Dzisiaj:
Poniedziałek, 14 października 2019 roku
Alan, Bernard, Dominik, Dzierżymir, Fortunata, Kalikst, Kaliksta

Spec od coverów

21 maja 2013 | Brak komentarzy

Śpiewa od ponad pół wieku, od festiwalu w Woodstock zna go cały świat. Wielokrotnie bywał w Polsce. Jest największym specjalistą od coverów, które w jego wykonaniu są słynniejsze niż wersje oryginalne. Nazywa się Joe Cocker i 10 maja obchodził 69. urodziny.

Swoją karierę Cocker rozpoczął w Sheffield, rodzinnym mieście, w kapeli brata Victora – The Cavaliers, która potem zmieniła nazwę na Vance Arnold And The Avengers.

Zespół zdobył lokalną popularność i znany był z występów na rozgrzewkę przed koncertami bardziej znaczących gwiazd, ot, jak choćby zespół The Hollies, w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych podczas beatowego boomu na Wyspach. Cocker dość szybko został dostrzeżony przez tzw. fachowców z branży, dzięki czemu podpisał kontrakt na singel dla wytwórni Decca. Niestety, ten – wydany w październiku 1964 roku – naprawdę dobry krążek, będący udaną wersją beatlesowskiego numeru I’ll Cry Instead sprzedawał się słabo. Joe był jednak uparty i konsekwentnie starał się zostać gwiazdą. Opłacało się, kolejna profesjonalna sesja nagraniowa stała się ukoronowaniem dwóch lat budowania reputacji poprzez liczne koncerty w klubach. Jej rezultatem był singel Marjorine, który na rynku płytowym zdobył pewną popularność.

W 1968 roku (wreszcie) na szczyt notowań brytyjskich wspiął się utwórWith A Little Help From My Friends. Temu beatelsowskiemu numerowi Cocker nadał potężny ładunek emocjonalny, a wykonał go z autentycznym żarem i rzadko spotykaną pasją. Warto dodać, że w sesji nagraniowej tego kawałka Cockerowi towarzyszył m.in. Jimi Page – później słynny gitarzysta i kompozytor zespołu Led Zeppelin. Do legendy przeszło uwiecznione na filmie wykonanie tego hitu podczas festiwalu w Woodstock. „Odjechany” Cocker z tym swoim niezwykłym tańcem rąk, przypominającym jakieś konwulsyjno-epileptyczne ruchy szaleńca, pozostanie, obok Alvina Lee, najbardziej rozpoznawanym artystą filmu.

Po sukcesie w Woodstock nastąpiły lata 70., które rozpoczął obiecująco od tournee z formacją Mad Dog And Englishmen. Niestety były to dobre złego początki. Trasa, zawierająca ponad 60 koncertów zaowocowała co prawda filmem i podwójnym albumem, ale w jej wyniku artysta zbankrutował.

Lata siedemdziesiąte dały Cockerowi w kość. Artysta popadł w zapomnienie i właściwie aż trudno uwierzyć, że po regularnych, ostrych i wycieńczających narkotyczno-alkoholowych jazdach potrafił się otrząsnąć. Dziś, żartuje, że z tamtej dekady niewiele pamięta. Do roku 1982, czyli do wydania życzliwie przyjętej płyty Sheffield Steel, Cocker nie dawał o sobie znać. Twierdzono, że jego organizm potrzebował dwóch lat by oczyścić się z alkoholu.

W 1983 roku powrócił na listy przebojów. Stało się to za sprawą piosenki Up Where We Belong, którą wykonał w duecie z Jennifer Warens. Kawałek ten stał się jeszcze bardziej popularny, gdy zaistniał jako temat z filmu Taylora Hackforda Oficer i gentleman.

W latach 90. Joe umocnił swoją niegdysiejszą pozycję. Sukcesy odnosiły jego kolejne płyty – Night Calls, Have A Little Faith, Organic. W 1994 roku artysta ponownie wystąpił na festiwalu Woodstock, w 25. rocznicę tego wielkiego pop-kulturowego wydarzenia.

W 1997 roku Cocker podbił serca fanów, śpiewając N’oubliez Jamais. Ten pochodzący z płyty Across From Midnight hicior szczególnie spodobał się – co, zresztą oczywiste – Francuzom i tym samym walnie przyczynił się do nadania Cockerowi tytułu Chevalier De L’Ordre Des Arts et Des Letters.

Poza tym artysta uczestniczył w wielu specjalnych koncertach – występował przed brytyjską rodziną królewską w czasie „Princes Trust Gala”. Śpiewał na uroczystym koncercie z okazji urodzin Nelsona Mandeli, brał udział w „Konzert for Berlin” – imprezie poświęconej zburzeniu muru berlińskiego, a jego występ uświetnił również inaugurację prezydentury George’a Busha.

Cocker bazę miał zawsze w towarzyszących mu grupach wokalnych, na ogół damskich. Zgodnie z jego życzeniem chórki śpiewać mają niczym w kościele, czyli po prostu w stylu gospel. Tak było niemal od początku jego kariery. Kiedy dziewczyny pytają mnie jak mają śpiewać, mówię: Chodzi mi o kościelne śpiewanie. Wiecie takie z promieniem z nieba. Wówczas zawsze mnie rozumieją.

 Każdy, kto lubi Cockera ma swoje ulubione kawałki, ja mam ich przynajmniej kilka, ale tak naprawdę jeszcze od czasów podstawówki najbardziej lubię Feelin’ Allright.

I jeszcze coś, w opinii znawców Cocker pozostaje najlepszym białym piosenkarzem soul jakiego kiedykolwiek wydała Wielka Brytania.

Krzysztof Borowiec

 


Skomentuj (komentując akceptujesz regulamin)