Dzisiaj:
Poniedziałek, 14 października 2019 roku
Alan, Bernard, Dominik, Dzierżymir, Fortunata, Kalikst, Kaliksta

40 lat płyty „Slayed”

18 listopada 2012 | Brak komentarzy

Slayed? był trzecim albumem glam rockowego zespołu Slade. Ukazał się 1 listopada 1972 roku. 17 listopada wydano następny po Mama Weer All Crazee Now przebojowy singel z tego krążka – Gudbuy T’Jane. Slayed? pozostał najważniejszym dokonaniem w całej dyskografii czwórki z Wolverhamptonu.

Na początek wyjaśnienie skąd taka idiotyczna pisownia tytułów piosenek. Otóż był to pewien chwyt marketingowy. Chciano podkreślić, że chłopcy z zespołu są na tyle „nieskomplikowanymi” ludźmi, że tytuły piszą jak chcą, bez skrępowania zasadami ortografii.

Z czasem ta maniera stała się irytująca i ostatecznie z niej zrezygnowano. Uznano też, jak można sądzić, że z upływem lat muzycy powinni uchodzić za ludzi bardziej wyedukowanych, a nie tylko za radosnych przygłupów. To wszystko nie miało jednak aż takiego znaczenia. Zresztą sami „slejdzi” mieli do tego spory dystans. Noddy Holder – lider posiadający, obok potężnych bokobrodów, umiejętność wyjątkowego skowytu – twierdził: nigdy nie śledziliśmy tego, co działo się wokół nas. Robiliśmy swoje w naszym własnym stylu. W tym ich stylu liczył się żywiołowy power i prosty, a przy tym porywający drive mocno nieskomplikowanych kawałków.

Ross Fortune, redaktor muzyczny londyńskiego Tine Out, w książce 1001 albumów muzycznych (które powinieneś usłyszeć nim umrzesz) napisał: David Bowie i Roxy Music na bok – to piosenki T.Rex i Slade spośród wszystkich wykonawców tej cudownie szalonej ery w brytyjskim popie najlepiej przetrwały próbę czasu. Jeśli powiemy, że Bolan (T.Rex) miał swoje boogie, to Slade mieli swój stomp. Fortune, rekomendując Slayed? tym, którzy płyty nie znają, stwierdził też: Płyta może zawiera tylko dwa z ich wielkich hitów, ale mimo to reprezentuje kawał czystego, pierwszorzędnego popu, krzykliwego i zmuszającego do tupania nogą.

W październiku roku 1971 Slade za sprawą przeboju Coz I Luv You po raz pierwszy znaleźli się na czele angielskiej Top Twenty. Przez kolejne trzy lata kapela regularnie umieszczała tam swoje numery. Do października 1974 roku miała aż pięć numerów jeden (Take Me Bak ‘Ome, Mama Weer All Crazee Now, Cum On Feel The Noize, Skwerze Me Pleeze Me, Merry Xmas Everybody), trzy numery dwa (w tym Gudbuy T’Jane) i dwa hity na pozycji trzeciej (w tym słynny Everyday). Wracam jednak do albumu Slayed?.

Facetów ze Slade nigdy nie interesowało to czy są cool czy nie, głośną zabawę jednak lubili i trzeba przyznać, że Slayed? to taka 35-minutowa rozwrzeszczana impreza non-stop, którą – jeśli tylko miało się ochotę – można było powtarzać i powtarzać.

Otwierający płytę numer How D’You Ride zapowiadał solidną i prostą, ale radosną jazdę. Tak też było do końca. Co ciekawe, ponoć kawałek ten nigdy nie był grany podczas koncertów. Ten i sześć innych utworów to dziełka spółki Noddy Holder – Jimmy Lea.

Jako drugi brzmiał motoryczny numer samego Holdera The Whole World’s Going Crazee. Kiedyś bardzo lubiłem go za petardziarskie intro. Nie dawno przeczytałem, że portal muzyczny allmusic.com plasuje go wśród utworów rekomendowanych. Potem szedł nieco nostalgicznyLook At Last Nite – autorstwa Lea. Kawałek ten znalazł się na drugiej stronie przebojowego singla Gudbuy T’Jane. Następnie był smaczek – ostro zagrany i świetnie wykrzyczany Move Over – numer, który rok wcześniej znalazł się na płycie Pearl Janis Joplin, zresztą jej autorstwa.

Po nim był przebojowy kawałek o Jane, który Lea wymyślił w basenie w San Diego. Po Pożegnaniu z Jane następował glamrockowy walecGudbuy, Gudbuy, którego prostą dramaturgię współtworzył mocny gardłowy wokal Holdera i gitara Dave’a Hilla.

Numerem osiem był superhit Mama Weer All Crazee Now, przy którym można było rzec: jak impra to impra i wszyscy, mamusiu, powariowali. Potem I Don’t Mind – jakby uspokojenie przed eksplodującym rockandrollową radością finałem w postaci Let The Good Times Roll – Feel So Fine. W nastoletnich czasach puszczałem go sobie dla poprawy nastroju. Skutkowało.

Minęły dekady, jednak w połowie lat 70. jednoznaczne opowiadanie się za Slade był obciachem, wielu wyznawców ambitnego rocka uważało zespół za wieśniacki. I co? Dziś wiele tzw. ambitnych płyt z tamtych czasów poszło w zapomnienie, a Slayed? – mimo wszystko – broni się.

Na koniec warto przypomnieć, że w Wielkiej Brytanii album dotarł na szczyt zestawienia bestsellerów, w którym przebywał przez 34 tygodnie. Również na topie znalazł się w Australii. W USA aż tak dobrze nie było, ale i tak na liście stu najlepiej sprzedawanych dużych krążków pozostawał przez pół roku, co stanowiło najlepszy wynik w całej historii Slade.

Krzysztof Borowiec


Skomentuj (komentując akceptujesz regulamin)