Dzisiaj:
Poniedziałek, 14 października 2019 roku
Alan, Bernard, Dominik, Dzierżymir, Fortunata, Kalikst, Kaliksta

40 lat płyty „The Slider”

12 kwietnia 2012 | Brak komentarzy

Zasadniczy materiał siódmego album zespołu T.Rex był rejestrowany wiosną 1972 roku. The Slider wydano niespełna 40 lat temu, w lipcu. Album, obok wcześniejszego – Electric Warrior, jest uważany za najlepszy w dyskografii grupy, uznaje się go także za jeden z najważniejszych krążków w historii glam rocka.

Ilekroć sięgam do płyt z tak odległych czasów, tylekroć odbywam podróż sentymentalną. Ponoć, z wiekiem, jest to zjawisko coraz bardziej naturalne, a tak się składa, że nagrania z albumu The Slider zawsze kojarzyć mi się będą z beztroskim czasem, kiedy byłem „zadurzonym w muzyce” smarkaczem.

Zanim zawładnął mną hard rock, lider zespołu – Marc Bolan był dla mnie postacią numer jeden. W tamtych latach tak bardzo chciałem zobaczyć T.Rex na żywo, że taki koncert po prostu mi się przyśnił. Minęło kilka dekad, świat się bardzo zmienił, a ja nadal chętnie wracam do piosenek Bolana i jego grupy. Jednak do rzeczy.

Nagrania do albumu rejestrowano w kilku studiach, w Rosenberg Studios w Kopenhadze, w paryskim Château d’Hérouville oraz w studiach firmy Elektra w Los Angeles.

Zwiastunem The Slider był wydany w styczniu 1972 roku singel z otwierającym drugą stronę albumu hitem Telegram Sam. Impulsem do napisania piosenki stał się dla Bolana autentyczny, wysłany w 1971 roku przez współpracującego z nim Sama Adlera telegram, w którym znalazła się informacja o tym, że singel Get It On uplasował się na szczycie angielskiej listy bestsellerów. Nawiasem mówiąc, charakterystyczny riff z Telegram Sam do złudzenia przypominał ten z Get It On, a jakkolwiek Telegram nie powtórzył sukcesu poprzednika za oceanem, to w lutym 1972 roku przez dwa tygodnie plasował się na szczycie zestawienia w Wielkiej Brytanii.

Jeszcze większy sukces odniósł singel z – otwierającym album – przebojem Metal Guru. Mały krążek w trzeciej dekadzie maja 1972 roku aż na cztery tygodnie wskoczył na czoło wyspiarskiego rankingu. Po latach, ten i ów młody metalowiec nabierał się na ten „metalowy tytuł”. W gruncie rzeczy był to zwarty, mocno brzmiący kawałek, w którym Bolan odnosił się do Boga, a twierdził wtedy, że jest człowiekiem wierzącym, choć nie jest religijny.

Drugi na płycie kawałek to Mystic Lady – spokojny, pięknie kołyszący, typowo „tireksowski” numer, z grającym na akustycznej gitarze liderem. Zresztą podobnych balladowych numerów jest na The Slider jeszcze kilka. Taki jest akustyczny Spaceball Ricochet, urokliwy w klimacie Ballrooms Of Mars – będący hołdem dla Boba Dylana i Johna Lennona. Taka też jest wieńcząca płytę urocza rockowa przytulanka – Main Man.
Gdzieś pomiędzy balladowymi a stricte rockowymi numerami plasuje się w tym zestawie tytułowa kompozycja. Ten stylowy numer, zagrany z charakterystycznym „hipnotycznym drivem”, mimo że trwa niewiele ponad trzy minuty, przenosi słuchacza w niezwykłe „bolanowskie światy”. W podobnym klimacie utrzymany został Rabbit Fighter z efektownym smyczkowym wstępem. Zresztą smyczkowych smaczków, pełniących rolę swoistych ornamentów, jest na płycie całkiem sporo. Za te właśnie klimaty odpowiedzialny był Tony Visconti – bliski kumpel Bolana, a zarazem znakomity producent jego płyt.

Jeśli chodzi o wyrazistą rockowo zawartość albumu, to też wszystko się zgadza. Nawet przciężkawy, z lekka, Rock On, gdzie Bolana wsparli wokalnie muzycy zespołu The Turtles, jest solidną kompozycją. Z kolei Baby Strange, w którym można dosłuchać się ukłonu w stronę rockabilly, jest najzwyczajniej dobrym kawałkiem.
Silnym akcentem jest na pewno Chariot Choogle z kolejnym charakterystycznym riffem i typowymi dla Bolana pokrzykiwaniami. Jednak najmocniejszym w wyrazie, brzmiącym wręcz „zeppelinowsko” kawałkiem jest zamykający pierwszą stronę winylowej płyty – Buick Mackane.

Płyta The Slider została nagrana przez najlepszy skład w historii grupy. Lidera wsparli tu Mickey Finn – grający na kongach i instrumentach perkusyjnych, Steve Currie na basie oraz bardzo solidny pałker Bill Legend.

Album odniósł sukces po obu stronach Atlantyku, pomógł też przebić się glam rockowi w Stanach Zjednoczonych. Krążek raz jeszcze dowiódł, że dla Bolana wypowiadanie się przy pomocy muzyki było sprawą na tyle osobistą, że wszystkie teksty napisał sam i sam też wszystko skomponował. Jego niepowtarzalna maniera wokalna z charakterystycznym wibrato, oryginalna stylistyka gry na gitarze, przejrzysta i zwarta instrumentacja, zgrabne wykorzystywanie chórków – stały na The Slider w pełni dojrzałymi, na zawsze rozpoznawalnymi wyróżnikami jego stylu.

Krzysztof Borowiec



Skomentuj (komentując akceptujesz regulamin)