.
Wszystkich więźniów uwolniono, ale Świerzb został przeniesiony do Bolesławia. W dn. 2 II 1946 r. w wieku 35 lat wziął ślub, a za parę miesięcy został, jako „element niepewny”, zwolniony z milicji. I tutaj łączą się jego losy ze Szczucinem, które mogą stanowić przykład niełatwego życia byłych żołnierzy AK w powojennej komunistycznej rzeczywistości. Ze wspomnień żony Zofii Misiaszek z Bolesławia dowiadujemy się o inwigilacji przez UB, która trwała aż do wyjazdu na emigrację. Okazuje się, że powiat dąbrowski nie był tu żadnym wyjątkiem. W tej bandyckiej organizacji nie pracowały anonimowe „chłopaki w kapeluszach i prochowcach”, ale konkretne osoby, które do niedawna jeszcze mieszkały, lub jeszcze mieszkają, obok swoich ofiar. Pisze o tym szerzej, podając personalia oprawców, M. Żychowska w cytowanej już pracy [Kraków 2016]. Ale przejdźmy do rzeczy!

W trakcie poszukiwania przez S. Świerzba jakiegokolwiek zatrudnienia, w Szczucinie swój oddział otworzyła szkoła „Świt”: „Szefem szkoły był kpt. Kulczycki a opiekunem wojewoda Kulesza. Szkoła miała nawet swojego lekarza, którym był mężczyzna w stopniu porucznika. Wszyscy trzej należeli w czasie wojny do AK. Oprócz tego pracowało tam kilku inżynierów, stolarzy, murarzy i techników różnych kategorii, którzy uczyli 350 studentów którzy przyjechali do tej szkoły z różnych stron Polski” – pisze Z. Świerzb i dalej- „Mój mąż złożył podanie o przyjęcie do pracy i został przyjęty na stanowisko kierownika gospodarczego (szefa kompani) i nauczyciela wychowania fizycznego. Dostał tam również mieszkanie dla siebie i żony z dzieckiem. Mieliśmy wtedy córkę Alicję i mieszkaliśmy razem z moimi rodzicami. w  Bolesławiu. Mój mąż rozpoczął prace a po paru tygodniach. Po przygotowaniu mieszkania w szkole przenieśliśmy się tam na stale33.

Kompania „świtowców” na czele z S. Świerzbem maszeruje przez zniszczony Szczucin [DRŚ].

Po paru miesiącach nienagannej pracy, gdy wydawało się, że życie osobiste rodziny Świerzbów wróciło do normalności, dowódca kompani kpt. Kulczycki zaczął dostawać pisma z dąbrowskiego powiatowego komitetu partii domagających się jego zwolnienia. „Mąż był również obserwowany przez uczniów, którzy pochodzili z rodzin komunistycznych i którzy nawet podsłuchiwali pod naszymi drzwiami. Kpt. Kulczycki nie chcąc zwolnić mojego męża wykręcał się ze nie ma nikogo na jego miejsce I tak przeszło 1 ½ roku” – wspominała Z. Świerzb. W tym okresie sierż. Świerzb pełnił funkcję nauczyciela-wychowawcy, ale cała rodzina żyła w nieustannym stresie. Można się domyślać, że przez cały czas była bacznie obserwowana przez UB. Jedno z takich wydarzeń wspomina jego żona:

Mimo że pozwolili pracować mojemu mężowi, to nie dano mu spokoju. Na początku przyjeżdżał do naszego domu jakiś osobnik z UB, który zawsze chciał rozmawiać z mężem na osobności, tak, że ja musiałam opuszczać pokój, w którym byli. Wypytywał męża o nazwiska tych, którzy należeli do AK. Mąż mu grzecznie odpowiadał, że nie zna nikogo z nazwiska, bo wszyscy w AK posługiwali się pseudonimami. Mąż mi powiedział, że ten młody człowiek nawet tego nie rozumie. Jednego razu podczas takich rozmów, słysząc za zamkniętymi drzwiami podniesione glosy przelękłam się bo mój mąż nigdy nie podnosił głosu do nikogo i weszłam z powrotem do pokoju, w którym oni byli. Mój mąż mówił: „Ile pan lat chodził do szkoły, bo czuję się jak bym rozmawiał z 10 letnim chłopcem, który chodzi do trzeciej klasy. Tu chodzi o to, że gdyby każdy akowiec miał własne nazwisko to by w przeciągu paru miesięcy Niemcy by nas rozpracowali i wyłupali wszystkich, więc ważne było żebyśmy znali tylko pseudonimy. To była tajna organizacja. Czy pan zdaje sobie sprawę, że ja sierżant a tamten major czy pułkownik mogliśmy mieć prywatne rozmowy? Wydal rozkaz i dowidzenia, a ja widzę, że pan nie ma pojęcia, o co pan pyta”. Ten osobnik podniósł się i wyszedł. Więcej go w domu nie widzieliśmy, ale chociaż minęło tyle lat te słowa mojego męża dźwięczą w mojej głowie, jakby to było wczoraj, bo nigdy nie słyszałam i nie widziałam mojego męża w takiej akcji. On nigdy nie podnosił głosu do nikogo34.

kpt. Kulczycki i rtm. Śmiłek na czele kompanii szczucińskiej – 1947 r. [DRŚ].

Kiedy pisma partyjne z powiatu nie skutkowały, a kpt. Kulczycki wymawiał się brakiem kompetentnej osoby na to stanowisko, komitet przysłał zastępcę w randze porucznika, któremu przydzielono mieszkanie obok Świerzbów:

Pewnego dnia słyszę podniesione glosy w korytarzu wiec wyszłam zobaczyć co się dzieje i stanęłam jak wryta widząc przed sobą Niemca, który w czasie wojny mieszkał w Bolesławiu u rodziny Pasek i zajmował się ściąganiem od ludzi kontyngentów bydła dla niemieckiego wojska. Nie tylko że znałam go z widzenia, ale często go obsługiwałam w restauracji moich rodziców Julii i Szczepana Misiaszek. Ten Niemiec przychodził do restauracji codziennie i mówił bardzo dobrze po polsku. On to właśnie krzyczał na uczniów, którzy nieśli wodę i węgiel do naszego mieszkania i zabraniał im tego robić. Kiedy mnie zobaczył widać było że się przestraszył bo od razu zmienił zdanie mówiąc do uczniów żeby przynieśli mi co potrzebuję. Kiedy zapytałam tego Niemca co on tu robi, odpowiedział mi, że przysłano go tu na zastępstwo mojego męża. Kiedy mąż mój przyszedł po pracy opowiedziałam mu całą historię i kto ten osobnik jest. Mój mąż niezwłocznie zawiadomił kpt. Kulczyckiego. Zastępca kpt. Kulczyckiego przyszedł do mnie osobiście po więcej wiadomości. Na drugi dzień ten Niemiec został wysłany z uczniami do roboty a zastępca kpt. Kulczyckiego pojechał na motorze do Bolesławia do rodziny Pasków ze zdjęciem tego Niemca, które zostało zabrane, a później zwrócone do jego mieszkania na zweryfikowanie moich wiadomości. Kiedy okazało się, że wszystko się zgodziło z tym co ja mówiłam kpt. Kulczycki pojechał sam do komitetu partii w Dąbrowie Tarnowskiej i według jego opowiadania do mojego męża i mnie miał im powiedzieć: „Chcecie zwolnić Polaka, który walczył za Polskę i niepodległość a daliście mi Niemca, który odbierał ludziom bydło, może ostatnią krowę, która karmiła ich i ich dzieci?” – wspominała Zofia Świerzb35.

Świtowcy maszerują obok parku w Szczucinie [DRŚ].

Nie upłynął nawet tydzień,  jak komitet partii zabrał tego Niemca. Przed wyjazdem przyszedł się pożegnać i przepraszał za to co robił w czasie wojny wymawiając się tym że został zmuszony do wojska i do pracy dla Niemców. Mówił, że był sądzony, ale został uniewinniony, bo nie zrobił nikomu żadnej krzywdy, powiedział również, że źle zrobił, że zatrzymał się w tych okolicach. gdzie wielu ludzi go znało i może go rozpoznać.

Za jakieś 2-3 miesiące po tym wydarzeniu kpt. Kulczycki otrzymał pismo z wiadomością że szkołę przenoszą do Bochni. Świerzb nie dostał przeniesienia, a zwolnienie z 3 miesięcznym wypowiedzeniem. Na jego miejsce został przysłany człowiek, który nie miał żadnego przygotowania do prowadzenia lekcji wychowania fizycznego i bardzo źle traktował uczniów. „Mój mąż uczył go jak ma prowadzi lekcje wychowania fizycznego. Zdarzył się również przypadek że mój mąż zobaczył go jak uderzył jednego z uczniów w twarz i osobiście zareagował przy czym o mało nie doszło do fizycznej agresji tego człowieka w stosunku do mojego męża. Człowiek ten był na tyle bezczelny, że przyszedł do mojego męża i kazał sobie dać skórzana kurtkę, którą mój mąż dostał z przydziału szkoły i powiedział: ja teraz tu jestem szefem,  bo tak męża nazywali. Moj mąż wyjął kurtkę i dał mu ją bez jednego słowa”36.

Kompania „świtowców” w strojach zimowych. Szósty z prawej S. Świerzb [DRŚ].

Część środków w naturze HB otrzymywał za pośrednictwem Starostwa Powiatowego w Dąbrowie z organizacji UNRRA [United Nations Relief and Rehabilitation Administration, w tłum. z ang. Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy, często również Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy].Była to instytucja utworzona 9 listopada 1943 roku w Waszyngtonie w celu udzielenia pomocy obszarom wyzwolonym w Europie i Azji po zakończeniu II wojny światowej. Inicjatorami jej powstania były Stany Zjednoczone (z których pochodziło prawie 70% świadczeń), Wielka Brytania, Związek Radziecki i Republika Chińska. Największymi odbiorcami były Chiny i Polska. W latach 1945–1947 dostarczono do Polski 2 mln ton różnych towarów, m.in. ciągniki, maszyny budowlane i rolnicze, parowozy, wagony kolejowe, samochody ciężarowe, warsztaty naprawcze i montownie, a także odzież, tekstylia, sprzęt medyczny, leki, materiały płynne, zboże, zwierzęta, artykuły spożywcze i kilka milionów 5-kilogramowych paczek żywnościowych z zapasów wojskowych. Ostatnia pomoc z UNRRY dotarła do Polski pod koniec 1946 roku. Na jej kontynuowanie nie zgodziły się komunistyczne władze, traktujące amerykańskie wsparcie jako formę ingerencji w suwerenność Polski Ludowej37

W szczucińskim HB „Świt” przyjmowaniem i wydawaniem darów zajmował się tzw. kierownik gospodarczy, którym był S. Świerzb. Sytuacja taka była o tyle dziwna, że wszystkie dary wpisywano na konto, natomiast nie prowadzono ewidencji rzeczy odpisanych. Gdy kompania szczucińska została przeniesiony do Bochni, komendant został oskarżony o malwersację, za co w tych czasach groziło wieloletnie wiezienie.

Po 3 miesiącach przychodzi do nas list z Bochni od kpt. Kulczyckiego który prosi mojego męża o pomoc z aktami księgowości bo dwóch księgowych nie może sobie poradzić z wyprowadzeniem ksiąg ze Szczucina i grożą mu wiezieniem. Moj mąż, który zawsze miał się na baczności, prowadził w Szczucinie prywatną dokładną rejestrację wszystkiego co otrzymywał i co wydawał na podstawie czego i z tymi księgami pojechał do Bochni. Okazało się, że księgowy w Dąbrowie Tarnowskiej zapisywał tylko materiały jak: koce, buty itd., które przychodziły z dostaw przez plan Marszala [chodzi tu o UNRRA- KS], ale nie było żadnej ewidencji rzeczy zniszczonych i wyrzuconych .Mój mąż prowadził wydawanie nowych rzeczy uczniom tylko na podstawie oddanych rzeczy, które zostały zniszczone i skrupulatnie nie tylko zapisywał, ale również sporządził pieczątki dla krawca i szewca, które te rzeczy poprawiali, czy przerabiali i miał wszystko przez nich potwierdzone. W czasie remanentu nie tylko się okazało, że wszystko się zgadzało, ale wyszło, że ci z powiatu, którzy przysyłali dostawy nie mieli zanotowane u siebie 20 kocy, które mój mąż miał zanotowane – czytamy we wspomnieniach żony S. Świerzba38

Na podstawie zarządzenia Ministra Odbudowy z dnia 21grudnia 1948 roku została powołana komisja do spraw przekształcenia HB „Świt” w inne formy organizacyjne. Rok później nastąpiło przekazanie nieruchomości budowlanych GRN w Szczucinie, co oznaczało tu ostateczną likwidację hufca.

Po zwolnieniu ze szkoły „Świt”, S. Świerzb przeniósł się z rodziną do Bolesławia, gdzie przy pomocy swoich uczniów wyremontował kilka pokoi w domu teściów i rozpoczął pracę w szkole rolniczej w Bolesławiu. Stąd po dwóch miesiącach został ponownie zwolniony ze względu na  „zły wpływ polityczny na młodzież”. Wtedy za pośrednictwem nauczyciela gimnazjum w Bukowcu Floriana Paska, który mieszkał w Bolesławiu, otrzymał posadę nauczyciela wychowania fizycznego. W Bukowcu uczył po 2 godziny 2 razy w tygodniu. Oprócz tego dostał jeszcze parę  godzin w siedmioklasowej Szkole Powszechnej oraz Szkole Zawodowej w Szczucinie dokąd dojeżdżał na rowerze. Z protokołu rady pedagogicznej z 7 września 1947 roku, dowiadujemy się, iż „zaproponowano ażeby Przysposobienie Wojskowe objął ob. Świerzb pełniący te funkcje w Publicznej Szkole Zawodowej w Szczucinie. Sprawę pozostawiono do decyzji Komendy Powiatowej”. Niedługo zresztą został ponownie zwolniony z obydwu z posad. Podstawa była ta sama- „zły wpływ polityczny na młodzież”, a rodzina została ponownie bez środków do życia39.

Pracę w spółdzielni GS Bolesław otrzymał dzięki poparciu Bronisława Piergi, przewodniczącego Rady Spółdzielczej, do której należało 10 wsi: Bolesław, Ćwików, Podlipie, Zalipie, Świebodzin, Tonia, Kanna, Samocice, Pilcza Żelichowska i Pawłów. Poszedł on do Zarządu GS i zażądał żeby S. Świerzba przyjęto do pracy bo „oni przymierają głodem”. Prezes odpowiedział, że się nic nie da zrobić „bo nie ma pozycji”. Wtedy Pierga miał podnieść głos i powiedzieć: „Ja tu rządzę i daję propozycję otwarcia zbiornicy jajczarsko-drobiarskiej, bo jest taka potrzeba. Czy pracowaliście z Niemcami, czy przeciw nim tak jak Świerzb. Dlaczego Wam się praca należy a jemu nie. Wyście byli w AK tak jak i on i jeszcze dał ojczyźnie brata”.  Po tym Pierga pojechał do Dąbrowy Tarnowskiej do Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni [PZGS], gdzie kontynuował walkę o Świerzba. Zapytał się „Czy tylko partyjni maja prawo żyć w Polsce? Sekretarz miał odpowiedzieć, że wszyscy. Wtedy Pierga powiedział: „to dlaczego Stanisław Świerzb był zwolniony z czterech prac z braku zaufania, i za zły wpływ polityczny na młodzież itd.”. Po tym wystąpieniu pozwolono na otwarcie zbiornicy jajczarsko-drobiarskiej w Bolesławiu i zatrudniono Świerzba jako kierownika z pensją 550 złotych miesięcznie, gdzie pracował do emerytury przez 36 lat40

Zofia i Stanisław Świerzbowie przed domem w Bolesławiu – pocz. lat 60 [DRŚ]

Historycy określają zgodnie pierwszą połowę lat 50. okresem stalinizacji życia społeczno-politycznego i gospodarczego w Polsce. Warto przypomnieć szeroką gamę przejawów tego zjawiska, tj.: likwidację niezależności i pluralizmu życia kulturalnego, wprowadzenie i ugruntowanie hegemonistycznej pozycji partii marksistowsko-leninowskiej, jaką w przypadku Polski była PZPR, utworzenie gospodarki nakazowo-rozdzielczej, kolektywizacja wsi polskiej wbrew woli rolników, prześladowanie ludzi związanych z tradycjami niepodległościowymi II Rzeczypospolitej i Polskim Państwem Podziemnym, lansowanie teorii zaostrzającej się walki klasowej w miarę umacniania się systemu socjalistycznego, eliminowanie Kościoła rzymskokatolickiego z życia społecznego itd.

UB w Dąbrowie Tarnowskiej nie zapomniał o „wrogu klasowym” S. Świerzbie.  Kilkakrotnie wzywany był do powiatowego komitetu partii, gdzie chciano z niego wydobyć nazwiska wyższych oficerów, z którymi miał kontakt jako kurier AK, a kiedy w powiecie nie mogli nic wydobyć został wezwany do komitetu wojewódzkiego. Obiecywano mu przysłowiowe złote góry i zachęcano, żeby się zapisał do partii. Wtedy już nie dbając co będzie odpowiedział:

Ślubowałem Bogu i Ojczyźnie tylko raz i kiedy ojczyzna będzie potrzebować to pierwszy tam będę, a wy i wasze rodziny gdzie byliście jak Polska była w niewoli 150 lat i pod Niemcem. Mój ojciec walczył w Legionach a ja przeciw Niemcom – oglądnijcie się za sobą. Jeżeli mnie tu nie potrzebujecie to dajcie mnie i mojej rodzinie paszport to wyjedziemy, ale do partii się nie zapiszę. I wyszedł. Od tego czasu skończyły się wezwania, ale zaczęły się rewizje w domu, podsłuchiwanie pod oknami itd. Córka Alicja uczennica Szkoły Podstawowej w Bolesławiu wylała wodę z miednicy na milicjanta, który stał pod oknem kuchni i nie słyszał jak otworzyła drzwi z korytarza na pole. Widocznie się przestraszył, zaczął uciekać w stronę bramki w ogrodzeniu i wpadł prosto w wodę, której się prawdopodobnie nie spodziewał41

W 1966 r. Polska stała się widownią sporu pomiędzy komunistycznym państwem a Kościołem rzymskokatolickim. Punktem wyjścia była wielka rocznica Tysiąclecia Chrztu Polski.

Tak przyjmowano wędrującą po Polsce kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.
Na zdjęciu Katarzyna Kochanek z Bolesławia [DRŚ]


Obchody Millenium odbiły się głośnym echem nie tylko w każdej diecezji i parafii w Polsce, ale w Europie i świecie. Podobnie, jak ośmieszające i złośliwe oraz bulwersujące decyzje władzy ludowej o nie wpuszczeniu Ojca Św. Pawła VI na uroczystości Milenijne do Polski, czy chociażby aresztowanie i uwięzienie cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Z perspektywy lat wydaje się to czystym absurdem i głupotą komunistów, dla których Kościół katolicki w Polsce był solą w oku.
Na mapie Milenijnych uroczystości była również diecezja tarnowska i centralne uroczystości w Tarnowie. Centralna uroczystość diecezjalna miała miejsce w Tarnowie 23 lipca 1966 r. Co prawda, nieco przeszkadzał przelotny burzowy deszcz, jednak zarówno Episkopat, jak i licznie zgromadzeni wierni na placu katedralnym dopisali. Prymas Polski Stefan kard. Wyszyński zanotował w swoim dzienniku: „Udział wiernych, głównie z miasta, ponad pięćdziesiąt tysięcy. Zalegają wszystkie okoliczne place i uliczki. Widać ich nawet na dachach. Postawa wiernych godna; trwają ponad trzy godziny w wielkim skupieniu. Gdy patrzę na tę postawę w duchu pokoju tym boleśniej odczuwam kontrast, który wytwarza bojaźliwa partia. Dziś na ulicach miasta ostre pogotowie. Jadąc do Katedry widzieliśmy trójki wojskowe, z pepeszami, gotowymi do użycia. Ludzie patrzą na nich z uśmieszkiem. Pełno wozów milicyjnych. Posterunki MO widzieliśmy już na trasie do Tarnowa. Wstrzymano ruch autobusów miejskich ku miastu. Stary obrządek w pełnej gali, nic się nie zmienia. Ci ludzie ciągle czekają na rewolucję, której nikt nie organizuje. Ale to tak działają resztki sumienia; to nieprawe czyny każą się lękać urojonego niebezpieczeństwa”42. Z punktu widzenia omawianego tematu, szczególnie ważne jest to ostatnie zdanie.

W domu Świerzbów gościł wtedy wędrujący po Polsce obraz Matki Boskiej a Zofia Świerzb w czasie modlitw powierzyła publicznie jej opiece syna Janusza i jak sądziła razem z mężem do końca życia, było to bezpośrednią przyczyną jego śmierci.

Jak to nie pomogło zemścili się w okropny sposób, mordując nam syna lat 16, który chodził do Technikum Mechanicznego w Tarnowie pozorując jego utoniecie w malutkiej rzece koło Tarnowa. Interwencja u prokuratora, że ma ślady uderzenia w szyję nie miały żadnego skutku, ani znaczenia. Czułem się i byłem bezradnym w tym wszystkim. Myślałem tylko w duchu, co człowiek człowiekowi może zdziałać – nawet życie odebrać niewinnemu.- wspominał Stanisław Świerzb43

Wydaje się jednak, że przyczyna mogła być zupełnie inna, tj. cytując słowa kard. Wyszyńskiego, poszukiwanie „urojonego niebezpieczeństwa”. Należy jednak wrócić do 1956 r. i tzw. Powstania Poznańskiego, które chwilowo zmiotło dotychczasowe porządki. Notatka informacyjna z 29 listopada 1956 r. ujawniła, że  „w ostatnim okresie, wśród elementów PSL-owskich, a szczególnie b. aktywu daje się obserwować duże ożywienie, które uwidacznia się przede wszystkim w postaci wypowiedzi niektórych b. PSL-owców, że obecną sytuację należy wy­korzystać do tego, aby jak najwięcej stanowisk zajmowali b. członkowie PSL w Komitetach Frontu Narodowego i w Radach Narodowych. Gwny kierunek tej akcji nadaje w chwili obecnej Kapel Franciszek, Wi­taszek, Klimczak i inni […] W środowisku PSL-owskim sporządzają obecnie wykazy osób, które ewentualnie powinny należeć w przyszłości do nowo utwo­rzonego PSL-u”44.

Już wcześniej, bo w  październiku odbyło się w Dąbrowie szereg wieców, których inicjatorami byli początkowo studenci z Krakowa. Obserwowano udział w nich także „różnych elementów wrogich socjalizmowi – b. członków PSL i b. żołnierzy AK, przestępców kryminalnych i politycznych. Elementy te zajmowały na wie­cach kierowniczą rolę, szkalując członków PZPR. Uchwalali różnego rodzaju rezolucje, domagające się usunięcia ze stanowisk  członków partii. Najaktywniejsi z nich to:  Józef Pytka – pracownik PZGS; Michał Kądziołka – b. prezes Zarządu PSL; Marcel Wajsbart – adwokat wykluczony z PZPR”. Ich starania spowodowały, ze zostali usunięci z zajmowanych stanowisk: Józef Podolski – członek ZSL, przewodniczący PRN; Michał Fortuna – członek PZPR, wice-przewodniczący PRN; Helena Starsiak – członek PZPR, sekretarz Prezydium PRN; I i III sekretarz PZPR. „Szczególną aktywność przejawiali: Stanisław Klimczak z Słupca- były prezes Wojewódzkiego Zarządu PSL oraz Franciszek Kapel- były członek PSL oraz Większość składów GRN oraz Komitetów Frontu Narodowego i GS zostało obalonych, powchodzili ludzie wrogo ustosunkowani do budownictwa socjalizmu w Polsce”45.

Równocześnie PUBP informował, że dochodzi do różnego rodzaju wybryków chuligańskich mających charakter rozrachunków z przeszłością, jak np. pobicie członka PZPR przewodniczącego GRN w Delastowicach Jana Pachołka. Byłego szefa PUBP Ignacego Kiełbasę usiłował pobić aktywny PSL-owiec Franciszek Kapel, ale inni udaremnili ten czyn. Zdemolowano za to grób funkcjonariusza, Henryka Łachuta. Dzieci funkcjonariuszy, które nie uczęszczają na religię, są przez kolegów dyskryminowane, np. wrzucono do stawu 7-letnie dziecko Jana Gancarczyka, pracownika UB – żalił się w raporcie por. T. Czopek. Kolejny meldunek z czerwca 1957 r., oceniający sytuację polityczna w powiecie, mówi już o tym, że Witaszek Wojciech, obecny prezes PK ZSL, swoją działalność wykonuje w porozumieniu z działaczami prawicowymi, np. z Franciszkiem Kaplem, Stanisławem Klimczakiem i innymi. Starali się przygotować jak najwspanialej święto ludowe 10 czerwca 1957 r., w którym miał wziąć udział Emil Kozioł, członek ZSL, dzień wcześniej obecny na uroczystościach w Racławicach i Radłowie. E. Kozioł w swoich przemówieniach gloryfikował zasługi „Wici” zaznaczając, że w organizacji tej nie było zdrady. Słuchacze domagali się przemówienia St. Klimczaka, głośno skandując jego nazwisko. Określano go jako męczennika. Gdy zabrał głos i mówił o „beriowszczykach”, którzy gnębili ludzi, rozległy się okrzyki: precz ze stalinowcami. Zastępca komendanta KP MO, por. A. Gadziała, zaznaczał, że ich przemówienia nie były objęte programem. Inicjatywę organizowania święta ludowego przejęli Klimczak i Kapel, bo Witaszek wyjechał. Alarmowano, że „Wici” pozostaje pod dużym  wpływem kleru46.

Czas tej „odwilży” był krótki, ale stanowi niezbity dowód faktu, że mimo likwidacji drugiej konspiracji i pacyfikacji Żołnierzy Wyklętych opór w polskim społeczeństwie nadal trwał. Niestety wymienione wydarzenia zaktywizowały także organy bezpieczeństwa, które zwróciły szczególną uwagę na byłych akowców i peeselowców. Już 2 VII 1957 r. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych [MSW] zatwierdzono wytyczne do pracy operacyjnej w zakresie ujawniania, rozpracowania i zwalczania wrogiej antypaństwowej działalności elementów burżuazyjno-nacjonalistycznych, byłego podziemia, PPS Wolność-Równość-Niepodległość [WRN] i prawicy ludowej. Według MSW [zmiana nazwy z UB na SB od 1956 r.] „wrogie, nieprzejednane elementy reakcyjne (byłego PSL, kadry byłego AK-WiN, endeckie, byłe WRN) zbierają swe rozbite siły do walki z władzą ludową) […] Wśród niektórych grup b. WiN, NSZ, AK, a także BCh – szczególnie tych, które działały po wyzwoleniu – nadal istnieje możliwość zorganizowanej działalności”. Nakazano więc objęcie tych osób i środowisk inwigilacją w ramach spraw agenturalnej obserwacji na osobę bądź grupę47 Stanisław Świerzb, jako były żołnierz AK i wychowawca młodzieży, doskonale nadawał się na „wroga klasowego”. Prawdopodobnie utrzymywał kontakty korespondencyjne z kolegami akowcami, którzy wyjechali do USA, a nawet z racji wykonywanego zawodu spotykał się często z miejscowymi ludowcami z byłego PSL, co dla SB było podstawą do podejrzewania o współpracę z wywiadem. Zaniepokojenie „bezpieki” budziły także próby udokumentowania przez kombatantów dawnej działalności (zbieranie materiałów historycznych, pisanie wspomnień i opracowań) czy odnawianie kontaktów z okresu wspólnej walk48 „Zrobili mnie komendantem ZBOWID-u” – pisał we wspomnieniach, prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy, że jako przejaw „antypaństwowej” działalności SB uznała także wstępowanie byłych członków AK i WiN do tej organizacji49 „Bezpieka” skrzętnie gromadziła też wszelkie informacje (prawdziwe i fałszywe) o posiadaniu broni, próbach jej zdobycia itp. Z braku dokumentów, szukając analogii można posłużyć się przykładem oficera AK Mariana Gołębiewskiego, który również wstąpił do ZBoWiD i został nawet wybrany do władz powiatowych. Według materiałów SB rozwinął tym samym „aktywną działalność” w celu opanowania ZBoWiD przez byłych akowców. Kapitan Tadeusz Krawczyk z Wydziału I Departamentu III MSW 21 stycznia 1957 r. złożył wniosek o założenie na Gołębiewskiego sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej; zatwierdzono go jeszcze tego samego dnia. W uzasadnieniu funkcjonariusz podał, że Gołębiewski „utrzymuje kontakty z b. czł[onkami] WiN rzekomo w celach organizacyjnych”50. Jest wielce prawdopodobne, że sprawę S. Świerzbowi założył też UB z Dąbrowy Tarnowskiej, tym bardziej, że jak pisze jego żona, „na jednej z ze świątecznych choinek w GS wsypano coś mojemu mężowi do alkoholu, co bardzo przechorował. Były inne różne podejrzane sytuacje, o których nie będę mówić, bo to tylko podejrzenia […]”51

Taką wersję uwiarygodnia zachowanie się bolesławskiej milicji po śmierci  syna S. Świerzba Janusza, który miał utonąć pod Tarnowem w rzece Białej: „Milicja w Bolesławiu wiedziała o śmierci naszego syna około 1-szej czy drugiej godziny po południu, ale zawiadomiła nas o 2-giej w nocy bijąc do okna budząc nas ze snu z taka wiadomością i nie udzielając nam żadnej pomocy. Mąż ledwo dał rady mnie dowlec do ośrodka zdrowia, gdzie poszliśmy po pomoc, gdyż miejscowy lekarz Wawrzynek miał telefon i auto. Tylko można spekulować, dlaczego o tej porze i dlaczego pomoc nie została udzielona – czy może, aby spowodować atak serca u mojego męża” – wspomina Z. Świerzb. I dalej: „Po pogrzebie pojechałam do mieszkania tego człowieka, który był nad rzeką, bo myślałam, że on ratował syna, ale go nie zastałam. W domu byli tylko jego synowie jeden 15 lat, drugi 18. Byli bardzo zdziwieni, że ich ojciec był nad rzeką Białą w Tarnowie, kiedy on miał być wtedy w pracy w Odporyszowie, gdzie był kierownikiem przy wydobywaniu piasku […] dowiedzieliśmy się od Janusza kolegów, że ten osobnik nie tylko, że nie udzielił naszemu synowi żadnej pomocy, ale również odmówił kolegom syna roweru, który miał przy sobie. Koledzy powiedzieli nam, że nawet wybuchła o to pomiędzy nimi, a tym człowiekiem scysja i juz go wtedy podejrzewali. Poszliśmy z mężem do prokuratora i opowiedzieliśmy, co wiemy. Prokurator powiedział nam wprost. Jestem tak jak pan akowcem i niech to między nami zostanie, ale przestajcie robić dochodzenia na własną rękę, bo możecie sami zginąć. Bardzo wam współczuję, ale jest taki system i ciężko uczciwym ludziom w nim żyć”52

Dopiero na emeryturze Z. i S. Świerzbowie odetchnęli, gdy w 1974 r. wyjechali do USA. Tam podjęli pracę i dorobili się własnego domu: „Nikt nas nie pyta skąd na to wszystko mamy, nikt się nie pyta, co robimy jak to było w komunizmie. Tutaj poznaliśmy, co to jest wolność”53.

Jeżeli zdarza się czasem, że zło przyjmuje ludzkie oblicze, to właśnie twarze funkcjonariuszy bezpieki są tego najlepszym przykładem [zob. Aneks 1]. Przez czterdzieści pięć lat [1945-1990] praca w „bezpieczeństwie” była najbardziej haniebnym zajęciem w całej strukturze aparatu komunistycznej dyktatury. Podejmowali ją ci, którzy byli na tyle słabi, aby ulec pokusie bezkarnej przemocy, ale równocześnie wystarczająco odporni, aby nie mieć skrupułów uczestnicząc w okrutnej machinie zbrodni. Ludzi bezpieki otaczał przemożny strach, ale także towarzyszyła im powszechna pogarda, nawet wśród ich politycznych protektorów i dobrowolnych współpracowników. Nie było w polskim języku wyrazów równie obraźliwych jak ubek, bezpieka, esbek.

Obsadę PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej stanowiło 50 osób, na których czele stała kadra kierownicza, czyli szefowie i ich zastępcy.  W latach 1945-1956 funkcje te pełnili kolejno:

Kierownicy/szefowie
Personalia, stopień Okres sprawowania funkcji
Tadeusz Andrusiewicz s. Maksymiliana – bs./por. 13 (18) I-l IX 1945
Józef Puła s. Józefa – sierż. IX 1945-1 II 1946
Ignacy Kiełbasa s. Michała – plut/por. (I) 1 II 1946-4 III 19471947
Henryk Kowal s. Jana – chor. p.o. 3 III-l XI 1947
Czesław Kowalczyk s. Aleksandra – ppor/por. p.o. 1III 1948-15 XI 1949
Józef Karkoszka s. Pawła – por. 15 XI 1949-15 VII 1950
Władysław Łyszczek s. Wincentego – por./kpt. 15 VII 1950-1 n 1951
Antoni Bigaj s. Jana – ppor./por. 1 V-15 IX 1951
Stefan Głąb s. Józefa – ppor./por. 1 III 1952-15 III 1953
Antoni Bigaj s. Jana – por. 15 III-l IX 1953
Stanisław Musiał s. Piotra – ppor. p.o. (VI) 1 IX 1953-1 I 1954
Tadeusz Czopek s. Józefa – ppor/por. 1 IV 1954-31 XII 1956
Zastępcy
Jan Łachut s. Sebastiana – ppor. 8 II-v 1945
Wojciech Pacanowski s. Jana – b.d. IV-12 V 1945
Ignacy Kiełbasa s. Michała – kpr./plut. 19 VI 1945-1 n 1946
Roman Rubacha s. Wincentego – st. sierż. 31 XII 1945-31 III 1947
Bolesław Dudek s. Wincentego – chor. 3 XII 1946-1 V 1947
Czesław Kowalczyk s. Aleksandra – ppor/por. 1 III 1948-15 XI 1949
Stefan Głąb s. Józefa – ppor. 1 II 1950-1 III 1952
Tadeusz Czopek s. Józefa – chor/ppor. 1 III 1952-1 IV 1954
Stefan Kasprzyk s. Tomasza – ppor. 1 IV 1954-31 III 1955

Źródło: W. Frazik, F. Musiał, M. Szpytma,  M. Wenklar, Ludzie bezpieki województwa krakowskiego 1945-1990, Kraków 2007.

Pojęcie zbrodni komunistycznej w polskim systemie prawnym pojawiło się dopiero na mocy ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z 18 grudnia 1998 r. W artykule 39 sprecyzowano, iż zbrodniami owymi są: czyny popełnione przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie od dnia 17 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r., polegające na stosowaniu represji lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności, bądź w związku z ich stosowaniem, stanowiące przestępstwa według polskiej ustawy karnej obowiązującej w czasie ich popełnienia. Według podanej definicji, wszyscy wymienieni w tabeli funkcjonariusze to komunistyczni zbrodniarze, sadyści, z których kilku nie wahało się, by represjom poddać nawet swoich sąsiadów, kolegów, czy znajomych z tej samej wsi. Przykładowo Ignacy Kiełbasa z Borek, był bezpośrednim sprawcą aresztowania Augustyna Skoczylasa syna Stefana (legionisty Piłsudskiego), ur. 28 III 1929 r. w Maniowie.

W rodzinie Skoczylasów ceniono szczególnie takie wartości, jak: wiara, patriotyzm, honor. W swoim życiorysie Augustyn wspomina, że pod koniec wojny, naprzeciwko ich domu i sąsiadów stanęły niemieckie czołgi i otworzyły ogień. Gdy wszystko stanęło w płomieniach, nie pozwolili niczego ratować. Spalili wówczas kilka gospodarstw. Była to kara za działalność partyzancką. Potem Skoczylasowie byli dwukrotnie wysiedlani. Gdy w lutym 1945 r. powrócili, zamiast domu i obejścia zastali same zgliszcza i popioły, miny i bunkry. A. Skoczylas podjął naukę w dwuletniej Szkole Rolniczej w Brniu, którą ukończył w 1947 r. z bardzo dobrym wynikiem. Po paru miesiącach otrzymał pracę w „resztówce”, wielokrotnie okradanej. Nie godząc się z tym stanem, pilnował, by w porę zboże posiać, wykopać, zebrać, ziemię zaorać, ale trwało to niedługo. Zgłosił się na kurs nauczycielski koło Cieszyna. Po tym kursie, ukończonym w 1948 r., skierowano go jako agitatora spółdzielni produkcyjnych w teren. Tego polecenia nie mógł wykonać, bo nie wierzył, by kolektywizacja była w Polsce potrzebna. Odmówił i wrócił do rodzinnego domu. Zaczął uczyć się muzyki, gry na fortepianie, na organach, nawet zaczął praktykować w parafii jako organista. Wówczas – za pośrednictwem kapłanów – nawiązał kontakt z działaczami WiN, ale wkrótce zorientował się, że jest obserwowany.  Na skutek zadawnionego konfliktu między ojcem a ówczesnym szefem PUBP Ignacym Kiełbasą, został aresztowany 5 sierpnia 1949 r. wraz z bratem. Podczas rewizji znaleziono pistolet i kilka sztuk amunicji. Zarzucono mu przynależność do WiN. Wyrokiem WSR w Krakowie, na rozprawie 28 września 1949 r., skazany został  na 5 lat pozbawienia wolności jako szczególnie niebezpieczny w okresie odbudowy Państwa Polskiego. Potem na skutek amnestii wyrok złagodzono do 3 lat i 4 miesięcy. Przez ten okres 3,5 roku przeszedł przez więzienia na Montelupich, Obóz Pracy na Śląsku, kopalnię Niwka i największy Centralny Obóz Pracy w Warszawie przy ul. Anielewicza (1200 więźniów). Stracił zdrowie, chorując na płuca, reumatyzm, tułając się po różnych więziennych szpitalach. Gdy po śmierci Stalina został nareszcie zwolniony 18 marca 1953 r., miał obustronną gruźlicę, reumatyzm i kurzą ślepotę. Uważa, że przeżycia te nie były lżejsze niż w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po zwolnieniu przez pięć lat przebywał na pograniczu śmierci, pozostając na utrzymaniu rodziców54,

Podobnie zostali potraktowani przez sadystów z PUBP inni członkowie WiN, tj. Stanisław Chrabąszcz z Zabrnia oraz Władysław i Jan Filipscy z Dąbrowicy [Zob. Aneks 2].

Aneks 1.

Twarze dąbrowskiej „bezpieki” 1945-1956

Kierownicy
Tadeusz Andrusiewicz – s. Maksymiliana, ur. 17 grudnia 1906 r. Od 1942 r. w PPR na terenie Dębicy. Od 20 września 1944 r. był zatrudniony jako kierownik Sekcji 7 PUBP w Dębicy do 15 stycznia 1945 r. Od 13 stycznia kierował Grupą Operacyjną na powiat Dąbrowa Tarnowska. W ciągu dwóch miesięcy zorganizował PUBP (46 osób) pracując w charakterze kierownika do 1 września 1945 r., następnie został przesunięty do dyspozycji WUBP w Krakowie. Od 1 stycznia do 1 października 1946 r.  kierownik PUB P w Olkuszu i kolejno w: Miechowie, Włocławku, Lublinie, zwolniony z resortu 15 czerwca 1948 r. na własną prośbę (ze względów osobistych i rodzinnych) w stopniu porucznika. O to zwolnienie lub przeniesienie na inny teren starał się od jesieni 1945 r. zarówno ze względu na stan zdrowia, jak i brak mieszkania i kontaktu z rodziną. Andrusiewicz pozostawał w konflikcie z szefem WUBP i sześciokrotnie ponawiał prośbę o przeniesienie. Pisał m.in., że widział bardzo szkodliwą i niszczącą robotę w samym Wojewódzkim Urzędzie [ … ] dlatego, patrząc na ogrom nadużyć w naszych organach, serce się kraje, że tak mało jest uczciwych ludzi [ … ].
Józef Pula – s. Józefa i Zofii z d. Żabka, ur. 23 stycznia 1904 r. Od 1923 r. pracował jako robotnik w Sosnowcu, potem w Zakopanem. Powołany do WP w 1925 r. odbył służbę w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku, ukończył szkołę podoficerską. Od 1927 r. zatrudniony w Zakopanem w Chłodni Miejskiej. Od 1929 do 1931 r. bezrobotny, członek OM TUR; od 1933 do 1935 r. jako „kursor” w kinie w Zakopanem. Otrzymawszy spadek po ojcu, wydzierżawił restaurację w Zakopanem, którą prowadził do 1940 r. Wyrzucony przez Niemców, wrócił do Zabrnia, a po wojnie wstąpił do PPR i został przyjęty do PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 1 lutego 1945 r. w charakterze oficera śledczego; od 1 września 1945 r. jako kierownik PUBP. Następnie kierownik PUBP w Brzesku od 1 lutego do 1 sierpnia 1946 r. Ponieważ uważano, że w urzędzie panowały stosunki niemal familijne, a on wykorzystywał często swoje stanowisko dla celów prywatnych, gdyż miał liczną rodzinę i wielu znajomych, także w kręgach PSL, został zatrzymany i 12 grudnia 1946 r. wydalony z resortu pod zarzutem pijaństwa, nadużywania stanowiska oraz zaniedbywania obowiązków służbowych.
Ignacy Kiełbasa – s. Michała, ur. 25 X 1897 r. w Borkach, pow. Dąbrowa Tarnowska, w latach 1915-1918 służył w wojsku austriackim. Od 1931 r. związany z KPP, w 1935 r. skazany za działalność polityczną, odbył karę 2,5 roku w więzieniu w Tarnowie, potem pracował u siebie na roli, dwukrotnie wysiedlany przez okupanta niemieckiego na skutek przechodzenia tamtędy frontu wojennego. Od 3 lutego 1945 r. był referentem gminnym PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej, od 19 czerwca zastępcą kierownika PUBP, a od początku 1946 do marca 1947 r. szefem PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej. W „Charakterystyce osobowej”, kierownik WUBP mjr Jan Bielecki, rekomendując go na to stanowisko napisał, 19 lutego 1946 r., że jest to człowiek uczciwy, o bogatej przeszłości pracy politycznej, cieszący się poważaniem w powiecie. Ob. Kiełbasa, pomimo że mało energiczny i starszy już wiekiem człowiek, jednak w tej chwili jest jedyną kandydaturą, którą można wysunąć na stanowisko Kierownika Urzędu w Dąbrowie Tarnowskiej. Rzeczywiście, był chyba najbardziej ideowym szefem spośród wszystkich na terenie Ziemi Tarnowskiej, jednak brak zawodowego przygotowania, starszy wiek, prowadzenie gospodarstwa rolnego, utrudniało mu wykonywanie obowiązków. O rezygnacji z funkcji przesądziły anonimy z groźbami pod jego adresem i współpracowników. Nie ujawniając tego faktu, poprosił o zwolnienie. Decyzję motywował tym, że czuje się wyczerpany, gdyż jest też mocno zaangażow1 w Radzie Powiatowej i w Wydziale Kontroli Społecznej. Tymczasem MBP w Wars wie, sprawdzając jego przeszłość, zapytywał, czy nie ma na niego materiałów kompromitujących. Wobec braku takich, został przekazany do dyspozycji szefa WUBP. Notatka służbowa legalizująca go w rezerwach MBP, została negatywnie oceniona w 1954 r. Z powodu krótkiej uwagi: nie nadaje się – 60 lat. Oficjalnie został zwolniony z resortu w stopniu porucznika 22 kwietnia 1947 r.
Henryk Kowal– s. Jana, ur. 6 lipca 1921 r., zm. 10 września 2004 r. W resorcie zatrudniony od 20 marca 1946 r. jako referent PUBP w Żywcu, od 1 lutego 1947 starszy referent, a potem p.o. szefa PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 3 marca 19 do 1 listopada 1947 r., następnie w dyspozycji WUBP, wydalony z resortu w stopniu chorążego 1 grudnia 1948 r.
Czesław Kowalczyk – s. Aleksandra, ur. 14 stycznia 1925 r., zm. 28 września 2003 r. Po ukończeniu Centralnej Szkoły MBP w Łodzi, od 22 marca do 4 czerwca 1945 r. w dyspozycji WUBP w Krakowie, potem brygadier aresztowań w Krakowie, referent i kierownik sekcji 4. Od 1 marca 1948 do 15 listopada 1949 p.o. szefa PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej, następnie szef PUBP w Wadowicach, Miechowie, naczelnik Wydziału Komunikacji WUBP w Krakowie, słuchacz kursu specjalnego MBP w 1954 r. Dalsze losy nie są nam znane.
Józef Karkoszka – s. Pawła, ur. 4 marca 1924 r., zm. 20 października 1999 Służbę w PUBP rozpoczął w Białej Podlaskiej od 1 marca 1945 r. ukończywszy ku w Szkole Specjalnej WUBP w Krakowie, referent i zastępca szefa w Bochni, następnie w WUBP, szef PUBP w Żywcu, w Wadowicach i od 15 listopada 1949 do 15 li ca 1950 r. szef w Dąbrowie Tarnowskiej, następnie komendant Szkoły Międzywojewódzkiej w Krakowie, słuchacz kursu w Legionowie, potem w dyspozycji MBP ( 30 kwietnia 1955 r. w stopniu pułkownika.
Władysław Lyszczek – s. Wincentego, ur. 11 kwietnia 1924 r. Od 30 października 1944 r. cenzor Oddziału Cenzury Wojennej w Rzeszowie, potem na analogicznym stanowisku w Krakowie i w Tarnowie od 15 kwietnia 1945 do 28 lutego 1946 i następnie pozostawał w dyspozycji WUBP, słuchacz kursu w Łodzi, szef  PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 15 lipca 1950 do 31 stycznia 1951 r., potem szef PUBP w Miechowie, Wadowicach, w dyspozycji WUBP i KW MO w Rzeszowie, zwolniony z resort w stopniu majora MO 30 czerwca 1975 r.
Antoni Bigaj – s. Jana, ur. 17 grudnia 1925 r., zm. 30 października 1992 r. Ol maja 1945 r. wartownik w PUBP w Limanowej, potem słuchacz kursu w Krakowie i Legionowie, następnie oddelegowany do WUBP w Krakowie, zastępca szefa PUBI w Nowym Sączu. Od 1 maja 1951 do 15 września 1951 r. szef PUBP w Dąbrowie  Tarnowskiej, przekazany do dyspozycji WUBP i powtórnie mianowany szefem PUBP w Dąbrowie od 15 marca do 1 września 1953 r., potem pozostawał w dyspozycji WUBP. Zwolniony z resortu 31 maja 1955 r. w stopniu porucznika.
Stefan Głąb – s. Józefa, ur. 3 października 1922 r., zm. 6 stycznia 2000 r. Od 13 sierpnia 1947 r. wartownik, później referent w PUBP w Olkuszu, słuchacz kursu w Krakowie, referent PUBP w Tarnowie i Dąbrowie Tarnowskiej, szef PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 1 marca 1952 do 15 marca 1953 r. Następnie w dyspozycji WUBP i KW MO. Zwolniony z resortu 30 kwietnia 1975 r. w stopniu majora MO.
Stanisław Musiał – s. Piotra, ur. 1 stycznia 1920 r. W 1946 r. młodszy referent PUBP w Nowym Targu, zaliczył kursy w Szkole Specjalnej WUBP w Krakowie i MBP w Legionowie, potem wykładowca w Legionowie, następnie w dyspozycji WUBP w Krakowie, p.o. szefa w Dąbrowie Tarnowskiej od 1 czerwca do 31 grudnia 1953 r.; zastępca szefa PUBP dla miasta i powiatu Tarnów od 1 stycznia 1954 do 28 lutego 1955; i na podobnym stanowisku w Miechowie; kierownik Delegatury w Brzesku WUBP od 1 października 1956 do 31 grudnia 1956 r; następnie w dyspozycji WUBP jako I zastępca komendanta powiatowego MO ds. BP w Brzesku od 16 kwietnia do 31 maja 1972 r. Zwolniony z resortu w stopniu podpułkownika 2 czerwca 1972 r.
Tadeusz Czopek – s. Józefa, ur. 1 stycznia 1925 r., zm. 13 lipca 1998 r. Ukończył 6 klas szkoły powszechnej. Pracę zawodową rozpoczął w Fabryce Wyrobów Kawowych i Skawińskich Zakładach Wyrobów Ogniotrwałych jako robotnik. Członek PPR od końca wojny. Od 2 marca 1945 r. wartownik w WUBP w Krakowie, słuchacz kursu Szkoły Specjalnej w Krakowie. Brał udział w walkach zbrojnych z „bandą Sałapatka” jako kierownik grupy operacyjnej w Zawoi, Sidzinie i Zubrzycy Górnej. Od czerwca 1947 r. referent w Brzesku i zastępca szefa, a od 1 kwietnia 1954 do 31 grudnia 1956 r. szef PUBP i kierownik Delegatury w Dąbrowie Tarnowskiej. Z kolei jako starszy oficer operacyjny Referatu ds. Bezpieczeństwa w Tarnowie, starszy oficer techniki operacyjnej Grupy „T” Referatu ds. Bezpieczeństwa w Tarnowie (od 15 czerwca 1964) i starszy oficer techniki Sekcji 1 „B” Wydziału „T” SB KW MO w Krakowie (od 1 lipca 1969 r.). Zwolniony z resortu w stopniu kapitana MO 31 maja 1971 r.
Zastępcy kierowników
Jan Łachut – s. Sebastiana, ur. 25 listopada 1907 r. Zastępca kierownika PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 8 lutego 1945 r., kierownik PUBP w Mielcu, zastępca kierownika WUBP w Krakowie, w dyspozycji MBP od 9 sierpnia 1945 r. zastępca kierownika Wydziału II w MBP, zastępca naczelników Wydziałów II, V, VIII w MBP, inspektor gabinetu Ministra BP od 10 marca 1951, inspektor Departamentu IX i IV MBP, starszy oficer techniki operacyjnej Sekcji I Wydziału VI Biura MSW i Samodzielnego Działu Chemii w Zakładzie Techniki Specjalnej MSW. Zwolniony z resortu 30 kwietnia 1969 r. w stopniu majora.
Wojciech Pacanowski – s. Jana, ur. 8 marca 1910 r. w Żabnie. Od 1929 do 1931 r. robotnik w Państwowej Fabryce Nawozów Azotowych w Mościcach.  Po odbyciu służby wojskowej pracował w gospodarstwie u ojca i w tym czasie miał nawiązać kontakt z KPP. W 1934 r. formalnie przystąpił do KPP na terenie Tarnowa. W 1937 r. podjął pracę w Fabryce Celulozy w Niedomicach, gdzie był jednym z organizatorów strajku w 1937 r. w sprawie podwyżki płac. W 1938 r. organizował manifestację l-majową w Żabnie. Od 1943 r. ukrywał się w okolicy Dąbrowy Tarnowskiej. W tym czasie rzekomo wstąpił do oddziału AL, w którym miał walczyć aż do końca wojny.  Od 10 lutego 1945 r. referent gminny w PUBP Dąbrowa Tarnowska, potem zastępca kierownika PUBP tamże od kwietnia 1945 r. do 11 maja 1945 r. Od 12 maja 1945 r. do 14 stycznia 1949 r. p.o. szefa PUBP w Mielcu; od 15 stycznia 1949 szef PUBP w Krośnie.

Wydalony z pracy 15 lutego 1949 r. (po miesiącu) z równoczesnym skierowaniem sprawy do sądu. 13 października 1949 r. został wydalony z PZPR, a 15 listopada 1949 r. z resortu. Sąd Rejonowy w Rzeszowie 30 grudnia 1950 r. skazał go na 1 rok i 6 miesięcy więzienia za nadużycia służbowe. (Rzucał granaty do stawu z rybami, przywłaszczał sobie przedmioty zarekwirowane w czasie licznych rewizji, korzystał ze służbowego samochodu dla celów prywatnych itp.). Zwolniony został 25 lutego 1951 r., ponieważ nie było do niego zastrzeżeń natury politycznej.

18 lipca 1951 r. podjął współpracę z UB w charakterze agenta-informatora, później rezydenta pod ps. „Andrzej”, obsługując sieć agentów na terenie kopalni soli w Wieliczce, a następnie w Skawińskich Zakładach Metalowych w Skawinie, aż do 7 lutego 1956 r.

Z dnia 29 maja 1945 r. pochodzi sporządzony przez niego „Spis rodzin przywódców AK na terenie Dąbrowa Tarnowska”. Był jednym z najbardziej gorliwych tropicieli członków podziemia. Był także bezpośrednim sprawcą aresztowania i skrytobójczego zabójstwa uprowadzonego w nocy z 10 na 11 czerwca 1946 r. adiutanta Komendanta Obwodu AK „Drewniaki” w Dąbrowie, ppor. Eugeniusza Kotry ps. „Leszek”, w lesie koło Radgoszczy. W latach późniejszych mieszkał w Krakowie przy ul. Rydla i zapewne zabiegał o uznanie swych zasług w staraniu o emeryturę, gdyż „Notatka” kpt. SB St. Jędrzejczyka z 23 stycznia 1975 r. podkreśla fakt, że brał czynny udział w walkach z bandami i reakcyjnym podziemiem.

Roman Rubacha – s. Wincentego, ur. 15 października 1922 r., zm. 14 lutego 2000 r. Od 22 maja 1945 r. sekretarz PUBP w Tarnowie, od 1 września 1945 r.  Data informacji o przynależności do AL budzi zastrzeżenia, gdyż takiej formacji na Ziemi Tarnowskiej nie było. A zatem i jego kontakt z KPP też może być zmyślony, a przekazany w celu ubarwienia własnego życiorysu. st. referent Sekcji 2 PUBP. Po kursie w WUBP został 31 grudnia 1945 r. zastępcą kierownika PUB P w Dąbrowie Tarnowskiej – karnie zdjęty z tegoż stanowiska rozkazem z 31 marca 1947 r. Od 1 stycznia 1946 r. st. referent PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej, później funkcjonariusz w Chrzanowie, Miechowie, Wadowicach, Mielcu, Rzeszowie, został zwolniony z resortu w stopniu kapitana 28 II 1955 r.
Bolesław Dudek – s. Wincentego, ur. 28 grudnia 1916 r., zm. 21 maja 1985 r.  Oficer śledczy od 1 marca 1945 r. w PUBP Włoszczowa, st. referent i p.o. kierownik PUBP w Pińczowie, potem w dyspozycji WUBP w Krakowie, zastępca szefa PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 3 grudnia 1946 do 1 maja 1947 r., następnie szef MUBP w Zakopanem, funkcjonariusz WUBP w Krakowie, Lublinie, zwolniony z resortu w stopniu pułkownika MO 30 czerwca 1974 r.
Stefan Kasprzyk – s. Tomasza (brak danych). Służbę w organach UB rozpoczął w Zakopanem w charakterze starszego referenta, potem był słuchaczem szkoły w Legionowie, starszym referentem a następnie zastępca szefa PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej od 1 kwietnia 1954 do 31 marca 1955. Przekazany do dyspozycji MSW w stopniu podporucznika.  Wybrani oficerowie śledczy i inni funkcjonariusze

Źródło:  W. Frazik, F. Musiał, M. Szpytma, Twarze krakowskiej bezpieki. Obsada stanowisk kierowniczych Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Krakowie. Informator personalny, Kraków 2006; W. Frazik, F. Musiał, M. Szpytma, M. Wenklar, Ludzie bezpieki województwa krakowskiego 1945-1990, Kraków 2007;  M. Żychowska, Represje komunistyczne w Tarnowskiem 1945-1956, T. III, Miasto i powiat Dąbrowa Tarnowska, Kraków 2016.

Aneks 2.

Tortury stosowane w PUBP Dąbrowa Tarnowska. Przykładowe wyroki sądowe

Na skutek wymuszonych zeznań licznych aresztowanych w 1948 r. doszło także do likwidacji kolejnej siatki WiN na terenie powiatu Dąbrowa Tarnowska. Na mocy postanowienia z 3 grudnia 1948 r. zostali pociągnięci do odpowiedzialności: 6 grudnia 1948 r. Mieczysław Magiera ps. „Dąb”, zastępca Chrabąszcza; 7 lutego 1949 r. Stanisław Chrabąszcz; 17 lutego 1949 r. Władysław Filipski; 8 marca 1949 r. jego syn, Jan Filipski, który przebywał w szkole melioracyjnej w Krakowie. Z tej też racji śledztwo wobec Jana Filipskiego podjęli funkcjonariusze WUBP w Krakowie, wobec pozostałych funkcjonariusze z PUBP w Tarnowie, potem w Dąbrowie Tarnowskiej, szczególnie Marian Wiklik, który wszystkich przesłuchiwał. Wymienione daty nie oznaczają dni aresztowania, np. wiadomo, że Władysław Filipski został zatrzymany 9 lutego, a syn, Jan, w Krakowie 24 lutego 1949 r. Zarówno Stanisław Chrabąszcz, jak i Władysław Filipski odmówili podpisu pod tekstem uzasadniającym pociągnięcie ich do odpowiedzialności z powodu gromadzenia i przekazywania wiadomości politycznych i wojskowych.

Funkcjonariusze PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej, którzy szczególnie agresywnie zachowywali się wobec wyżej wymienionych to:  Stanisław Chrabąszcz II z Maniowa, Stanisław Witaszek i Henryk Łachut ze Świdrówki oraz Marian Wiklik. Mimo że razem chodzili do szkoły z Janem Filipskim, stosowali wobec niego zwykłe bandycko-ubeckie metody. Natomiast Alojzy Gadziała, także kolega szkolny, zachowywał się wobec Jana Filipskiego poprawnie, nawet go nie przesłuchując.

Po latach, przed prokuratorem IPN, Jan Filipski relacjonował, że był maltretowany przez ubowców, kolegów szkolnych: Henryka Lachuta, Mariana Wiklika. Bili go wielokrotnie w różnych konfiguracjach, po całym ciele rękami i różnymi przedmiotami […] J Wiklik bił go często metalowym drutem po gołych piętach. Zdarzało się, że bity był w pozycji całkowicie bezbronnej, kiedy w żaden sposób nie mógł uniknąć zadawanych razów. Odbywało się to w ten sposób, że wkładano mu kołek między kolana a ręce wiązano poniżej kolan. Wobec ustalenia, że ci już nie żyją, śledztwo zostało umorzone.

Władysław Filipski zmarł 29.04.1985 r. W wyniku pobić doznał obrażeń w postaci złamania dwóch lub trzech żeber. Z czynności przesłuchania funkcjonariusze sporządzali protokoły, które Jan Filipski podpisywał w obawie przed dalszym katowaniem. Jan Filipski, po okazaniu mu plansz ze zdjęcia mi funkcjonariuszy PUBP, jako sprawcę niedozwolonych metod śledczych, polegających na znęcaniu się nad nim, rozpoznał funkcjonariusza Kazimie­rza Witaszka.

W prowadzonym przez IPN śledztwie, wobec śmierci S. Chrabąszcza i M. Ma­giery, ustalenia oparto na zeznaniach innych świadków. Córka Stanisława Chra­bąszcza – Krystyna Wałęga – zeznała, że jej ojciec był przed wojną zawodowym woj­skowym, szefem Szkoły Podchorążych WP. Był uczestnikiem kampanii wrześniowej. Jako sprawcę okrutnego znęcania się nad nim wymieniła funkcjonariuszy Alojzego Gadziałę i Bielaszkę. Funkcjonariusz A. Gadziała bił w ten sposób, że w okolice nerek przykładał mu deskę, w którą uderzał, aby wykluczyć pozostawienie śladów, a spowodować odbicie nerek […] do uszu podłączano mu prąd, zrywano paznokcie oraz zmuszano do siadania na nodze odwróconego taboretu i zadawano uderzenia po całym ciele.

W wyniku procesu Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie dnia 30 maja 1949 r. (Sr 451/49) skazał:

1.  Stanisława Chrabąszcza, s. Jana i Apolonii z d. Sroka, ur. 4 marca 1901 r. w Zabrniu pow. Dąbrowa Tarnowska, przedwojennego podoficera zawodowego w st. st. sierżanta, żołnierza ZWZ AK, kupca, za to, że:

– od marca 1947 r. do sierpnia 1948 r. był członkiem nielegalnej organizacji WiN, a potem SWP pod ps. „Sroka” i „Wirski” w charakterze kierownika rejonu, gromadził i przekazywał wiadomości polityczne Zabrzeskiemu Józefowi, który ten fakt potwierdził, podobnie jak i mianowanie go kierownikiem rejonu, na karę 12 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 5 lat.

2. Władysława Filipskiego, s. Michała i Marii z d. Bobrek, ur. 9 kwietnia 1901 r. w Przybysławicach, pow. Brzesko, zam. w Dąbrowicy, pow. Dąbrowa Tarnowska za to, że:

– od jesieni 1947 r. do sierpnia 1948 r. w pow. Dąbrowa Tarnowska był członkiem SWP pod ps. „Gałązka”  na karę 6 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres 3 lat; a uniewinnił od zarzutu  gromadzenia i przekazywania informacji politycznych i wojskowych S. Chrabąszczowi.

3. Jana Filipskiego, s. Władysława i Katarzyny z d. Janeczek, ur. 1 listopada 1926 r. w Dąbrowicy pow. Dąbrowa Tarnowska, ucznia szkoły melioracyjnej w Krakowie, za to, że:

– od wiosny do sierpnia 1948 r. w powiecie Dąbrowa Tarnowska był członkiem związku mającego na celu zbrodnię p.n. SWP pod ps. „Sosna” na karę 5 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres 2 lat.

W uzasadnieniu wyroku zapisano, że sąd dopatrzył się u Władysława i Jana Filipskich, wykazujących dużą aktywność konspiracyjną, oznak działania z niskich pobudek i nadziei na zajęcie po zmianie rządu wysokich stanowisk. Wszystkim zaliczono okres od aresztowania do dnia ogłoszenia wyroku 30 maja 1949 r. Wnoszone przez adwokatów skargi rewizyjne, nie zmieniły wymierzonego wyroku.

Na Montelupich spotkałem się z ojcem i tam on opowiedział mi o tym jak był bity na UB […] Na Monte byliśmy do 13.01.1950 i tam zachowanie strażników było w miarę poprawne- nie byłem bity. Potem przewieziono mnie jak również ojca do Wronek. Tam nastąpiło przywitanie tzw. ścieżka zdrowia, którą już częściowo opisałem w poprzednim przesłuchaniu […] Było to uciążliwe, jak i szczególnie uwłaczające godności ludzkiej. Nago przechodziliśmy przez szpaler funkcjonariuszy więziennych, którzy przechodzących bili, kopali, lżyli.  We Wronkach w jednej celi z ojcem byłem tylko kilka dni, potem zostaliśmy rozdzieleni. Szczególnie w mojej pamięci utkwili strażnicy o nazwiskach Klaus i Grześkowiak. Wymienieni niejednokrotnie kopali, bili, lżyli więźniów […] Warunki we Wronkach. były krytyczne. W celi jednoosobowej bywało ośmiu więźniów, sienniki z sieczką położone na betonie. Było zimno. Wyżywienie było marne- kasza z odchodami mysimi. Żeby przeżyć, trzeba było mimo obrzydzenia wszystko zjeść.

Stanisław Chrabąszcz wyszedł z więzienia 6 III 1955 r., Jan Filipiki 24 II 1953 r., a Władysław Filipiki 6 V 1952 r. Na początku lat 90. wyroki WSR zostały unieważnione przez Sąd Wojewódzki w  Krakowie.

Za: M. Żychowska, Represje komunistyczne w Tarnowskiem 1945-1956, T. III, Miasto i powiat Dąbrowa Tarnowska, Kraków 2016.

Przypisy
1. Za przekazane materiały i zdjęcia autor składa serdeczne podziękowania [dalej: DRŚ]
2. Archiwum Narodowe w Krakowie, Oddział w Tarnowie [dalej: ANT], Akta Państwowego Liceum Administracyjno-Handlowego w Bukowcu [dalej: P.L.Adm.-Handl.], Akta Gminy Szczucin [dalej: AGS], Akta Gminy Mędrzechów [dalej: AGM].
3. H. Klimek, Czas zniewolonej młodości (1945-1956), Wąbrzeźno 2005, s. 137.
4. K. Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948, Poznań 1990, s. 369.
5. ANT, AGS, sygn. Gm.Sz.31; AGM, sygn. Gm.Md.16
6. „Echo Krakowa” 1947, nr 81.
7. M. Żychowska, Represje komunistyczne w Tarnowskiem 1945-1956, T. III, Miasto i powiat Dąbrowa Tarnowska, Kraków 2016, s. 73.
8. ANT, AGS, sygn. Grom.Szcz.2. Księga Protokołów Zarządu Gminy Szczucin.
9. Tamże, AGM, sygn. Gm.Md.16.
10. Tamże, P.L.Adm.-Handl.
11. Tamże.
12. „Echo Krakowa” 1949, nr 187.
13. „Echo Krakowa” 1953, nr 61.
14. K. Lesiakowski, Zajścia uliczne z udziałem junaków „Służby Polsce” w Szczecinie 1 sierpnia 1948 roku, „Teki Archiwalne”, T. 5, 2000.
15. Zwolnione z obowiązku mogły być m. in.: osoby uznane za niezdolne do pracy, kobiety zamężne, ciężarne lub wychowujące małe dzieci, jedyni żywiciele rodzin, kobiety pełniące służbę wojskową, osoby duchowne, nauczyciele szkół prywatnych, uczniowie szkół zawodowych, urzędnicy państwowi i samorządowi. Odbycie służby w PO „SP” dawało korzyści, takie jak: prawo do zwolnienia lub odbycia skróconej służby wojskowe, prawo pierwszeństwa w przyjęciach do pracy, szkół wojskowych, wyższych, stypendiów. L. Szymański, Ze studiów nad modelem kultury fizycznej w Polsce Ludowej 1944-1980, „Studia i Monografie Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu”, z. 5, Wrocław 1984.
16. ANT, AGM, sygn. Grom.Med. 8, Prot. z dn. 17 VII 1950 r.
17. Tamże, sygn. Gm.Md.17.
18. Tamże, P.L.Adm.-Handl.
19. „Echo Krakowa” 1949, nr 237.
20. ANT, AGS, sygn. Gm.Sz.114, Akta Komisji GRN 1950-1954.
21. Tamże.
22. „Piast” 1949, nr 43.
23. ANT, AGS, sygn. Gm.Sz.112-113. Protokoły sesji GRN, posiedzeń Prezydium GRN, Zarządu Gminnego 1945-1954.
24. Tamże.
25. M. Żychowska, dz. cyt., s. 77.
26. Tamże, s. 169-160.
27. Kronika Szkolna Szkoły w Wólce Mędrzechowskiej; Kronika Parafialna Parafii Rzymsko-Katolickiej w Wólce Mędrzechowskiej.
28. Tamże.
29. „Dziennik Polski” 1947, nr 209.
30. ANT, AGS, sygn. Gm.Sz.112-113,
31. Tamże, sygn. Grom.Szcz.2.
32. Tamże, sygn. Gm.Sz. 77. Księgi finansowe i kasowe 1935-1953.
33. DRŚ.
34. Tamże.
35. Tamże.
36. Tamże.
37. Wikipedia.
38. DRŚ.
39. Tamże; ANT, P.L.Adm.-Handl.
40. DRŚ.
41. DRŚ.
42. Wyszyński S., Zapiski milenijne. Wybór z dziennika „Pro memoria” z lat 1965-1967, Warszawa 1996.
43. Tamże.
44. M. Żychowska, dz. cyt., s. 159-162.
45. Tamże.
46. Tamże.
47. J. Mysiakowska, Wrogowie „władzy ludowej” po Październiku 56, „Glaukopis” 2009, nr 13-14.
48. Tamże.
49. J. Marszalec, Polskie Państwo Podziemne. Ciągłość i trwanie, „Pamięć i Sprawiedliwość” 2002, nr 2.
50. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec organizacji „Ruch”, wstęp, wybór i oprac. P. Byszewski, Warszawa 2008, s. 112.
51. DRŚ.
52. Tamże.
53. Tamże.
54. M. Żychowska, dz. cyt, s. 56.

dr Krzysztof Struziak


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Internautów. Administrator portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin - zawiadom nas o tym (elstertv@gmail.com).

Komentarze

  1. 9 października 2019 o 04:08
    Alicja Morawiec :
    Serdecznie dziękuje prof. K. Struziak za ten ogrom pracy i poświęcenia dla zachowania historii naszych stron.
    VA:F [1.9.20_1166]
    Ocena: +5 (w sumie : 5)

Skomentuj (komentując akceptujesz regulamin)