FUNDACJA „CORDARE” ŚWIĘTOWAŁA DEKADĘ!
Jest to dla nas czas zbierania plonów; takie małe żniwa. Możemy być dumni z tego, co udało się zrobić przez te 10 lat, bo ta fundacja powstała praktycznie z niczego – powiedział jej założyciel, ks. Robert Biel podczas uroczystych obchodów 10-lecia istnienia „Cordare”
Wspaniałym dopełnieniem uroczystości, które zainaugurowało obchody, było rocznicowe kazanie ks. biskupa Artura Ważnego, który – nawiązując do Ewangelii o rozmnożeniu chleba i ryb – powiązał ją z charytatywną działalnością fundacji, gdyż łamanie chleba (również w ujęciu symbolicznym) jest jedyną drogą do jego rozmnożenia i dzielenia się nim z potrzebującymi.
Z racji pięknego ujęcia 10-letniej działalności fundacji „Cordare” w symboliczne ramy ewangelicznego cudu przytaczamy kazanie biskupa Artura Ważnego w całości.
Biskup sosnowiecki głosił w tarnowskiej katedrze:
-Są różne koncepcje wolności: dynamiczne i statyczne. Statyczna mówi o tym, że jesteśmy ograniczeni prawami; wolność tylko w granicach ograniczonych przez prawo i to jest jakaś odpowiedź i niektórzy w taki sposób żyją, że poruszają się tylko w takich granicach „stąd – dotąd” i czasem pytają, czy to już grzech, czy jeszcze nie. Taka wolność sprawia, że żyjemy w takim paraliżu, w takiej niepewności, w niepokoju ile możemy, ile nie możemy. To rodzi często frustrację, smutek. To jest jedna wolność, ale jest też wolność w rozumieniu dynamicznym, kiedy odkrywamy, że ku wolności nas wyswobodził Chrystus, czyli naszym zadaniem jest tak naprawdę wędrować za dobrem; praktykowanie dobra, szukanie dobra, pomnażanie dobra – to jest koncepcja św. Tomasza z Akwinu, który nam pokazuje, jak bardzo Bóg nas wyposażył w różne możliwości, talenty, jak bardzo nam zaufał i jak zaproponował nam udział w jego wolności. Bóg jest wolny, dlatego, że wybiera dobro. Bóg jest dobry, dlatego że interesuje go tylko dobro. Zło jest o tyle w kręgu jego zainteresowań, o ile człowiek często, niestety nie umiejąc korzystać z wolności, popełnia zło i wtedy, ze względu na człowieka, Bóg tym złem się paradoksalnie interesuje, a tak naprawdę bierze je na siebie, bo wie, że nie jesteśmy w stanie ze złem sobie poradzić, natomiast jesteśmy ukierunkowani na dobro – tak nas Bóg stworzył. Chciałbym, żebyśmy w tym kontekście pomyśleli o tym, co przeżywamy. 10 – lecie fundacji „Cordare”. Zamierzam uśmiechnąć się do księdza Roberta, do założyciela fundacji. Patrząc na niego widzę taki paradoks: bo ks. Robert to teolog po najlepszych szkołach, wnikliwy tłumacz skomplikowanych dzieł szwajcarskich i niemieckich myślicieli, samych kardynałów, kardynała Kurta Kocha, Gerharda Mullera, kardynała papieża Josepha Ratzingera i wydawałoby się, że taki człowiek spędzi resztę życia w bibliotece. Godzinami może analizować różne podręczniki, teorie, niuanse, hipotezy teologiczne – to też w wolnych chwilach robi. Jednak tak naprawdę zajął się pomnażaniem dobra, pracą duszpasterską, charytatywną, edukacyjną, pomocą młodym ludziom, którzy mają swoje marzenia, a niekoniecznie mogą je zrealizować, bo kontekst ich życia jest taki, że muszą te marzenia schować. Dlaczego tak się dzieje w sercu kapłana, czy w sercu wielu chrześcijan? Bo doskonale rozumieją, że w chrześcijaństwie rdzeniem jest nie tyle teologia teoretyczna, choć ona jest ważna, ale to, jak przemienia się w miłość, przeradza się w konkrety, w czyn, w podawanie chleba. Bo ci, którzy stworzyli fundacje, na czele z księdzem Robertem, zrozumieli, że słowo „miłosierdzie” – „misericordia” domaga się dosłownego „miseris cor dare” – czyli dawać serce biednemu, ubogiemu, potrzebującemu. Przedstawię taki swoisty proroczy schemat tej misji, wyzwań, które stoją przed Wami, przed fundacją na kolejne 10 lat – biskup Artur Ważny nawiązał do ewangelii o rozmnożeniu chleba – Pamiętamy: na pustkowiu siedzą ludzie i nie mają co jeść i wtedy pojawiają się uczniowie z pięcioma chlebami i dwiema rybami i chcą posłużyć się tym, co mają, przerażeni wobec takiego tłumu. Więc gdy Jezus oddalił się łodzią na miejsce pustynne, osobne, tłumy poszły za Nim. Tam jest takie greckie słowo „eremos topos” – „miejsce pustynne”. Dla nas pustynia to piasek, upał, brak wody, ale w biblijnej tradycji pustynia to jest takie wyjątkowe miejsce – to obraz ludzkiej duszy odartej z iluzji, która nie ma czym swoich różnych kłamstw i słabości przykrywać; to jest też terytorium mąk, terytorium kuszenia, takiej przeraźliwej samotności, gdzie musimy się zmierzyć z duchowym światem, także złym. Ale paradoksalnie jest to też takie miejsce, gdzie człowiek może w końcu usłyszeć Pana Boga i te tłumy idące za Jezusem, chodzące za nim, względnie fascynujące się jego osobą, szukają tak naprawdę sensu, którego nie potrafi im dać świat. I dzisiaj jest podobnie. Dzisiaj ten „eremos topos”, to „miejsce pustynne” bardzo rezonuje z dzisiejszą sytuacją ludzi młodych w Polsce. Żyjemy w świecie pędzącym naprzód, gdzie konsumujemy tak powierzchownie rzeczywistość, codzienność, a dzieci i młodzież stoją pośrodku jakiejś takiej bezradności. Kilka dni temu nasze serca zamarły z przerażenia – polskimi szkołami wstrząsnęła fala niezrozumiałych brutalności; to w jakiś sposób wciąż trwa. Nastoletni chłopcy wychodzą na korytarze z nożami w rękach – mamy w konsekwencji tragiczną śmierć niewinnej szkolnej woźnej i kolejne tragedie. W sieci krążyły przerażające doniesienia o rzekomych internetowych challenge’ach, których chorym wyzwaniem ma być sianie terroru i rejestrowanie ataku przed obiektywem kamery zamontowanej na kasku. Nawet jeżeli dzisiaj służby uspokajają, że nie ma zorganizowanej siatki takich wyzwań; mówią bardziej o swoistej przerażającej roli algorytmów w tym zjawisku, jakkolwiek ten fakt mówi o tym, że młodzi ludzie szukają wirtualnej przestrzeni, najczarniejszych, najokrutniejszych form zaistnienia, dają się pochłonąć agresji, to świadczy o potwornym głodzie na tym pustkowiu, na którym żyją. Ci młodzi ludzie z nożami, uciekający w destrukcję, to krzyk rozpaczy. Oni cierpią na radykalny brak miłości, relacji, więzi, tożsamości, bycia zauważonym, kochanym. Jezus widzi ten tłum, Jezus widzi tych młodych ludzi, nie ucieka od nich; Jezus się zatrzymuje, zauważa pustkowie drugiego człowieka, zwłaszcza młodego. I tu dochodzimy do słowa, nad którym trzeba się zatrzymać – „rechem”. Ujrzawszy wielki tłum, zlitował się nad nimi. W oryginale to słowo brzmi: „trzewia, wnętrzności”. To jest tłumaczenie hebrajskiego „rechem” – „łono matki”, „łono kobiety”. W języku hebrajskim od tego samego rdzenia pochodzi słowo „rachamim”, które oznacza „miłosierdzie” lub „współczucie”. I ojcowie kościoła czuli, że litość Boga nigdy nie jest jakimś takim ułaskawieniem prawniczym, czy jakąś litością, która upokarza, bo kiedy Jezus się lituje, doznaje fizycznego wstrząsu we własnym ciele, we własnych wnętrznościach. Porusza się w Jezusie „duchowe łono”; tutaj ojcowie kościoła widzieli tajemnicę wcielenia Bożego Syna. Bóg tak bardzo jest poruszony nędzą, niedolą, zagubieniem człowieka, że pozwala, by z tej miłości do człowieka pękło mu serce w Jezusie Chrystusie. To jest taka miłość, to o to chodzi – zlitować się, to znaczy współodczuwać tak bardzo, że aż skręcają się z żalu wnętrzności. Myślę, że to jest też istota „Cordare” – dać serce. To nie chodzi tylko o organizację filantropijną do przelewu pieniędzy na konto. To obietnica, że potrafimy wejść w pragnienia, marzenia, ale także lęki, niepokoje młodych ludzi, że staniemy obok stypendysty, staniemy obok człowieka potrzebującego z sercem, które potrafi zadrżeć. Reagujemy z wnętrzności, głęboko, do bólu. Jako chrześcijanie mamy wyrywać z ich rąk „duchowe noże” i lęk, i strach, po to, by włożyć w ich dłonie przebaczenie, wiarę w przyszłość, wspierając ich marzenia. Uczniowie mają jednak praktyczny problem – mówią: „Nie mamy tutaj nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. Wiemy doskonale, że św. Augustyn widział w tych chlebach pięcioksiąg – pięć pierwszych ksiąg biblii i w dwóch rybach – przykazanie Boga i przykazanie miłości człowieka. Ale zauważmy coś innego. Chrystus połamał te chleby, nakarmił nimi i na koniec kazał zbierać ułomki. To jest ciekawe, że to łamanie to jest jedyna droga do rozmnożenia, ale to także jest cud złamania egoizmu. Dlaczego? Dopóki chleb był cały, dopóki był zabezpieczony w koszu, to mógł nakarmić tylko jednego ucznia, ale kiedy został połamany przez miłość Chrystusa otworzył się na zewnątrz i stał się życiem dla tysięcy. Co więcej, zebrane ułomki nawiązują do ludzi zepchniętych na margines, takich których nie widzimy, pozostawiamy, nie interesujemy się nimi, a Jezus każe im zbierać, zebrać na nowo i okazuje się, że jest ich więcej, niż na początku tych chlebów – duchowo rozbitych, pogubionych, przestraszonych, i Chrystus chce przez nas ich zbierać, aby oni mogli, nasyceni miłością Jezusa i ludzi, podobnie czynić. To jest filozofia ewangeliczna. Kochani dobroczyńcy tutaj obecni, to jest potężne wyzwanie. Wasze zaangażowanie, Wasza hojność na corocznych balach charytatywnych w Dąbrowie Tarnowskiej, to nic innego jak łamanie Waszego własnego, ciężko zapracowanego chleba. Gdy łamiecie swoje oszczędności, swój czas, swoje życiowe przywileje, pozwalacie Bogu działać i pomnażać to ziarenko dobra w rękach Waszych stypendystów – Bóg z tych okruchów czyni cud. Jeszcze jeden subtelny, decydujący gest, o którym nie wolno zapomnieć. Kazał tłumom siąść na trawie. Dlaczego ewangelista zaznacza, że to była trawa? U proroka Izajasza czytamy słowa: „Wszelkie ciało to trawa”. Usiąść na trawie, to przyjąć kruchą, skończoną, ludzką naturę. Przyznać się do tego, że jestem niewystarczający, ale to również nawiązanie do psalmu 23. Jezus Dobry Pasterz pozwala owcom odpocząć na zielonych pastwiskach. Co to oznacza? Że zanim Bóg nakarmi głodną duszę, najpierw przywraca jej spokój. Bóg nigdy nie zbawia i nie karmi nas w biegu. Prawdziwe wychowanie to relacja, a tej nie da się zbudować w biegu. Nie da się przekazać wartości, nerwowo zerkając na zegarek. Dzisiaj często tak jest w naszych domach, w różnych innych wspólnotach. Wychowanie polega na tym, by zgodzić się z dzisiejszą, tak zagubioną młodzieżą, dziećmi, i „usiąść z nimi na trawie”. Zniżyć się do ich poziomu, popatrzyć głęboko w oczy i słuchać tego, co kryje się za ich arogancją, czy buntem, czy nawet przemocą tak okrutną, jakiej byliśmy świadkami. Ten młody człowiek, który dokonał zabójstwa kilka chwil później poprosił dyrektora, żeby go przytulił. To są tajemnice nie do ogarnięcia. Tego nie zauważymy, nie poznamy, jeżeli nie usiądziemy razem, obok siebie. Tak patrzę na „Cordare” i widzę, że nie przelewa anonimowo środków na konta, aby zbudować więzi, bo te stypendia nie są jednorazowe, one są na dłuższy czas, towarzyszą młodym ludziom przez dłuższy czas, uczą serdeczności, uczą budowania więzi w pewnej społeczności. Pokazują, że ci młodzi są ważni dłuższy czas, a nie tylko na chwilę. Słuchając tę Ewangelię uświadomiłem sobie, jak Jezus mówi o tym, że tu ważne jest również głoszenie Ewangelii i nauczanie. W tej Ewangelii odkrywamy to rozróżnienie, że Jezus mówi o tym, że każdy z tych młodych ludzi (ale nie tylko) potrzebują słyszeć Ewangelię – Ewangelię o tym, który zmartwychwstał. Znak Jonasza. Głosić tego, który umarł i zmartwychwstał. Prezesem, fundatorem fundacji jest też kapłan; myślę, że ma to głębokie znaczenie, że tu nie chodzi tylko o filantropię, ale tu chodzi także o to, żeby ci młodzi odkryli, że jest ktoś, kto ich tak kocha, że umarł za nich i zmartwychwstał. A potem ważne jest to, żeby to doświadczenie głoszenia żywego Jezusa przekazywać, nauczając, katechizując, formując. Myślę, że to jest takie wyzwanie na najbliższy czas, także dla fundacji. Dzisiaj wielu ludzi nie wierzy w Jezusa, bo często oni, młodzi, słyszą o Nim jako o kimś martwym. Bardzo mi ostatnio rezonują słowa, które Jezus powiedział uczniom na Górze Tabor, że: „nikomu nie mówcie, co widzieliście, dopóki Syn Człowieczy nie zmartwychwstanie”, dopóki On nie zmartwychwstanie w was, to nie mówcie o tym, bo będziecie opowiadać o kimś, kto nie żyje, a to nie będzie działać. Dopóki Jezus w was nie dokona przemiany, przejścia ze śmierci do życia, to nie opowiadajcie o Nim, bo będziecie źle o Nim opowiadać. Często dzisiaj w kościele w Polsce mamy doświadczenie opowiadania o Jezusie, który nie żyje i który chce nas uczyć – tak myślą niektórzy – tej wolności statycznej, tej wolności „odtąd – dotąd” – takiego martwego prawa, które potrafi jeszcze dobić, jeszcze bardziej zdusić i sprawić, że się nie chce żyć, że się nie chce mieć nic wspólnego z chrześcijaństwem. Tymczasem, kiedy Jezus żyje w nas taki właśnie realny, zaprasza nas do tej wolności dynamicznej, gdzie jesteśmy uruchamiani, gdzie chcemy za tym dobrem wędrować, chcemy tymi pięcioma chlebami i dwoma rybami dzielić się z radością i ze szczęściem, z taką głęboką satysfakcją; jeszcze więcej i jeszcze więcej… Te dziesięć lat działalności fundacji, to myślę taka wspaniała i błogosławiona historia uczenia wolności dynamicznej. Chcę dzisiaj podziękować księdzu Robertowi, Zarządowi fundacji za ten upór z nieba, taką ewangeliczną determinację, żeby odszukiwać, wynajdywać młodych ludzi z marzeniami i nie pozwolić tym marzeniom zwiędnąć. Dziękuję wszystkim, którzy się angażują, wolontariuszom i nade wszystko darczyńcom, których było mi i wciąż jest dane poznawać. Porzuciliście logikę lęku, która szepce, by zachować wszystko dla siebie, by zachować ten chleb, bo przecież nie nakarmię tysięcy, a okazuje się, że wystarczy się podzielić i naprawdę przez tych, którzy otrzymają ten kawałek chleba mogę karmić tysiące, i jednak jest to możliwe, bo miłość jest jedyną wartością w kosmosie, która się mnoży, kiedy się ją dzieli. Nie boicie się łamać waszego chleba. Moje życzenia dla was są pełne nadziei. W obliczu niepokojów, które ogarniają świat, niech Pan obdarzy was głębokim, życiodajnym pokojem, niesłabnącą wrażliwością i tym skurczem serca, które lituje się, ale nie tak, żeby upokorzyć, ale tak właśnie, żeby pójść w kierunku wolności coraz większej. Niech miłosierdzie, które w takim wspaniałym stylu jest siane w sercach młodych ludzi przez was, powraca do was zwielokrotnione siłą łaski. Niech Bóg błogosławi całej fundacji „Cordare”, jej twórcom, stypendystom, przyjaciołom, dobroczyńcom na kolejne dekady odważnej i zachwycającej służby człowiekowi – o to się modlimy.
Do słów biskupa Artura Ważnego odniósł się już w Sali Lustrzanej na początku drugiej części uroczystości ksiądz fundator, dr hab. Robert Biel.
–Uświadomiłem sobie, że jestem w trudnej sytuacji, bo przemawiać po takiej wirtuozerii słowa, jaka dzisiaj była w kościele – prezes „Cordare” odniósł się tu do kazania biskupa Artura Ważnego – nie jest tak łatwo. Trochę się czuję tak, jakbym miał grać na fortepianie przed Mozartem. Przychodzi mi na myśl takie hasło, które kiedyś, przed tysiącami lat napisał jeden z autorów biblijnych, że „wszystko pod niebem ma swój czas”. To był Kohelet. Napisał, że jest czas rodzenia, czas umierania, ale jest też czas sadzenia, zasiewu i czas zbierania plonów i może to troszkę niepokornie brzmi, ale w sumie jest to dla nas czas zbierania plonów, takie małe żniwa. Jak popatrzymy sobie z perspektywy tych 10 lat, to wspólnie – my i państwo – możemy być dumni z tego, co udało się zrobić, bo ta fundacja powstała praktycznie z niczego. Kapitał założycielski był chyba 5 tys zł – tyle trzeba było na początku opłacić, żeby fundację założyć. To tylko się wiąże z tym, że czas leci, ja w pewnym momencie osiągnąłem wiek 50 lat i jeszcze była 25 rocznica święceń i sobie pomyślałem: „najwyższy czas zrobić coś dobrego” i na szczęście znalazłem grupę przyjaciół, którzy chętnie się w to dzieło włączyli. Najpierw cała sprawa kiełkowała w gronie obecnego pierwszego rzędu, bo myśmy się wtedy czasem spotykali z księdzem Arturem [biskupem Arturem Ważnym – red.] i księdzem Adamem [ks. Adamem Nitą – red.] i zastanawialiśmy się, co robić, żeby pomagać innym i najpierw to było nieformalnie, ale później z inicjatywy kolegów doszliśmy do wniosku, że trzeba sformalizować te struktury i dzięki temu powstała fundacja. Wtedy bardzo pomogła mi nasza Jola [Jolanta Kosiniak – red.], która przygotowała razem z Markiem [Marek Syrek – red.]– oboje są prawnikami – statuty i włączył się Jan [wiceprezes fundacji, Jan Kiełbasa – red.] i próbowaliśmy rozpocząć tę naszą działalność. Później ukonstytuowała się rada fundacji i zaczęła się nasza działalność. Udało się na przestrzeni tych dziesięciu lat zrobić wiele dobrego, dlatego że państwo wspomagali naszą działalność. Ludzie, którzy zauważyli, że chcemy pomóc, że robimy to non-profit, że staramy się te pieniądze dobrze spożytkować i wszystko się tak dobrze poukładało przez te minione 10 lat, że możemy patrzeć na ten okres z wdzięcznością, że dziękujemy państwu za wsparcie. Kiedyś ktoś przy okazji jubileuszu powiedział, że powinno się na jubileusze wydawać jakieś medale. Myśmy żadnych medali nie wydali, ale na takim medalu – gdyby był – powinny być dwa hasła. Z jednej strony dziękczynienie, z drugiej strony – odpowiedzialność. To, że się spotykamy to również po to, żeby państwa uhonorować, żeby podziękować za waszą życzliwość, wsparcie z wielu stron, za tę gotowość – jak to ksiądz biskup Artur mówił – łamania się tym chlebem, bo to jest łamanie się chlebem i jest w tym wasz duży wkład, wasz udział, że udało się wielu młodym ludziom pomóc. Jak patrzymy na losy tych młodych ludzi, to widać rzeczywiście, że niektórym ta pomoc bardzo się przydała i dobrze ją wykorzystali – to jest powód do radości. Jak patrzę na to wszystko, co się dziesięć lat temu zaczęło, to mam świadomość, że w moim życiu sprawdza się to, co jest w Piśmie Świętym napisane, że „Pan Bóg daje swoim we śnie”. Pan Bóg daje, ludzie pomagają i udaje się to dzieło prowadzić i za to jesteśmy niezmiernie wdzięczni. To, co dzisiaj ks. biskup Artur mówił – mamy odpowiedzialność za każdą złotówkę, którą dostajemy, za to, co mamy do podzielenia, dlatego ja z uznaniem patrzę na przygotowania moich koleżanek i kolegów do przyznania stypendiów. W jednym roku mieliśmy rekordową liczbę zgłoszeń – 156 chyba. Te 156 zgłoszeń trzeba było dokładnie zweryfikować: każdą kopertę otworzyć, dokładnie przeczytać, co jest w zgłoszeniu, ustalić średnią dochodu na głowę, potem sprawdzić zeznanie z Urzędu Skarbowego, oceny, sytuację rodzinną – to naprawdę jest ogrom pracy i odpowiedzialności, że nie szastamy tym, co mamy, tylko staramy się to dobrze i sprawiedliwie podzielić. Z tego miejsca obiecujemy, że w przyszłości będziemy starali się to dzieło kontynuować, z niemniejszym zaangażowaniem i z troską zarówno o to, co zostało nam powierzone, żeby w ten sposób dzielić się tym, co dostajemy – mówił prezes i założyciel fundacji „Cordare”, ks. dr hab. Robert Biel.
„Czas zbierania plonów” i „małe żniwa”, o których wspominał ks. Robert Biel widać dokładnie po dziesięciu latach działalności „Cordare”, które zaowocowały wykwitem wielu młodych talentów, wśród których znajdują się nawet… wynalazcy. Takim młodym wynalazcą jest Jakub Kuczek z Zabawy, student informatyki medycznej na AGH w Krakowie, który na Sali Lustrzanej zaprezentował urządzenie do ratowania tonących, gotowe już do wprowadzenia na rynek.
Jego droga naukowa rozpoczęła się od projektu kapsuły ratunkowej – urządzenia ratującego tonących. Wraz z zespołem przyniósł do Sali Lustrzanej prototyp. Pierwotny prototyp stanowiły zaledwie dwa małe silniki i dwie… beczki po ogórkach. Nijak się to ma do tego, co dzisiaj widzimy. Kuba wraz z kolegami dzisiaj pracuje nad profesjonalnym rozwiązaniem gotowym do użycia na akwenach – zapowiedziała współprowadząca uroczystość dyrektor Gminnego Centrum Kultury w Żabnie, Marta Warias.
Jakub Kuczek jest jednym z kilkuset stypendystów fundacji „Cordare”, którym stypendia bardzo pomogły i ułatwiły rozpoczęcie drogi naukowej.
Fundacja bardzo mi pomogła – mnie osobiście. Może to nie są ogromne pieniądze, ale naprawdę w kontekście budowania od początku czegokolwiek, jak to urządzenie, to są tysiące. Bardzo państwu za to dziękuję, że nie znając mnie wcześniej osobiście, ufacie takim młodym ludziom jak ja. Te osoby, które tutaj są, które wybierają tych stypendystów są wspaniałe, a stypendyści – uwierzcie mi – są to niesamowici, wspaniali ludzie, którzy naprawdę mają niesamowite pasje i chcą je rozwijać. Oni chcą, a państwo dają im tę możliwość, więc za to bardzo państwu dziękuję – mówił Jakub Kuczek.
Obecnie nad podobnym problemem ratowania osób tonących pracują naukowcy w Chinach, ale – jak przyznaje Jakub – bez powodzenia. Młode talenty należące do wielkiej rodziny stypendystów „Cordare” są więc prekursorami tych badań na świecie, co pokazuje, jaką młodzież bierze pod swoje skrzydła fundacja.
Ta kapsuła ma za zadanie podpływać do osoby na wodzie i wyławiać tonące osoby. Chwilowo jest to problem, który próbują rozwiązać Chiny u siebie, próbują tworzyć bardzo podobne rozwiązanie do tych kapsuł. I czy im się to udaje? Właśnie nie i stąd jesteśmy my, którzy chcemy rozwiązać ten problem. Po naprawdę bardzo długich rozmowach z ekspertami w dziedzinie ratownictwa wodnego dowiedzieliśmy się, że ten problem jest globalny. Rocznie szacuje się, że tonie ok. 200 tys. osób na całym świecie. W Polsce górna granica to jest ok. 1000 osób, ale jest to dość duża liczba. Zaczęliśmy więc myśleć nad rozwiązaniem, jakby można w tej dziedzinie pomóc, dlatego też, że u nas w Radłowie, na kąpielisku wodnym utopiły się trzy osoby. I od tego momentu zaczęliśmy rozmyślać: „przecież można było tego uniknąć, gdyby tam był ratownik, gdyby była osoba, która mogłaby pomóc”. I stąd zrodził się taki pomysł: a co, gdyby nawet nie trzeba było tego ratownika, co, gdyby było coś, co po prostu podpłynie i uratuje taką osobę. Stąd w ogóle wziął się ten zamysł, stąd wziął się ten projekt, żeby stworzyć coś, co rzeczywiście bez udziału kolejnej osoby pozwoli na ratunek. Bo te trzy osoby wtedy by nie utonęły. Utonęłaby pewnie tylko jedna, gdyby nie to, że te dwie pozostałe chciały jej pomóc. Więc tutaj to rozwiązanie eliminuje kompletnie udział osób kolejnych, które narażają się na śmierć, bo w wodzie prawa fizyki działają trochę inaczej, ale siła, która występuje na wodzie powoduje, że małe dziecko, nawet 5 – letnie jest w stanie zatopić dorosłego mężczyznę, wystarczy że się chwyci tej osoby i będzie się próbować ratować. Podczas badań stwierdziliśmy, że na wodzie takie urządzenie może być przydatne. (…) To urządzenie jest stosowane w dwojakich przypadkach. Pierwszy przypadek jest taki, kiedy nie ma ratownika, to urządzenie płynie z linii brzegowej do takiej osoby. Drugi przypadek – urządzenie płynie z ratownikiem. Co więcej – chwilowo takiego urządzenia na rynku nie ma. Nie ma w ogóle rozwiązań, które by pomagały osobom znajdującym się na wodzie, ale chwilowo ten projekt jest prototypem. Jeszcze go nie skomercjalizowaliśmy, ale podczas badań wynikła jeszcze jedna rzecz, nad którą aktualnie pracujemy – jest to system, który będzie znajdował takie osoby na wodzie. Czyli w tym momencie wchodzimy w kompletnie inny problem, gdzie czasami człowiek nie jest w stanie zauważyć na kąpielisku wodnym, czy taka osoba się w ogóle topi. Tak, mamy urządzenie, które podpłynie, uratuje, ale nie mamy czegoś, co znajdzie tę osobę i aktualnie nad tym pracujemy – wyjaśnił Jakub Kuczek.
Jakub nie powiedział więc jeszcze ostatniego słowa, a „Cordare” kilka tygodni temu przyznało mu kolejne stypendium. Byłą stypendystką jest zaś Sylwia Podosek-Wąż, która korzystała ze wsparcia fundacji przez pięć lat studiów; jest bardzo wdzięczna za tę pomoc i złożyła za pośrednictwem internetu gratulacje z okazji tego jubileuszu.
Sylwia jest absolwentką prawa na Uniwersytecie Rzeszowskim i pracuje obecnie jako asystentka sędziego w wydziale gospodarczym Sądu Okręgowego w Tarnowie. Bardzo lubi swoją pracę, która – jak sama określiła – przynosi jej ogrom satysfakcji. Łączy obowiązki zawodowe z odbywaniem sędziowskiej aplikacji uzupełniającej w Krakowie, którą zakończy w grudniu. Na początku przyszłego roku przystąpi do egzaminu sędziowskiego, po zdaniu którego będzie mogła rozpocząć pracę jako sędzia. Stypendium „Cordare” było dla niej – jak sama mówi – realną pomocą w czasie studiów, którą przeznaczała na zakup materiałów edukacyjnych: książek prawniczych, podręczników, kodeksów oraz na bieżące utrzymanie.
Była stypendystka Sylwia i pobierający obecnie stypendium Jakub to tylko dwie osoby z grona aż 284 stypendystów, które na przestrzeni dekady działalności odbierały lub nadal odbierają pomoc od fundacji „Cordare”. Łączna kwota wsparcia przekroczyła już 800 tys zł (dokładnie: 809 tys zł)! Edycji rozdawania stypendiów było aż jedenaście.
Tak pisaliśmy o zdolnych stypendystach „Cordare” przy okazji ostatniej, jedenastej edycji rozdawania stypendiów:
Najlepsi z najlepszych, prawdziwy kwiat polskiej młodzieży, renesansowe umysły, które mierzą wysoko, sięgają daleko i osiągają wiele zasiliły kolejny raz rozrastającą się rodzinę stypendystów fundacji „Cordare”.
Znaleźli się w gronie kilkuset stypendystów, których pieczą objęła „Cordare”, fundując przez 10 lat 284 stypendia opiewające na 809 tys zł.
Mając od dziewiętnastu do dwudziestu kilku lat można uczyć się na uniwersytecie i prowadzić życie przeciętnego studenta, ale można też inaczej: np. założyć wydawnictwo z książkami dla dzieci, napisać trzy książki bądź rozdział monografii naukowej, zajmować się przygotowaniem prac badawczych oraz publikacjami, w kołach naukowych zdobywać i realizować granty, brać udział w pracach nad samochodem solarnym, który odniósł sukces na międzynarodowych zawodach, być zdobywczynią tytułów „Osobowość roku” i „Młoda Polka”, a przy tym asystentką w psychologicznych laboratoriach eksperymentalnych UJ, laureatem nagrody Urzędu Patentowego Rzeczpospolitej Polskiej; czy wykorzystać sztuczną inteligencję w służbie technologii medycznych realnie ratujących ludzkie życie bądź planować doktorat z zakresu genetykii w onkologii. Można też wyprzedzić Chiny „w wyścigu” na zaprojektowanie, opracowanie i wykonanie kapsuły ratunkowej mogącej (nawet bez udziału czynnika ludzkiego) ocalić tonących oraz można prowadzić prace nad stworzeniem innowacyjnego systemu wykrywania osób tonących. Można rozmiłować się w literaturze polskiej, czytać klasyków, uwielbiać Dostojewskiego, Tolkiena i Gogola i spoglądanie w gwiazdy. To właśnie robią najlepsi z najlepszych – stypendyści „Cordare”, których (kolejnych 29) uhonorowała w tym roku fundacja.
Nie tylko więc rozszerza się wciąż wielka rodzina „Cordare” (owa fenomenalna społeczność łączącą obdarowywanych z obdarowującymi), ale i przybywają rzesze przyjaciół fundacji, osób które utożsamiają się w pełni z tym filantropijnym dziełem.
„Miłość jest jedyną wartością w kosmosie, która się mnoży, kiedy się ją dzieli” i: „To jest ciekawe, że to łamanie to jest jedyna droga do rozmnożenia, ale to także jest cud złamania egoizmu”; „kiedy chleb został połamany, stał się życiem dla tysięcy” – wybrzmiewają słowa z homilii biskupa Artura Ważnego.
Sam ksiądz biskup zauważył i podkreślił głębokie relacje, które udało się wytworzyć w fundacji na przestrzeni 10 lat poprzez zauważenie młodych ludzi i dostrzeżenie ich talentów oraz ciągłość przyznawania stypendiów. Biskup Artur Ważny należy zresztą do przyjaciół fundacji, których na uroczystości było więcej. Wśród osób duchownych znalazł się wybitny naukowiec, zdobywca tzw. „teologicznego bądź katolickiego Nobla” (czyli Nagrody Tempeltona przyznawanej za budowanie mostów między nauką a duchowością), ks. prof. dr hab. Michał Heller (unikalny w skali światowej multidyscyplinarny uczony: fizyk teoretyk i kosmolog, filozof przyrody i teolog). Ks. Heller ma już na swoim koncie wyróżnienie „Cordare”. Był też metropolita lubelski ks. biskup Stanisław Budzik.
Równocześnie z dziesięcioleciem działalności fundacji „Cordare” swoje 60 urodziny świętował biskup Artur Ważny. W Sali Lustrzanej pojawiła się najbliższa rodzina ks. biskupa: rodzice – Alicja i Stanisław Ważni oraz rodzeństwo – Bernadetta, Dorota i Grzegorz.
Innowacyjny film o dziesięcioleciu fundacji (z komentarzem na żywo ks. dr hab. Roberta Biela i Jana Kiełbasy) przygotował były stypendysta fundacji, Kamil Smoła.
Fundacja „Cordare” to nie tylko stypendia dla uzdolnionej młodzieży – jej działalność zatoczyła przez dekadę szersze kręgi. „Cordare” organizuje także doroczne bale charytatywne, wielkie turnieje szachowe na Powiślu Dąbrowskim. Dwukrotnie zorganizowała również profesjonalne turnieje brydżowe oraz dwie edycje konkursu plastycznego „Pocztówka dla Niepodległej” we współpracy z Martą Warias i Gminnym Centrum Kultury w Żabnie.
„Cordare” pomocą stypendialną w wysokości 16. 800 zł wsparło również szereg instytucji: hospicja, Dom Samotnej Matki, Dom Sierot w Betlejem czy Siostry Karmelitanki.
Fundacja organizuje także wyjazdy do Szwajcarii połączone z możliwością zdobywania czterotysięczników. Taki wyjazd można wylicytować podczas charytatywnej aukcji, a dochód z niego w całości zasila cele statutowe.
Jak to możliwe, by jedna fundacja, w dodatku non – profit, bez armii wolontariuszy i rozbudowanych struktur, była w stanie pomnażać tyle dobra? Biskup Artur Ważny powiedziałby, że to zasługa „uporu z nieba, takiej ewangelicznej determinacji, żeby odszukiwać, wynajdywać młodych ludzi z marzeniami i nie pozwolić tym marzeniom zwiędnąć”.
Co powiedziałby ks. Robert Biel?
– Dziękujemy za serce często dawane bez słów i serce dawane tak po prostu do podziału, żeby inni mogli z tego korzystać. Doświadczamy tego na różne sposoby i tym sposobem też chcemy za to podziękować – mówił podczas uroczystości ks. Robert Biel.
Duet: Agnieszka Marzec (fagot) i Tomasz Kowalski (fortepian) zapewnili zgromadzonym gościom artystyczne uniesienia.
Prawdziwą ucztą muzyczną był także koncert zespołu wokalnego „Monk” z Tarnowa obecnego na polskiej scenie muzycznej od ponad trzech dekad – grupa powstała w 1995 r. i koncertuje w Polsce i za granicą. Sami określają swój styl jako współczesną jazzowo – popową muzykę a cappella, chętnie wykorzystując zaawansowane techniki wokalne, takie jak scat czy beatbox.
To jedna z najbardziej charakterystycznych i cenionych polskich formacji wokalnych, która wykonuje muzykę wyłącznie a cappella. Muzycy nie używają żadnych instrumentów, a wszelkie dźwięki, w tym sekcję rytmiczną czy basową, generują wyłącznie za pomocą własnych głosów. „Monk” w Sali Lustrzanej zaprezentował covery światowych i polskich hitów.
Koszty uroczystości pokryli w całości sponsorzy – „Cordare” nigdy nie korzysta w takim przypadku ze środków statutowych.
Od początku działalności „Cordare” e-Kurier Dąbrowski obejmował patronatem medialnym wszystkie przedsięwzięcia fundacji, a dziesięć lat temu, jako pierwsze media, podaliśmy informacje o powstaniu tejże. E-Kurier Dąbrowski oraz dziennikarka Urszula Skórka otrzymali od „Cordare” wyróżnienia za zaangażowanie w działalność fundacji.
us

