W GMINIE: USCHNIĘTE I PODMIENIONE KRZEWY
Dociekanie: kto podmienił krzewy na rynku, o czym zawiadomił oburzony projektant, na którego spadł niesłuszny hejt w internecie, i czy ktoś poniesie odpowiedzialność za to, że uschły.
Poza tym otwarte zarzuty Dariusza Lizaka w kierunku burmistrza, że – pod osłoną komisji alkoholowej – płaci się za promocje gminy, wobec czego ten drugi pierwszy raz nie był obojętny. M.in. takie tematy poruszano podczas pierwszej, po krótkiej wakacyjnej przerwie, sesji rady miejskiej.
Ponadto podczas tej sesji można było zauważyć, że rozesłana mieszkańcom propozycja wykupu lokali komunalnych po preferencyjnych stawkach, z pełnym upustem, przynosi efekty. Pod obrady rady miejskiej trafiło pięć podań mieszkańców os. Kościuszki i jedno z os. Westerplatte. Padły też zarzuty wobec dyrektor SP 3 w Dąbrowie Tarnowskiej, że „przechwytuje” uczniów m.in. ze szkół wiejskich do swojej placówki, do czego sama zainteresowana nie mogła się odnieść, gdyż nie było jej na obradach.
29 lipca spotkałem się z mieszkańcami Żelazówki w sprawie budowy chodnika. Dużo mieszkańców zainteresowanych tym uczestniczyło w spotkaniu, jednak nie doszło do konsensusu, a ten konsensus miał polegać na tym, że tak jak w wielu poprzednich przypadkach mieszkańcy deklarują się przekazać część swoich działek na rzecz budowy chodnika, jednak tak się nie stało. Będziemy pewnie się spotykać po raz kolejny, aczkolwiek Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wymaga dysponowaniem własnością na czas zakończenia projektu i ewentualnie budowy. Inna wersja: dzierżawa, użyczenie nie wchodzi w grę. Musi być własność – mówił Krzysztof Kaczmarski w sprawozdaniu międzysesyjnym burmistrza.
Nie do końca zgodził się z tym Andrzej Giza, który również był na tym spotkaniu i poinformował, że wszyscy mieszkańcy chcieli przekazać fragmenty gruntu pod budowę chodnika, ale na różnych warunkach.
– Mówił Pan tu dużo o modernizacji naszego parku, ale nigdzie nie usłyszałem, co by tam miały jakieś toalety powstać. No pięknie: nasadzenia, alejki, sensoryczne tam jakieś, pięknie wszystko, ale no ludzie, na litość, toalety to jest podstawa w każdym miejscu. Przecież nikt nie będzie biegł z parku pod bibliotekę, bo najbliższa toaleta jest w bibliotece. Więc należy to zrobić. Stoi tam toi toi. Jak byłem tam z dziećmi w lecie, jak dziecku otwarłem, jak poczuło ten zapach, to mu się odniechciało sikać. Także radzę, zacznijmy myśleć, że są miejsca, gdzie ta toaleta musi być – zaapelował Tadeusz Gubernat.
– Potrzeba toalety jest, natomiast ten projekt takiego czegoś nie przewidywał. Możemy się przymierzyć, to zaprojektować. Wszystko jest możliwe. Jeżeli chodzi o dostępne publicznie toalety, to w tamtym rejonie nie ma. Na okres letni stawiamy zawsze toi toie w okolicach placu zabaw i tutaj po drugiej stronie. W tym roku jest chyba tylko przy placu zabaw. Tak że to miejsce jest zapewnione. W rynku mamy teraz miejsce publiczne i na osiedlu mamy toaletę. Pewnie trzeba do tego dążyć, żeby tam również taka toaleta się znalazła – odpowiedział burmistrz.
– W swoich interpelacjach już parę miesięcy temu prosiłem i pytałem, chciałem się zapoznać z projektami rynku. Po paru miesiącach w końcu udało mi się je uzyskać i zaniepokoił mnie tam m.in. jeden wpis w dzienniku budowy, w związku z powyższym pozwoliłem sobie zaprosić na dzisiejszą sesję za aprobatą pana przewodniczącego autora tego wpisu, architekta pana Mateusza Mendysa. Chciałbym zadać jedno, dwa pytania, ale może później pan Mateusz odpowie. Chciałbym państwu przeczytać dwa wpisy pana Mateusza, które nastąpiły w dzienniku budowy. Pierwszy wpis jest z datą 9 lipca 2025 r. Wpis dotyczy m.in. aranżacji rynku, ponieważ, jak wszyscy widzimy, krzewy uschły na rynku. Jestem zaniepokojony tą sytuacją, ponieważ inwestycja kosztowała prawie 5,5 mln zł. Nie wiem, ile kosztowały nasadzenia, ale rynek obecnie szpeci. Pozwolicie państwo, że zacytuję ten wpis: na postawie art. 21 Ustawy prawo budowlane wpisem do dziennika budowy żądam od generalnego wykonawcy (…) wraz z ich właściwościami podwykonawczymi, kierownika budowy, pana Grzegorza Mazura wykonania nasadzeń zgodnie z zatwierdzonym projektem budowlanym objętym decyzją na pozwolenie na budowę nr (…) z 25 września 2024 r. oraz decyzję zezwalającą na usunięcie drzew wraz z wykonaniem nasadzeń zastępczych z dnia 31 października. Usunięte kwatery bukszpanowe mają zostać odtworzone wyłącznie z cisa pośredniego „Hillii”. Nie dopuszczam stosowania innych gatunków roślin. Szanowni państwo kolejny wpis: To jest bardzo ciekawe, ponieważ tu się daty troszeczkę rozjechały chyba wszystkim. 4 listopada, na podstawie art. 21, ust. 1 pkt 1 oraz art. 47 art. nr 1 Ust. Prawo budowlane wpisem do dziennika budowy informuję: nasadzenia na rynku w Dąbrowie Tarnowskiej zostały wykonane niezgodnie z dokumentacją projektową aranżacji zieleni opracowaną przeze mnie jako projektanta, Mateusza Mendysa. Zgodnie z dokumentacją projektową mojego autorstwa kwatery bukszpanowe powinny być odtworzone z cisa pośredniego „Hillii”, a zostały wykonane z cisa pośredniego „Hicksii”. Informuję: nie wyrażam zgody na wykonanie nasadzeń z cisa pośredniego „Hicksii” i nie jestem autorem tej dokumentacji projektowej i nie akceptuję tych rozwiązań. Żądam od kierownika budowy pana Grzegorza Mazura oraz generalnego wykonawcy (…) zapewnienia opracowania nowej dokumentacji projektowej w zakresie aranżacji zieleni przez innego projektanta wraz z uzyskaniem niezbędnych uzgodnień i opinii oraz niewykorzystania w tym celu dokumentacji projektowej mojego autorstwa. Informuję, w związku z brakiem porozumienia w zakresie poprowadzenia robót budowlanych do zgodności z dokumentacją projektową, postanowiłem rozwiązać umowę (…) z dnia 27 lutego 2024 r. w części dotyczącej projektu aranżacji zieleni oraz związanych z tym nasadzeń autorskich. Informuję niniejszym, iż rezygnuję z funkcji projektanta w zakresie aranżacji zieleni oraz związanym z tym nadzorem autorskim na podstawie rozwiązanej umowy z dnia 27 lutego 2024 r. oraz na podstawie porozumienia z generalnym wykonawcą (…). Szanowni państwo, tak samo 4 listopada jest już tu wpis innego pana projektanta, który akceptuje zmianę tych nasadzeń. W tym samym dniu jeden wpis; w tym samym dniu już ktoś inny zaakceptował, inny pan projektant. Ale projekt wykonawczy projektu zieleni ma datę 31 października. Czyli tak jakby już przed tym faktem ktoś zaakceptował projekt zieleni. W związku z powyższym chciałbym prosić o wyjaśnienia tego. Chciałbym jedno proste pytanie: kto jest odpowiedzialny, że te wszystkie cisy na rynku uschły i kto za to zapłaci? – pytał Dariusz Lizak. – Chciałbym pana projektanta poprosić.
W jakim trybie? Pan występuje w ramach interpelacji. Ewentualnie burmistrz może odpowiedzieć na pana pytanie – włączyła się mecenas gminy.
Ale myślę, że jest to tak istotny temat, że pan burmistrz chyba udzieli głosu panu projektantowi. Rozumiem pani mecenas, ale nie rozumiem, czemu się teraz będziemy przekomarzać. Jest obywatel, który chciałby zabrać głos w danym momencie – mówił Dariusz Lizak.
Na sesję przybył architekt, Mateusz Mendys, który zajmował się planem przebudowy rynku w Dąbrowie Tarnowskiej w zakresie aranżacji zieleni. Został dopuszczony do głosu przez przewodniczącego – miał zresztą do przekazania istotne informacje związane z aranżacją zieleni na rynku. Architekt, w związku z internetowym hejtem na projektanta tej części zadania, zwrócił się do radnego Dariusza Lizaka, udowadniając (na co istnieją dokumenty), że nie jest winny takiemu stanowi rzeczy (wiele nasadzeń na rynku praktycznie od początku usychało). Co więcej – mogło się tak stać, bo złamano jego ustalenia projektowe i nie dostosowano się do zaleceń.
Z przedstawionej przez architekta dokumentacji niezbicie wynika, że posadzono inną odmianę roślin, niż uwzględnił w planie, nie wykonano koniecznej wymiany gruntu, a po fakcie burmistrz wystąpił o zmianę wcześniejszej decyzji. Mateusz Mendys dokumentował wszelkie zmiany i niezgodności z projektem wpisami do dziennika budowy. Został więc jednoznaczny dowód, że nie tylko to nie architekt jest winny nieodpowiedniej aranżacji zieleni, w której niektóre zmiany i zaniedbania mogły mieć wpływ na zamieranie krzewów, ale to właśnie on w trakcie prac i po nasadzeniach próbował temu jeszcze przeciwdziałać. W pierwszym wpisie do dziennika budowy architekt domagał się od generalnego wykonawcy nasadzeń zgodnych z zatwierdzonym projektem, w drugim zaś bezspornie wskazał, że nasadzenia nie są zgodne z wykonaną przez niego dokumentacją projektową konstatując, że nie zgadza się na zmianę odmiany roślin zastosowanych przy nasadzeniach.
Mimo walki o zgodność projektową, gdy już jasnym okazało się, że jego ustalenia zostały złamane, 4 listopada 2025 r. zerwał umowę w zakresie projektu aranżacji zieleni i nadzoru autorskiego. Zaś sesja rady miejskiej stała się dla niego forum, na którym mógł udowodnić, że nie on ponosi winę za zamierające nasadzenia na dąbrowskim rynku.
Projektant w swoich planach uwzględnił wyłącznie jedną, konkretną odmianę krzewów do nasadzeń – cis pośredni „Hillii” (odmianę męską bezowocową). Co ta konkretna odmiana mogła mieć do późniejszego zamierania krzewów? Nie trzeba być botanikiem, żeby wskazać, że nic. Rynek został jednak zaprojektowany tak, by był przestrzenią potencjalnie bezpieczną także dla najmłodszych użytkowników, których – po oddaniu inwestycji – przybywa z dnia na dzień i stają się wręcz, co widać, głównymi użytkownikami tego miejsca. Cis pośredni „Hillii” jest tą odmianą bezpieczną, zwłaszcza dla dzieci. Zastosowana w nasadzeniach, błędnie i niezgodnie z projektem, odmiana cisa pośredniego „Hicksii” jest zaś odmianą żeńską owocową, a pestki tych owoców są silnie trujące i wysoce niebezpieczne zwłaszcza przy pogryzieniu (otoczka, tzw. osnówka, jest całkowicie nietrująca).
W październiku 2024 r. architekt otrzymał decyzję starosty zezwalającą na usunięcie starych nasadzeń i wykonanie zastępczych z wykorzystaniem cisa pośredniego odmiany męskiej bezowocowej. Na początku października 2025 r. Mateusz Mendys zauważył, że na rynku posadzono rośliny niezgodne z przygotowaną przez niego dokumentacją projektową.
6 października zgłosił swoje zastrzeżenia. Wcześniejsza decyzja administracyjna, dokumentacja projektowa jak i umowa potwierdzały zastosowanie ok. 600 sztuk odmiany męskiej bezowocowej cisa pośredniego. 10 października 2025 r., a więc już po fakcie, Krzysztof Kaczmarski wystąpił do starosty o zmianę wcześniejszej decyzji dotyczącej krzewów, aby uwzględnić już dokonane nasadzenia.
Architekt Mateusz Mendys zadał sobie w tym miejscu wiele trudu i 15 października miał już w ręce tzw. „paszport roślin”. Po kontakcie z Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Roślin i Nasiennictwa ustalił wystawcę dokumentów. Skontaktował się z producentem roślin, a z przedstawionej przez architekta korespondencji jednoznacznie wynika, że sprzedano 600 sztuk cisu pośredniego odmiany żeńskiej owocowej. Producent roślin potwierdził, że nie sprzedawał odmiany męskiej bezowocowej. 17 października Mateusz Mendys zwrócił się do generalnego wykonawcy o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Podczas spotkania z burmistrzem włodarz miał stwierdzić, że skoro nasadzenia zostały już dokonane, powinny pozostać. Wobec tego 4 listopada Mendys zerwał umowę w zakresie projektu aranżacji zieleni i nadzoru autorskiego, gdyż była sprzeczna z przedstawionym planem projektowym, a na zmiany w trakcie stanowczo się nie godził.
O ile odmiana krzewów nie miała żadnego wpływu na trwałość nasadzeń (została wybrana by zminimalizować potencjalne niebezpieczeństwo dla użytkowników przestrzeni), o tyle już mogło taki wpływ mieć przygotowanie gruntu pod nasadzenia, które w planach projektowych uwzględnił Mateusz Mendys. Dokumentacja przygotowana przez architekta przewidywała konieczność wymiany gruntu oraz zastosowanie odpowiedniego podłoża pod nasadzenia. Wykonawca miał również przeprowadzić badania podłoża, gdyż wcześniejsze badania geologiczne miały wykazać obecność nieprzepuszczalnych glin, które mogą mieć wpływ na trwałość roślin posadzonych w rynku. Architekt podczas sesji dowodził, że grunt nie został wymieniony; zaniechano też wykonania badań. W nowej dokumentacji projektowej, powstałej po zerwaniu umowy przez Mendysa, nie ma śladów planów wymiany gruntów, przeprowadzenia badań czy wykonania drenażu, które mogły zapewnić roślinom odpowiednie warunki bytowania i ograniczyć zamieranie.
Czy te czynniki miały bezpośredni wpływ na zamieranie nasadzeń? Być może. Na pewno nie pomogły nowym krzewom w aklimatyzacji i mogły mieć wpływ na to, co wydarzyło się później. Jednocześnie należy też zauważyć, że fale upałów, które odnotowaliśmy tego lata, nie były obojętne dla roślin w rynku i roślinności w ogóle. Drenaż gruntu zaś nie został uwzględniony w projekcie prawdopodobnie ze względów finansowych. Wykonawca mógł jednak chociaż wymienić grunt, którego koszt byłby zapewne ułamkiem całego projektu.
– W sprawozdaniu pana burmistrza, zostało to pominięte omyłkowo, czy świadomie, mamy nową panią sekretarz. Nie została w ogóle przedstawiona wysokiej radzie, nie znamy powodów, dlaczego. Przez ostatnie 7 lat było tłumaczone wszystko radnym, że ograniczamy fundusze, czyli prowadzimy jedno stanowisko wiceburmistrza i pana sekretarza, łączymy te dwa stanowiska. Nie wątpię, że jest to osoba niezbędna i potrzebna do pracy, tylko chyba wypadałoby przedstawić mieszkańcom, wysokiej radzie. Na Facebooku też prowadzicie profil. Nie było żadnej wzmianki nigdzie na ten temat. Tak samo w sprawozdaniu dzisiaj pan ominął całkowicie ten temat – mówił Dariusz Lizak.
– Jak państwo wiecie wystąpiłem też parę miesięcy temu o komisję alkoholową – tam pytałem o różne składniki, na co są wydawane te pieniądze. Ja powiem to bardzo górnolotnie. Śmiem twierdzić, że te pieniądze są wydawane tylko i wyłącznie na PR gminy Dąbrowa Tarnowska. Jeśli wydajemy z komisji alkoholowej prawie 40 tys zł na wesołe miasteczko, jak wydajemy z komisji alkoholowej m.in. na warsztaty terenowe na Świętach Powiśla Dąbrowskiego, gdzie na żadnych zdjęciach na waszej stronie internetowej nie widziałem, żeby były jakiekolwiek takie warsztaty na Dniach Dąbrowy Tarnowskiej prowadzone – daliśmy na to 31 tys zł. Drobny temat – jakieś paczki profilaktyczne dla kierowców – wydaliśmy 4 tys zł. Nie wiem dlaczego dzieci w szkole w Szarwarku, Smęgorzowie, Laskówce Chorąskiej, w Żelazówce są gorzej traktowane od dzieci w Dąbrowie Tarnowskiej. Ponieważ, szanowni państwo, wydaliśmy 35 tys zł na przeprowadzenie warsztatów profilaktycznych dla dzieci – wszystko w Dąbrowie Tarnowskiej. Nie wiem, czy dzieci ze wsi są już gorsze, wykluczone – dlaczego one takich warsztatów nie miały? Nie uzyskałem takiej informacji. (…) Jest to dla mnie niesamowite. Gadżety profilaktyczno – promocyjne: breloczki, plecaczki, zestaw długopisów, termosik, linijka plastikowa, opaska, kubeczek – 7 tys zł. Rozumiem i jak najbardziej szanuję 7,5 tys zł – szkolenie sprzedawców napojów alkoholowych, które odbyło się w 45 sklepach. Jest to naturalne, logiczne, ale nie umiem pojąć, dlaczego z tej komisji są wydawane takie kwoty. Z niektórymi absolutnie się zgodzę, m.in. daliście państwo, daliśmy dzieciom z Domu Dziecka, talony do „Gemini” za 700 zł. Liczę, że te dzieciaki z Domu Dziecka tam bezpiecznie pojechały do Tarnowa i wróciły szczęśliwie. Nie rozumiem natomiast tak wydatkowanych pieniędzy z tej komisji. Oczywiście – pewnie jest to zgodne z prawem, ja tego nie neguję, ale dla mnie jest to logiczne: komisja alkoholowa – powinniśmy się skupić na problemach alkoholowych, a nie na promocji – powiem wprost – własnej osoby – mówił Dariusz Lizak.
– Skrzyżowanie ulica Piłsudskiego – 1 Maja. Czy tam musi dojść do katastrofy, żeby się tym zająć, czy to będzie zrobione? Bo już tyle razy od roku czasu o tym skrzyżowaniu tu mówimy i na tym skrzyżowaniu został namalowany, co prawda, znak stopu czy tam naklejony. Ale tego nie widać, jak się jedzie, bo nikt nie patrzy pod koła, tylko patrzy na jezdnię, czy ktoś nie nadjeżdża. Jest to skrzyżowanie. Jest to bardzo niefortunnie namalowane w takim zaniżeniu. Tam należy odmalować linię bezwzględnego zatrzymania się, bo jest znak stopu i jeszcze tzw. progi zwalniające nakleić na tym skrzyżowaniu na Piłsudskiego, żeby tam nie doszło do katastrofy – mówił Tadeusz Gubernat.
Przewodnicząca Komisji oświaty Józefa Borowska-Marciniak odczytała sprawozdanie z przygotowania placówek oświatowych i opiekuńczych do roku szkolnego 2026 – 2027. Przy okazji pojawiły się pytania radnych, w tym o „kontrowersje” związane z dowozami do szkół. Okazuje się bowiem, że niektóre szkoły mogą liczyć na takie dowozy, a niektóre nie. Mówiąc ściślej – rodzice, mając prawo wyboru innej szkoły dla swojego dziecka, zwłaszcza gdy w pobliżu jest placówka niepubliczna niepłatna, ale czy gmina jest zobowiązana to ułatwiać, organizując dowóz, co przekłada się na ubytek sporej grupy uczniów np. w Żelazówce.
– Dowiedziałem się w dniu dzisiejszym, a pan burmistrz dowiedział się miesiąc temu, że ponad 20 dzieciaków z Żelazówki zostało przepisane do innych szkół, ale chciałbym zapytać, bo mnie to zaniepokoiło, nie do końca rozumiem, pamiętam jak pani przewodnicząca rady osiedla od pół roku albo od roku się prosi o dowóz dzieciaków z ul. Hallera i cały czas jest mówione, że nie można ich dowozić, bo obwód, nie obwód, a tutaj – czy ja dobrze zrozumiałem – że dzieci z Brnika są dowożone do innej szkoły, niż swojego obwodu? To proste pytanie: czemu tu się da, a tu się nie da? – dociekał Dariusz Lizak.
Przewodnicząca odczytała pismo dyrekcji Niepublicznej Niepłatnej Szkoły Podstawowej w Żelazówce, wchodzącej w skład Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Żelazówce:
Dyrektor Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Żelazówce, w nawiązaniu do rozmowy (…) z przewodniczącą p. Józefą Borowską-Marciniak, radną p. Justyną Wajdą oraz radnym p. Mirosławem Jastrzębiem przekazuje informacje, że szkoła w Żelazówce utraciła 20 uczniów w związku z funkcjonowaniem bezpłatnego autobusu, który dowodzi dzieci spoza obwodu do innych szkół miejskich. Ponawiam prośbę o podniesienie kwestii zasadności funkcjonowania tego typu bezpłatnego dojazdu w miejscowości, w której od 2012 r. funkcjonuje bezpłatna ogólnodostępna szkoła. Pragnę nadmienić, że gmina w 2023 r. zmodernizowała budynek szkoły, zapewniając dzieciom najnowocześniejsze warunki bezpiecznej nauki i opieki. Ze względu na mało liczne klasy od lat zapewniamy indywidualne podejście do dziecka i rodzica oraz edukację na wysokim poziomie. Stąd nie wydaje się zasadna potrzeba inwestowania w zapewnienie dzieciom dowozu do szkół, które znajdują się w dużej odległości od ich miejsca zamieszkania. Obecną sytuację można interpretować jako uderzenie w szkołę w Żelazówce mającą na celu próbę jej zamknięcia oraz niegospodarne zarządzanie finansami publicznymi. Daje przy tym do myślenia fakt, że w ostatnim czasie mieszkańcy ul. Hallera w Dąbrowie Tarnowskiej starali się o uzyskanie autobusu dowożącego dzieci do szkół obwodowych, co zakończyło się odmową, a jednocześnie nie ma przeciwwskazań, aby tego typu transport funkcjonował na obszarze Żelazówki i Brnika, gdzie nie zabiera dzieci do obwodowych szkół. Bardzo proszę o zajęcie stanowiska w podnoszonej przeze mnie kwestii.
– Strata liczby dzieci w szkole jest związana z obwodem i też trzeba powiedzieć, że na ilość dzieci w obwodzie nie ma wpływu ani komisja oświaty, ani dyrektor szkoły, ani my wszyscy razem (…). Dla przykładu powiem, że w Żelazówce się w zeszłym roku nie urodziło ani jedno dziecko, więc można mieć pretensje do tych, którzy mają zdolność rozrodczą i powodować to, że nasza populacja się będzie zwiększać. Jeżeli chodzi o komunikację i dowóz dzieci do szkół, to ten dowóz funkcjonuje od wielu lat w Brniku i w Żelazówce. Akurat Brnik należy do obwodu nie Żalazówki ani szkoły nr 3, tylko do obwodu Szarwark. Można rozważać, czy te dzieci dowozić do Szarwarku, ale głównym decydentem w tym zakresie są rodzice i z tych słów, co ja słyszę, to rodzice decydują i są zdeterminowani, czy dają dziecko do jednej szkoły, czy do drugiej. Nie chcemy wywoływać takiej atmosfery, że będziemy rodziców i dzieci „przestawiać” z miejsca w miejsce, bo nam się podoba, żeby tu dzieci były, albo tu ich nie było. Pamiętamy tę sytuację z „narożnikiem” – blokiem, który należy do dwóch obwodów i na jednej klatce i na drugiej klatce są dzieci, które chodzą do jednej i do drugiej szkoły. Jeśli chcą pójść do jednej wszystkie, to my tego zabronimy? Albo jeśli chce dziecko z obwodu nr 2 z tego samego bloku pójść do obwodu nr 1, to mamy temu zaprzeczyć, albo zatrzymać tę chęć? Nie stanie się tak, bo nie od dziś i nie od wczoraj się o tym mówiło, że: „niech rodzice decydują”. Aczkolwiek pewien wpływ na sytuację w mieście staramy się mieć, chociaż on nie jest do końca możliwy, bo różne sytuacje o tym decydują, chociażby to, że część rodzeństwa poszła do Jedynki, a rodzicie zmienili miejsce zamieszkania, poszli na drugą ulicę, wybudowali dom i my mamy teraz na siłę to dziecko przestawić do Dwójki czy do Trójki. No nie da się tak pracować z ludźmi, więc mimo tych administracyjnych obostrzeń, pewna dowolność musi być. Autobus, który wozi dzieci z Morzychny jedzie do Brnika, mamy stan i czy my będziemy utrzymywać ten autobus czy nie, to podejrzewam, że ci rodzice, którzy chcą, żeby dziecko było w Trójce to go w Żelazówce nie zatrzymają, mimo braku dojazdu, bo są takie sytuacje, gdzie dzieci są dowożone osobiście, więc tu ten wpływ nasz jest ograniczony. A sprawa dowozu dzieci z ulicy Hallera, to przecież wiele razy rozmawialiśmy, to nie tylko jest kwestia pieniędzy, tylko organizacji rannego i późniejszego dowozu i konstruowania tego zamówienia. Jedni chcą jeździć rano, inni chcą jeździć po południu, to naprawdę wiele razy analizowaliśmy. (…) Pani dyrektor rozpytuje po raz kolejny tych rodziców tak, żebyśmy mieli świadomość, że jak jakiś tam przetarg się pojawi i on musi być bardzo drogi, bo im krótsze dystanse dla tego, który wozi dzieci, tym drożej, bo przecież ten operator nie może żyć z tego, że wyśle rano na 15 minut czy pół godziny busa i po południu na chwilę, tylko to wszystko musi być z jakimś tam montażem jego kursów itd. Moim zdaniem łączenie dowozu z Hallera, dowozu z Morzychny czy z Brnika to się nia da tak łączyć, bo zupełnie dwa różne fakty rejestrujemy – wyjaśniał burmistrz, Krzysztof Kaczmarski.
– Zadałem proste pytanie i chciałbym prostą odpowiedź. Autobus z Morzychny do szkoły nr 1 został zlikwidowany, bo mówiliście państwo, że Morzychna jest obwodem Trójki, wszyscy to uszanowali, mieszkańcy się z początku burzyli. Kto zdecydował, że autobus wozi dzieci do innego obwodu? Ja nie mówię, że rodzice chcą dzieci zapisać do tej szkoły. Rodzice mają dowolność. Będę chciał, będę woził swoich synów do Warszawy, jak mam ochotę, i będę ich woził. Rodzice mają dowolność. Ja tylko pytam o wydanie mienia publicznego: kto zdecydował, że autobus jeździ nie po swoim obwodzie, zawozi dzieci do innej szkoły? Proste pytanie. Proszę nie mówić, że Brnik jest tym obwodem, tu wszyscy wiemy, ale to jednak jest zastanawiające. (…) Pamiętam, jak z Morzychną było likwidowane ze 2, 3 lata temu. Sam poruszałem temat. Dwóch mieszkańców Morzychny się do mnie zgłosiło, państwo wytłumaczyliście mi, zaakceptowaliśmy to. Tu nie umiem tego zrozumieć, co się zmieniło, że tu autobus może jechać, a w innym przypadku nie może jechać – mówił Dariusz Lizak.
– Zmieniła się liczba uczniów. Priorytetem jest Morzychna i wiezie dzieci autobus do Trójki, a jak się okazało, że z Morzychny, z Żelazówki, z Brnika i z całego kursu autobusu jest więcej dzieci, niż może autobus zabrać, to te dzieci, które dojeżdżały do Jedynki w tym kursie się nie mieściły i stąd, jak dobrze pamiętam, było to ograniczenie. Jeśli się dzisiaj znajdą miejsca w autokarze, to pod Jedynkę może autobus podjechać, ale też trzeba zauważyć, że autobus robi jeden duży kurs i musi przed samą ósmą zakręcić miasto dwa razy i jeszcze zrobić kurs. Nie chcemy, żeby te pierwsze dzieci, które wyjeżdżają jeździły przez godzinę tym autobusem, ale główne ograniczenie wynikało z liczby miejsc w autokarze – tłumaczył burmistrz.
– Mieszamy tu różne pojęcia, bo burmistrz może wozić dzieci, gdzie tylko chce, jeśli go na to stać, a ma obowiązek wozić dzieci w obwodzie powyżej 3 kilometrów. Tak jest to w ustawie i tak musi wozić. Obwód szkoły w Żelazówce i w Brniku jest pokazany do Szarwarku. W zgodzie z prawem dzieci powinny być wożone tam. Jeśli burmistrz chce, dodatkowo może wozić wszystkie dzieci, jeśli go tylko budżetowo na to stać. Wożenie dzieci z Brnika i Żelazówki jak burmistrz tłumaczy, do Trójki jest w takim samym stopniu uzasadnione, jak wożenie dzieci z Morzychny do Jedynki, bo jest poza obwód. Nie wiem, jak to jest wyliczone pierwszeństwo, ale obserwuję taką tendencję, że za chwilę wszystkie dzieci, jeśli będzie ich brakowało w Dąbrowie, to ze wsi poprzywozimy do tej Dąbrowy, bo gdzieś te dzieci trzeba poszukać. Pamiętam dyskusję sprzed lat, o uruchomieniu szkoły nr 3 i wypowiedź pani dyrektor wtedy, że ona sobie dzieci poszuka. Wychodzi na to, że szuka w szkołach wiejskich naszej gminy, bo tak to wygląda. I naprawdę, utrzymywanie bezpłatnego autobusu z Brnika i Żelazówki nie jest koniecznością. To jest tak jakby gmina funduje rodzicom ten autobus, bo rodzice mogą sobie dać dziecko, gdzie chcą, ale sobie muszą tam te dzieci dowieść. Mogą sobie nawet dzieci wozić do Warszawy, nic nam do tego – to jest swoboda wyboru szkoły przez rodzica, ale gmina musi zapewnić dojazd w obwodzie i dwie sesje temu zmienialiśmy uchwały i ten obwód został w tych uchwałach podtrzymany do Szarwarku. Bo gmina musi wskazać, jak jest szkoła niepubliczna, szkołę publiczną, która jest obwodem dla tego terenu, gdzie jest szkoła niepubliczna. Jest to od lat pokazane jako Szarwark i dalej to zostało utrzymane jako Szarwark. Niepokoi mnie ta tendencja, bo to jest tak: szkoła, jak będzie coraz mniejsza – upadnie Żelazówka, potem będą Lipiny, potem Szarwark i tak za koleją… Bo jak popatrzymy na demografię z ostatnich lat, to może się okazać, że tych szkół tyle nie będzie nam potrzebne – tłumaczył Jacek Świątek. –
Za 10 lat będzie w naszych szkołach 50% mniej dzieci i co wtedy zrobimy? Zatrzymamy te szkoły wszystkie? W naszych tutaj miejskich będzie za mało dzieci, a nie mówiąc już o wiejskich – dopowiedział burmistrz.
Ale czy chcemy pomału wygaszać szkoły wiejskie? Ja bym był przeciwnikiem tego. Niech to się stanie w sposób naturalny. Czyli: jeżeli nie będzie dzieci, to ta szkoła upadnie, ale nie sztucznie to pompować – zauważył Jacek Świątek.
Nie mogę się zgodzić z tą wypowiedzią, że pani dyrektor [dyrektor SP 3 Iwona Wrzoskiewicz-Słonka – red.] szuka. Obracam się w środowisku, gdzie słyszę różne opinie, dzieci zaczynają szukać, mamy zaczynają szukać i przenoszą dzieci do Trójki. Że panuje tam bardzo dobra atmosfera. Moi są zachwyceni, jak chodzi o Morzychnę; dzieci zaczynają się przenosić do Trójki. Bardzo dobry poziom. Dlaczego ona ma być ignorowana? To nie jest prawdą, że pani dyrektor szuka. Dzieci przenoszą się do Trójki bo chcą, a nie, że pani dyrektor namawia – mówiła Bernadetta Mrówka.
W związku z tym, że wczoraj były te rozmowy i – może nie będę mówić, w której szkole – w dwóch dyrektorzy wyraźnie mówili, że dyrektorka w szkole nr 3 jak gdyby „przechwytuje” dzieci. Przyszło jakieś dziecko z rodzicem, to: „przyprowadź kuzynkę”. Bardzo osobiste rozmowy. Mówił to dyrektor szkoły, więc ja to powtarzam. Nie plotki, tylko prawda. I doszło do tego, że w Szarwarku jest szkoła komfortowa. Z Brnika, zza lasu to chyba jest 1,5 km i nikogo nie trzeba byłoby wozić. Dzieci mogłyby spokojnie chodzić z Brnika do Szarwarku, a dzieci są wożone do Trójki – mówiła Józefa Borowska-Marciniak.
Pana Jacka wypowiedź nie wszyscy chyba zrozumieli, bo on mówił w dobrym znaczeniu tych słów. (…) Poruszam ten temat od 7 lat. Czas zrobić w końcu debatę na temat szkół. (…) Trzeba się zacząć martwić teraz, co będzie za 10 lat. Dzisiaj powinniśmy podejmować decyzje, Ja wzywam, apeluję, że tu powinna być dyskusja na ten temat. (…) – mówił Dariusz Lizak.
Te dyskusje są naprawdę ważne, ale musimy mieć świadomość tego, że subwencja na ucznia w szkole wiejskiej jest ponad 40% wyższa, są to naprawdę znaczne pieniądze i nie możemy robić tak, że wyprowadzamy sobie dzieci ze wsi do miasta. Cierpią na tym finanse, którymi musimy zaspokajać cały budżet oświatowy, a wiemy, że to są największe pieniądze z budżetu gminy. Więc uważam, że trzeba mieć też na uwadze, żeby nie wyprowadzać dzieci ze szkoły wiejskiej do miejskiej, bo później będą kłopoty typu finansowego – dowodził Andrzej Pabian.
Jedno małe sprostowanie. Nie ma już subwencji dwa lata i nie ma wiedzy, ile ten wskaźnik na ucznia wiejskiego jest wyższy, czy niższy, bo teraz jest 7 tych potrzeb, które określają pieniądz, który wpłynie do budżetu w następnym roku na podstawie ilości uczniów. Wszystko się pozmieniało – sprostował burmistrz, Krzysztof Kaczmarski.
Jestem nauczycielem, zresztą nie tylko ja na tej sali, tylko jest jeszcze parę osób. Nie wyobrażam sobie, żeby zamykać, czy próbować nawet myśleć o zamykaniu szkół na terenach wiejskich. Przez 10 lat pracowałem w Żelazówce. To są jedyne ośrodki, gdzie ludzie się spotykają, gdzie coś się dzieje, gdzie odbywają się komunie, gdzie jednak ten kontakt rodziców ze szkołą jest takim jedynym wyjściem. Ja wiem, że sytuacja demograficzna mówi swoje, a życie wygląda troszkę inaczej, ale naprawdę wielka szkoda będzie, jeżeli dojdzie do takiej sytuacji. Pewnie czasy takie nadchodzą, że będziemy musieli się przyglądać temu coraz bardziej, bo finanse mówią swoje, a życie mówi co innego. Pracowałem przez 10 lat to wiem, jak mieszkańcy wiosek dbali, jak chcieli, żeby nie daj Boże coś się nie stało ze szkołą, bo były takie za moich czasów próby, żeby tam próbować likwidować, częściowo przenosić do Brnika. Były różne podchody. (…) Ludzie są tak związani ze szkołami, z tymi ośrodkami, gdzie coś się dzieje, gdzie są ślubowania, gdzie są wywiadówki, gdzie są choinki, że ja bym to pielęgnował i utrzymywał jak najdłużej – mówił Mirosław Jastrząb.
Uczniowie z sołectwa Brnik uczęszczają do trzech albo czterech szkół, bo wieś jest tak rozwleczona: Lipiny, Breń Tarnowski, do Żelazówki i do niektórych szkół w mieście. Jest to rozwleczone i nawet jakby były okręgi, to ciężko by było wszystkich scalić, żeby wszystkie te dzieci, które mają obowiązek szkolny, przewieść czy do Szarwarku czy do Laskówki Chorąskiej, czy do Lipin, czy do którejś szkoły w Dąbrowie Tarnowskiej – tłumaczył Andrzej Giza.
Ja dopytam pana jeszcze raz o skrzyżowanie ulicy Piłsudskiego z 1 Maja. Czy da się tam coś zrobić. To nie jest kwestia milionów, żeby trzeba było czekać, tylko to jest kwestia bezpieczeństwa ludzi. Zwracają się do mnie ci ludzie, którzy uczestniczyli tam w różnych kolizjach i pytają, kiedy to zostanie zrobione? Kiedy coś się tam na skrzyżowaniu poprawi? I drugie pytanie: po tej wypowiedzi pana projektanta, żeby się pan odniósł do tego, kto ma to naprawić, co jest na rynku, bo tak przepięknie to wyglądają te cisy, że coś naprawdę pięknego – ironizował Tadeusz Gubernat.
Wejdę w słowo. Od roku czasu to się wałkuje, to jedno, a drugie: linia bezwarunkowego zatrzymania tam była, tylko nikt od 10 lat jej nie maluje. Także tam nie trzeba żadnych uzgodnień, tylko chłopa z farbą, żeby to namalował – oponował Gubernat na wyjaśnienia burmistrza, że trzeba poczynić uzgodnienia z policją, żeby namalować znak poziomy na drodze.
Na pewno nie od 10 lat. Ostatnie malowanie było dwa lata temu. Na pewno nie 10 lat – prostował burmistrz.
Najpierw się odniosę do tego, co pan radny Dariusz stwierdził, że rynek szpeci, nasadzenia i krzewy wyschły. Jak rynek szpeci, jak po tym półroczu użytkowania mieszkańcy to miejsce oceniają, to chyba wszyscy państwo słyszycie. Czy on szpeci? – to chyba tylko w uznaniu pana Lizaka, bo ja, innych głosów niż akceptujące, nie słyszałem. Wiem, panie Darku, że cokolwiek by Kaczmarski nie zrobił ze swoją ekipą z urzędu, to nigdy przez pana nie zostanie zaakceptowane. Rynek nie pasuje, droga nie pasuje, szkoła nie pasuje, wszystko nie pasuje – dowodził burmistrz, co wzburzyło radnego Lizaka, który od razu zareagował:
Przerwę to od razu. Nie życzę sobie takich wycieczek w moim kierunku. Ani raz tu nie powiedziałem nic atakującego w pana burmistrza bezpośrednio. Powiedziałem tylko o nasadzeniach i nie życzę sobie takich wycieczek w moim kierunku – zaprzeczał Dariusz Lizak, którego przewodniczący usiłował powstrzymać, gdyż zabrał głos podczas wypowiedzi burmistrza. Radny dowodził, że nie powiedział nic o tym, iż „rynek szpeci”. Czy powiedział – można sprawdzić w wypowiedzi przywołanej powyżej, albo na nagraniu rady miejskiej, które za jakiś czas będzie ogólnodostępne.
Mieszkańcy się już do pana radnego tonu, myślę, pomału przyzwyczaili. Ja od rady, państwa radnych oczekuję wsparcia, pomysłu, dorady, wniosku. Rozumiem też, że z pana strony takiego wniosku nigdy nie usłyszę, bo – jeszcze raz powtórzę – wszystko, co ja zrobię w pana odczuciu jest niedobre. I zgadzam się z tym. Każdy ma swoje podwórko i go pilnuje. Tylko czasem trzeba pomyśleć o tym, co mieszkańcy mówią, czego sobie życzą, czego oczekują i, realizując rynek, żeśmy to robili. I myślę, że mogę się dziś założyć o duży obiad, że nie znajdziemy drugiej osoby, która powie, że rynek szpeci Dąbrowę, bo ten rynek po tej połowie roku zyskał to, że choć nie wiadomo, co się wydarzy, ale będzie prawdopodobnie modernizacja roku w skali kraju. Jesteśmy w rankingu 10 miejsc do zaakceptowania w skali kraju. To ten rynek szpeci, panie Darku; szpeci??? Niech pan znajdzie drugiego mieszkańca, żeby potwierdził to pana spostrzeżenie. Jest jesień ubiegłego roku, kończy się projekt i są nasadzenia i tych nasadzeń jest w rynku około chyba tysiąca. Jak nasadzenie nowe może skutkować nawet w naszym małym ogródku, to każdy to sobie może odpowiedzieć. Jak wsadzi 10, 20 czy 50 roślin, czy wszystkie przeżyją zimę, suszę, zbyt duże nawodnienie albo niedobre warunki. Jak się zapytałem pana z Żelazówki, który ma setki tysięcy roślin na swoim terenie i żyje tym tematem od wielu lat, ile procent w takim nasadzeniu trzeba założyć, że się tych roślin zniszczy. Mówi, że jest to bardzo różnie; uwarunkowania są bardzo różne. Myśmy te rośliny sadzili w miarę w dobrym czasie i jaki jest efekt? Część uschła, ale nie uschły wszystkie. Jakie są przyczyny? One są różne. Powiem dla przykładu, żeśmy w Nieczajnej w ubiegłym roku też w bardzo właściwym czasie nasadzili wieloletnie drzewa takie 2–, 3– metrowe i one też nam prawie w 50% uschły i teraz do kogo z pretensjami idziemy? Idziemy z pretensjami do tych, którzy sadzili te rośliny, hodowali te rośliny, czy do przyrody, która w ty roku była tak kapryśna, że faktycznie tych sadzonek w wielu miejscach dużo uschło. Czy „Hiilii” czy „Hicksii” to tutaj pan projektant miał na uwadze bardziej to, że jedno ma owoce, a drugie nie ma owoców. To jest rośliną i to jest rośliną. Jak wsadzimy w to samo miejsce „Hiilii” i „Hicksii”, to sugerujecie, że „Hiilii” uschnie, a „Hicksii” nie??? Przecież logika na to wskazuje, że tak się nie dzieje. Część nasadzeń żeśmy już wymienili, chyba w czerwcu, ale później przyszły upały prawie 40– stopniowe i mieliśmy z tym robić zabiegi. Ja mówię: „Nie. Proszę się zatrzymać do właściwego czasu, do jesieni. Zobaczymy, co zostało, co uschło, co ewentualnie może jeszcze odrosnąć, bo te roślinki niektóre się nawet po tym roku adaptacji opuszczają, co usłyszałem z ust znawców tematu”. Więc lepszym okresem na wszelkie te zabiegi będzie jesień. Jest gwarant, jest ten, który drzewka sadził i nikt nam z tego zamówienia nie ucieknie, jeśli chodzi o to, co się na tym rynku wydarzyło. Proszę zauważyć, że to nie tylko cisów dotyczy, bo przecież są te 2 czy 4 duże drzewa przywiezione z daleka i one ledwo żyją. Co było z odwodnieniem lub z nieodwadnianiem rynku. Dyskusje toczyły się różne, m.in. była kwestia tego, żeby zrobić nawadnianie. Ja byłem osobiście przekonany, że w projekcie powinno się nawadnianie pojawić, no niestety się ono nie pojawiło. Też poprosiliśmy kosztorysanta, żeby nam to skosztorysował – na ponad 100 tys zł. Ja uważałem, że ono powinni być. Ale co się okazuje – na wiosnę, przecież ona nie była taka strasznie mokra, okazało się, że tej wody w rynku jest za dużo, bo te roślinki, które były wymienione, zniszczyły się w korzeniu. Więc poprosiliśmy, żeby zbadać strukturę tej ziemi, którą państwo wymieniali, którą uzupełniali, wywozili a później dowozili, więc ta struktura w jednym miejscu jest lepsza, w drugim – gorsza. Poprosiliśmy też taką osobę, która utrzymuje rośliny w Tarnowie i od wielu lat się zajmuje tym tematem i sugeruje, żeby w pewnych częściach zrobić odwodnienie. Nie nawadnianie – tak jak wszyscy żeśmy myśleli, że trzeba to będzie mocno nawadniać, tylko w drugą stronę – odwodnienie. Ale to odwodnienie też musi być partiami i musi być tak zmontowane, żeby tygodniowa czy dwutygodniowa susza znowu nie spowodowała wraz z tym odwodnieniem uschnięcia tej rośliny. Więc temat nie jest taki prosty, jak sobie wyobrażamy, że na podwórzu zasadzimy coś, ładnie rośnie lub nie rośnie. Jest ponad tysiąc tych roślin. Czego się możemy spodziewać? Częściowej wymiany nasadzenia na pewno. W jaki sposób się porozumiemy z tym wykonawcą, to też nie wiem, bo ta udatność tych roślin się przyjmuje na określony czas, jest to np. dzień dzisiejszy i protokołem jest to wszystko stwierdzone, a za dwa tygodnie roślinki padają. I teraz trzeba rozważyć, kto jest winien, albo jaka jest przyczyna, a tych przyczyn może być dużo. Albo ta roślinka była słaba (czego nie bierzemy pod uwagę), albo ten, który sadził, źle przeprowadził zabieg, albo podłoże nie do końca przewidujące. Poprzednia pani konserwator upierała się, żeby to był bukszpan w dalszym ciągu. Nie wiem, czy z panem Mateuszem żeśmy jeździli, czy już sam to pilnowałem. Nie chciała się zgodzić, żeby było co innego. Ten bukszpan tu wiele lat był i rósł bez problemów. Gdyby nie ćma bukszpanowa, która nam zjadła połowę tych roślin, to byśmy się może nie upierali, może ten bukszpan byłby i może lepiej się do tego podłoża nadał. Ja wnioskowałem o laurowiśnie, niestety nie zyskało to akceptacji w żadnym wypadku. Czy to było najlepsze rozwiązanie, nie wiem. Może te cisy są wygodniejsze w utrzymaniu, bo cis wolno rośnie i nie trzeba wiele koło niego chodzić. O laurowiśnie trzeba dbać. Ja uważałem, że estetyka tej laurowiśni jest najlepsza. Stało się jak się stało. Dzisiaj z tego trzeba wyjść, ale mówienie o tym, że jest to złe miejsce, szpeci… Trzeba sobie poradzić, jak z każdą inwestycją. Dzisiaj odbieramy żłobek i staraliśmy się, żeby było 100%, ale jak wejdziemy w poniedziałek, to wierzycie mi, że będzie 100%? Na pewno nie będzie, panie Darku, 100%. Dążymy do jakiejś doskonałości, tylko jej osiągnąć nigdy nie możemy, bo w złożonych tematach jest wiele problemów, z którymi nawet nigdy żeśmy się nie zderzyli i musimy próbować sobie z nimi poradzić, a jak się nie uda w pierwszym podejściu, to próbujemy drugiego, trzeciego itd. Po to jesteśmy tutaj, żeby się solidnie z tych zadań wywiązywać. A jak się coś dzieje, to trzeba przyjść, powiedzieć: „panie Krzyśku, panie burmistrzu, czy jak to tam zwał, ja mam jakiś pomysł, albo zauważyłem coś, doradziłbym coś”, a nie robić z tego afery, bo nie wiem, komu to ma służyć – Panu, mieszkańcom, radzie, mnie??? Kompletnie tego nie rozumiem. Oczekiwałbym naprawdę innego stanowiska – takiego normalnego, ludzkiego, bo po to tu wszyscy jesteśmy. Za cztery lata mieszkańcy nas zapytają: „co wyście robili, jak żeście zrobili, coście zrobili?” I co powiemy? Żeśmy tylko narzekali przez te cztery lata, a Pan już jest drugą kadencję – osiem lat. Z czymś trzeba do ludzi wyjść, żeby świat widział, że po coś tutaj wszyscy jesteśmy razem i coś dobrego dla mieszkańców robimy. I chyba uciecha z rynku jest większa, niż z drogi, nawet ze szkoły, żłobka czy przedszkola, bo się wszyscy tym cieszą i widzimy, jak to żyje przez całe lato. I chyba takie oczekiwanie było i po to żeśmy tu wszyscy decydowali o tym, żeby ten rynek wreszcie po 50 czy iluś tam latach normalnie wyglądał. Dzisiaj jak popatrzymy na Facebooka to od Ameryki po Australię – wszyscy pokazują rynek w Dąbrowie, a pan Darek mówi, że rynek szpeci. No jak, panie Darku??? – nie zgodził się Krzysztof Kaczmarski.
Nawet Morawiecki chwalił, bo był – odciął się burmistrz ku uciesze słuchaczy.
Pierwszy raz burmistrz, Krzysztof Kaczmarski, dotąd spolegliwy i obojętny na zarzuty, zareagował stanowczo na krytykę i podjął polemikę.
Nie użyłem żadnego słowa „szpeci”. Odsłuchacie sobie, państwo, i będziecie wiedzieć. Nie użyłem słowa „szpeci”, a właściwie przeczytałem cały wpis projektanta do dziennika budowy. Nie użyłem słowa „szpeci”. Głośno mówię: rynek jest ogólnie piękny, żyje, piękna inwestycja, została również X razy chwalona, również przez nas. Nikt tu nie mówi, że szpeci. Proszę nie wkładać w moje usta słowa. Także ja nie użyłem słowa „szpeci”. Mówię: nie – rynek jest pięknie zrealizowany. Skupiam się tylko na roślinach. Skupiam się też na hejcie, który się pojawił na projektanta, który do mnie zgłosił i prosił o pomoc. To ten chłopak w internecie został zhejtowany. On zasugerował państwu, żebyście nie sadzili odmiany żeńskiej, tylko zasadzić odmianę męską, bo nie ma owoców. Zasugerował: „nie sadźmy, bo tam są owoce trujące”. A państwo co zrobiliście? Jak mam się do tego nie ustosunkować? – pytał Dariusz Lizak, który zaprzeczył, by użył słowa „szpeci” w odniesieniu do dąbrowskiego rynku.
Czy rodzaj męski czy żeński ma wpływ na kondycję rośliny? – pytał burmistrz.
Ja tylko chcę zapytać, kto to ureguluje, kto zapłaci za te nasadzenia, bo został zmieniony projekt. Nowy projektant się pod tym podpisał. Rozumiem, że zrobią to oni bez gwarancji? Tylko takie pytanie zadałem na samym początku i nie chciałem więcej pytania ciągnąć – mówił Dariusz Lizak.
Te 60 czy 70 sztuk na początku w czerwcu wykonawca wymienił i nawet nie było większej dyskusji. Natomiast teraz zobaczymy jaka sytuacja będzie we wrześniu czy w październiku i będziemy rozmawiać. Gwarancja na funkcjonowanie tego wszystkiego jest. Natomiast jak ja pytam pana z Żelazówki: „panie Władku, ile pan daje gwarancji na rośliny?”. A pan Władysław mówi: „do bramy”. Ale pan Władysław mówi tak: „jeżeli ja roślinę wyhodowałem, ja ją zasadziłem, ja przygotowałem grunt to mogę dać nawet 10 lat gwarancji”. W jesieni powołujemy zespół, zapraszamy wykonawcę i mówimy „taki a taki jest problem” – zadeklarował burmistrz.
Odniosę się jeszcze do komisji alkoholowej. Już na komisjach branżowych sprawa była omawiana, aczkolwiek finanse, które są wydawane dostał pan radny osobiście. Proszę państwa, żeby było jasne, do waszej wiadomości: wszystkie wydatki, które były poniesione, były finansowane z programu gminnego Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Przeciwdziałania Narkomanii dla gminy Dąbrowa Tarnowska na 2025 r. Te środki zostały uzyskane z opłat za wydawanie zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych oraz ze środków opłaty od tzw. „małpek” i zgodnie z przepisami te środki były stąd pobierane. Wszystkie środki, które były w ogóle wydane jako komisja alkoholowa, wszystkie były uzgadniane przez pełnomocnika z panem burmistrzem i z panią skarbnik. Te środki, wg przepisów, muszą być wydane na profilaktykę. Pozostałe posiedzenia, wezwania, rozmowy z petentami, to jest dodatek, natomiast wszystko, co jest w profilaktyce to wszystko kosztuje i stąd są te pieniądze wydane. W 2026 r. przeprowadzono warsztaty w Szkole Podstawowej w Nieczajnej Górnej i w Szkole Podstawowej w Gruszowie Wielkim. To są dane od pana pełnomocnika. Pan pełnomocnik mówił, że dzwonił też do innych szkół i chce tak samo przeprowadzić. Jeżeli którakolwiek ze szkół wiejskich odpowie, że chce przeprowadzić taką profilaktykę, to zapewne będzie przeprowadzona. Jak chodzi o dzieci z Domu Dziecka – były zawiezione pod opieką pań z Domu Dziecka do „Gemini”, zadowolone, zrobiły zakupy. Jeden tylko przypadek podam, który był naprawdę wzruszający o chłopczyku, który dostał talon 700 zł i powiedział, że sobie kupi kurtkę i spodnie, żeby mógł chodzić do służenia na mszę. Te wydatki, które wydaliśmy raz w roku na dzieci z Domu Dziecka, uważam, że z tych pieniędzy, które są brane z tych dochodów za sprzedaż alkoholu, możemy sobie na to pozwolić. Te breloczki i inne gadżety są kupowane, pan pełnomocnik tam pilnuje tych spraw, on to zamawia. Nie stać nas na kupowanie większych gadżetów, stąd te takie drobne rzeczy, a że dzieci też jest niemało, to musimy takie rzeczy mieć. Np. był przeprowadzony taki warsztat dla dzieci w Szkole Podstawowej nr 3. Później była przeprowadzona 9 kwietnia 2025 r. Gala profilaktyki dla dzieci i dla rodziców w Dwójce. Przeprowadzenie warsztatów profilaktycznych dla dzieci w Szkole nr 2. Kampania profilaktyczna „Trzeźwy kierowca” i tutaj te gadżety to są koszty, które trzeba ponieść. No i szkolenie sprzedawców napojów alkoholowych – są takie wymagania. Przeprowadzenie warsztatów profilaktycznych dla dzieci od 1 do 8 w szkołach nr 1, 2, 3. Nie jest to odosobniona sprawa jak chodzi o wydawanie pieniędzy z komisji, bo realizowane jest też Centrum Formacji Duchowej, gdzie też odbywają się zajęcia: promowanie trzeźwego stylu życia, pomoc osobom uzależnionym, współuzależnionym, tak że te warsztaty są często realizowane i też wszystko kosztuje, w związku z czym wszystko, co było wydane, jest kontrolowane, jest pod ścisłym nadzorem, a decyzja o wydaniu takich czy innych pieniędzy jest przemyślana i współdecydowania z panem burmistrzem. Nikt nie wydaje pieniędzy od tak. Wszystko, co jest wydane, jest kontrolowane i jest pod nadzorem pana burmistrza – wyjaśniła zastrzeżenia do komisji alkoholowej przewodnicząca Bernadetta Mrówka.
Jeszcze się odniosę do tej uwagi, że realizujemy projekty w mieście, a nie na wsiach. One się w części na wioskach też dzieją, ale zauważcie państwo, jakie to są kwoty. Ktoś przyjeżdża, jest wyłoniony z tym projektem i za te 10 czy 15 tys zł, jak robimy to np. w Szkole nr 2 czy innej dużej szkole, to dotrzemy z tym profilaktycznym przekazem za te pieniądze do pół tysiąca dzieci, a jak zrobimy to na wiosce, to dotrzemy do 100 dzieci, a firma przyjeżdża, ten projekt realizuje, czy to jest mała szkoła, czy duża, to dla nich nie ma różnicy. Oni za projekt liczą sobie tyle, a nie mniej. Była jeszcze taka uwaga pana Darka, że to jest promowanie burmistrza. Panie Darku, bo panu odpowiem, jeśli jest wydarzenie typu kiermasz i na tym kiermaszu, oprócz tego wszystkiego, co się wkoło dzieje, jest realizowany projekt, to ta firma do dzieci w różny sposób, przy tym kiermaszu, niejako dociera z profilaktycznym przekazem i tymi swoimi pomysłami. Jeśli na basenie jest realizowany projekt za 5 tys zł, ale tam jest piana party przy okazji to po to, żeby z tymi dziećmi się udało coś dobrego zrobić, żeby je zachęcić, żeby im coś przekazać na temat profilaktyki, coś powiedzieć. Jak powiemy, że przy tym projekcie będzie się coś dla dzieci działo, to na tym to wszystko polega, że projekt przewiduje nie tylko mówienie i straszenie, jak będzie źle, tylko żeby one chciały w tym uczestniczyć i po to jest projekt i z tego względu to kosztuje niemałe pieniądze, bo tego nie robi nikt inny, jak certyfikowana firma, a ona często jest z Krakowa, z Rzeszowa czy z większej odległości, bo tych firm po prostu wiele na rynku nie ma, a inaczej tych pieniędzy, niż w tym trybie, wydać się nie da – odparł zarzuty burmistrz.
Ja nie neguję wydatków, tylko wydatków skąd. Jeżeli tu była profilaktyka, to jestem bardzo ciekawy. Ja brałem udział w tamtym roku. W tamtym roku byłem dwa razy na basenie, jak była ta piana, o której pan wspomniał. Tam ani słowa nie było o żadnej profilaktyce nawet powiedziane przez głośnik. Nic. Była tylko piana. Jeśli państwo mówicie, że to jest wydawane na profilaktykę, to przeczytam: „prowadzenie podczas kiermaszu Bożonarodzeniowego w Dąbrowie Tarnowskiej zajęć profilaktycznych z wykorzystaniem sprzętu rekreacyjnego: mała karuzela, zjazd na pontonach, diabelski młyn – 32 tys zł. Super, że to było, brałem w tym udział – piękne wydarzenie, gratulacje, tylko nie rozumiem, dlaczego z pieniędzy komisji alkoholowych, gdzie powinniśmy się skupić na problemach alkoholików. Zaznaczam – chwalę, piękne wydarzenie, mnóstwo dzieci, sam byłem, wziąłem w nim udział, ja tylko nie wiem, dlaczego to jest z pieniędzy z tych komisji – nie dawał za wygraną Dariusz Lizak.
Panie Darku, trochę mylimy pojęcia. Profilaktyka ma na celu zapobieganie, a zajmowanie się tymi osobami, które niestety są uzależnione; to już jest inna sprawa. Więc jeśli mówimy o tych pieniądzach i ich używaniu, to i w jednym kierunku idą i w drugim, ale profilaktyka i dedykowanie tych pieniędzy z tych wszystkich odpisów ze sprzedaży alkoholu ma na uwadze to, żeby właśnie tych osób uzależnionych było jak najmniej, więc jeśli zrobiliśmy kiermasz, coś tam wręczali albo mówili, to należy domniemać, że skutek odniesiemy za parę lat, bo te dzieci w przyszłości zainteresują się czymś innym – tłumaczył burmistrz.
Byłem, panie burmistrzu na tym kiermaszu i śmiem twierdzić, że nie widziałem żadnej profilaktyki, żeby cokolwiek było dzieciom wręczane lub mówione – dodał Dariusz Lizak.
To może się odniosę do tych już uzależnionych. Nie brakuje nam naprawdę uzależnionych, a wręcz przybywa, z miesiąca na miesiąc coraz więcej mamy teczek petentów. Więc, proszę pana, ci którzy rzeczywiście wymagają naszej konsultacji i współpracy z innymi instytucjami, naprawdę ich nie brakuje i są, i my nad nimi pracujemy. Tak że tutaj ta grupa ludzi, która wymaga pomocy, jest zgłaszana do nas przez policję, rodzinę czy przez inne instytucje i naprawdę nad nimi pracujemy. Nie są zostawieni sami sobie – poinformowała Bernadetta Mrówka.
Ja chciałbym zamknąć ten temat i tylko chciałem państwu uzmysłowić, bo się cały czas dowiaduję ciekawych rzeczy. Przedtem się dowiedziałem o autobusie, który może jeździć – nie może, teraz się dowiaduję, że pieniądze mogą być wydawane na to, czy na tamto. Człowiek się uczy całe życie – podsumował Dariusz Lizak.
us

